Kocioł gniewu

Order-PrintPrawda, że żyjemy w wielkiej, cudownej (e-)bibliotece? (Uuuk!) Zawsze fascynowało mnie to, że książki gadają ze sobą, choć autorzy książkowych memów dawno nie żyją. Ba! Nawet nie mieliby okazji ze sobą porozmawiać. A tu pod piórem Heatha&Pottera Hobbes spiera się z Freudem o istnienie popędu śmierci i konstytucję społeczeństwa. Wrodzony popęd agresji, mówi Freud. To tylko lęk, odpowiada Hobbes. Dyskusja wokół zarządzania ludem przez brak zaufania. Jakże to na czasie w naszym kraju!

A idzie to tak…

„Freud całkowicie się zgadzał z twierdzeniem Hobbesa, że bez reguł i przepisów rządzących życiem człowieka cywilizowanego życie byłoby „samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie”. Choć człowiek pierwotny cieszył się większą swobodą w zaspokajaniu swoich popędów, „miał bardzo małą pewność, że długo nacieszy się swoim szczęściem” – pisał Freud. W przeciwieństwie do Hobbesa twierdził jednak, że niepewność naturalnego stanu człowieka odzwierciedla istotny fakt dotyczący ludzkiej duszy. Dowodził, że skoro współpraca daje tak oczywiste korzyści, to niepewność „naturalnego stanu” ujawnia, jak potężny musi być popęd skłaniający ku agresywnemu lub brutalnemu zachowaniu.

W pracy „Kultura jako źródło cierpień” Freud pisze: „Wskutek tej pierwotnej wrogości ludzi wobec siebie nawzajem społeczeństwu kulturalnemu stale grozi rozpad. Nie powstrzymają tego interesy wspólnoty pracy, namiętności popędowe są bowiem silniejsze od interesów racjonalnych”. Argumentacja ta jest błędna, ale w bardzo pouczający sposób. Freud zauważa, że na „wspólnocie pracy” możemy ogromnie zyskać. Rozum podpowiada więc, że powinniśmy się zachowywać w sposób cywilizowany i wnosić coś od siebie, uczestnicząc we wspólnych projektach. Fakt, że tak często nie podejmujemy współpracy i trudno nam działać razem, dowodzi, iż nasze bardziej aspołeczne skłonności – agresywne popędy- są nadzwyczaj silne. Gdyby te „namiętności popędowe” nie były tak potężne, nie mogłyby wziąć góry nad interesem, który mamy w ogromnych korzyściach we współpracy. Stworzenie cywilizacji musi być rzeczywiście nie lada zadaniem, skoro wymaga od nas tłumienia tych nadzwyczaj silnych popędów.

Continue reading


Kłamstwa Rozwoju Osobistego

b1297052e506Dziś w psycho-kit Grzegorz Gajcy i jego artykuł „30 Kłamstw Rozwoju Osobistego, Które Niszczą Ludziom Życie (cz.1)” 

Za miłym pozwoleniem Autora.

Trzeźwe, realistyczne spojrzenie na bzdurki dotyczące „rozwoju osobistego”. Powiedziałabym: spojrzenie bezlitosne, ale dzięki temu mądre. A bzdurki rozbrajające w swojej naiwności. Pod tekstem się podpisuję, serdecznie polecam i czekam na ciąg dalszy, bo lista kłamstw rozwoju osobistego długaśna.

„Czy wierzysz w zestaw głupot i kłamstw, którymi bombardowani są klienci branży rozwoju osobistego? Nie, nie jestem przeciw niej. Sam interesuję się nią od 7 lat. Tyle tylko, że tak jak nauka bez moralności prowadzić może na ścieżkę doktora Mengele, tak też rozwój osobisty oparty wyłącznie o marketing i biznes niszczy ludziom życie. Bo chcą mieć łatwo, szybko i bezboleśnie, a by im to obiecać, musisz skłamać. Jak więc kłamie się w branży „rozwojowej”, by dobrze zarobić? To część pierwsza wpisu, bo czuję, że będzie tego baaaaardzo dużo.

 

Życie jest po to, by być szczęśliwym

Nie, nie jest po to. W zasadzie, według wielu różnych filozofii nie jest po nic. Podporządkowywanie wszystkiego w życiu tylko i wyłącznie własnemu szczęściu i zachciankom to bardzo egoistyczne zachowanie, często także prowadzące do szkody innych. Bo przecież skoro celem mojego życia jest moje szczęście, to co mnie obchodzą inni? Niestety, rozwój osobisty wkłada ci do głowy zbyt dużo „ja chcę”, a zbyt mało „powinienem” lub „dobre dla nas wszystkich jest”.

 

Każdy może mieć swoje poglądy i powinniśmy wszystkie tolerować

Idiotyzm. Rozumiem, że lewicowe środowiska takich krajów jak Holandia, czy USA ostro działają na rzecz legalizacji pedo, czy nekrofilii (poczytaj o partii Martjin i obejrzyj film dokumentalny pt „Syndrom Kinseya”, jeśli uważasz, że sobie to wymyśliłem) ale to naprawdę nie świadczy o tym, że mają rację. To samo tyczy się religii i poprawności politycznej. Jeśli twoja religia nakazuje ci zabijać, kraść, palić homoseksualistów, czy oszukiwać, zacznij od siebie i na sobie skończ. Ogromny problem z tolerancją polega na tym, że większość tak naprawdę nie rozumie, czym tolerancja jest. Dlatego rozum przegrywa z poprawnością polityczną i dlatego 98% daje sobie wsadzić do głów nonsensy 2%, które wiedzą, jak robić sobie dobry PR i zgrywać uciśnione ofiary.

 

Jesteś stworzony do wielkich rzeczy

Nie jesteś stworzony do żadnych rzeczy. Nawet do przetrwania nie jesteś stworzony, bo zawsze zdarzają się defekty, które mogłyby ci to uniemożliwić. Jeśli tak jak ja, interesujesz się socjocybernetyką, czy religioznawstwem, łatwo zauważysz, że rozwój osobisty spełnia praktycznie wszystkie kryteria, które pozwalałyby uznać go za religię. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo nie o tym jest artykuł, ale możesz to zobaczyć sam. Jako quasi religia ustawia system wartości, celów w życiu, jego sens i charakter działań, jakie człowiek uważa później, że powinien lub chce podejmować. Rozwój twierdzi, że jesteś stworzony by być wielkim. Inna filozofia może mówić, że jesteś stworzony do rozmnażania się i przetrwania. Jeszcze inna, że jesteś stworzony by zabijać niewiernych, a kolejna – by kochać swoich bliźnich i czynić rzeczy, które są miłe wam obu. Choose wisely.

 

 

Każdy ma równe szanse, startujemy z czystą kartą

Nie ma czegoś takiego, jak czysta karta. Masz geny, rodzice mają przeszłość społeczną, prawną, finansową, edukacyjną. Rodzisz się i rozwijasz w określonym położeniu geopolitycznym, masz dostęp do określonych rzeczy, a do innych być może nigdy nie będziesz miał. Nie daj sobie wkręcić, że wychodzisz z bloków tak samo przygotowany i przystosowany, jak inni. Nie dorobisz się miliardów w jedno pokolenie, tak jak nie zbudujesz idealnego zdrowia, jeśli twoja matka była narkomanką, przeżyła ogromny i długotrwały głód, piła w ciąży lub cierpi na choroby genetyczne, które przeszły także na ciebie. Zapoznaj się z tym, czym jest i co mówi epigenetyka, by wiedzieć więcej i móc wpływać na siebie i przyszłe pokolenia pod kątem biologicznym. Wszystko, czego nie dostałeś od rodziców, musisz wypracować i nie ma mowy o starcie na równi z innymi.

 

Musisz myśleć pozytywnie, wtedy więcej osiągniesz

Pozytywne myślenie jest cholernie groźne i naiwne. Jest przyjemne, ale to nic nie znaczy, bo wiele rzeczy zbyt przyjemnych źle się kończy. Praktyka pokazuje, że ludzie myślący realistycznie lub nawet negatywnie osiągają lepsze efekty, bo po prostu się zabezpieczają. Trzeba jednak odróżnić dwie sprawy: myślenie pozytywne od pozytywnego nastawienia. Pozytywne nastawienie jest ważne i pożyteczne. Z kolei myślenie, że wszystko zawsze pójdzie super jest po prostu idiotyzmem i kończy się porażką. Nie wpadaj w ten schemat i patrz na sprawy realnie. Brian Tracy zawsze mówił, że najważniejsze to poznać rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaka byśmy chcieli, by była. Tracy to chyba jedyny guru rozwojowy, w którego wypowiedziach i karierze nie udało mi się znaleźć żadnych oszustw, przekrętów i perfidii (czego niestety nie można powiedzieć o Robbinsie, Kiyosakim, Trumpie i „elicie” polskich trenerów). Możesz wierzyć Brianowi – nigdy nie myśl pozytywnie. Zawsze zastanawiaj się, co może się zepsuć, po czym od razu stwórz plan naprawy lub najlepiej przeciwdziałania.

 

Moralność jest tylko systemem, poza który warto wyjść, by osiągać więcej

Zsekularyzowane społeczeństwo zachodu bardzo lubi to hasło, bo jest wygodne i przyjemne. Pozwala na wyciszenie głosu sumienia i skoczenie w przepaść całkowitego hedonizmu i dbania wyłącznie o swoje potrzeby. Bo przecież moralność i dobro nie istnieją! Liczy się tylko moja przyjemność. Na szczęście lądując w więzieniach, na śmietnikach i marginesie społecznym przypominają sobie o podstawach i wracają do nich, choć nie każdemu jest to dane. Nonsens relatywizmu tak religijnego jak ideowego jest bezpośrednio związany z modernizmem, którym przesiąknięta jest lewicowa strona sceny politycznej wraz ze swoim wątpliwej jakości elektoratem. Jeden z popularnych polskich trenerów NLP i rozwoju często powtarzał „Ja się nie zajmuję etyką, tym się zajmuje ksiądz”. Na ironię zakrawa fakt, że powstało na temat jego przekrętów kilka blogów opisujących opinie i doświadczenia klientów, a jego biznes upadł już zdaje się trzy lub czterokrotnie.

 

Nigdy się nie poddawaj, wtedy osiągniesz sukces

Poddawanie się jest bardzo fajne, gdy próbujesz osiągnąć szkodliwy cel. Nierentowne biznesy, szkodliwe diety, kontuzjogenne treningi i toksyczne relacje to rzeczy, które wręcz proszą się o poddanie. Nieustępliwość jest świetna, gdy grasz o wysoką stawkę, ale nie daj sobie wmówić, że cokolwiek zaczniesz robić, jest dobre. Nie, nie jest. Realnie podejdź do tematu, badaj wyniki i poddawaj się, gdy strategia nie działa lub cel okazuje się zbędny. Robienie rzeczy tylko po to, by powiedzieć o sobie, że jesteś konsekwentny i nic więcej to po prostu głupota.

 

Najważniejsza jest ciężka praca, niezależnie od tego co robisz

Ciężka praca to podstawa sukcesu, pod warunkiem, że cel jest jej wart. Wiele osób wkłada w swoją pracę niewiarygodne pokłady sił. Czy osiągają sukces? Rzadko, ponieważ praca wymagająca tytanicznego wysiłku nie zawsze jest pracą WARTĄ tego wysiłku. Możesz wkładać w roznoszenie ulotek 100% swoich sił 24 godziny na dobę. Czy staniesz się milionerem? Nie, bo ta praca nie ma możliwości doprowadzenia cię do sześciu zer na koncie. Gloryfikacja pracy za wszelką cenę była dobra w stalinowskiej Rosji, gdy miliony ginęły z głodu, a kolejne w obozach. Najpierw wybierz właściwą pracę i warte jej cele, dopiero później włóż w to wszystkie swoje siły.

 

Wszystko, co ci się przydarza, zależy od ciebie

Jadący z zawrotną prędkością autobus uderzył w ciebie, bo miałeś negatywne myśli! No tak, dajmy sobie spokój z „sekretową” jazdą. Rhonda Byrne zarobiła swoje, pewnie teraz produkuje inne pierdoły, a ci, którzy łyknęli jej filmy żyją w rozczarowaniu lub depresji. Nie, nie wszystko co się z tobą dzieje zależy od ciebie. Masz na to duży wpływ, ale nie stuprocentowy. Dlatego tak ważne jest inwestowanie w świadomość tego, co cię otacza (polityka, społeczeństwo, kultura, koniunktura, geopolityka, prognozy eksperckie itp), bo wspaniały spec od wszystkiego może w jednej chwili zostać zdmuchnięty przez falę kryzysów finansowych, czy parę bombek zrzuconych na niego dzięki kochanym politykom.

 

Rozwój służy do tego, by życie było łatwe i przyjemne

Byłoby to piękne, gdyby istniała taka możliwość. Ale nie na tym polega rozwój i osiąganie rzeczy. To, co robimy korzystając z narzędzi rozwoju osobistego staje się coraz trudniejsze, bo ciągle podnosimy poprzeczkę. Najczęściej nie można mieć więcej, łatwiejszymi sposobami. Owszem, są możliwości pójścia na skróty, podłączenia się pod dochodowy trend i osiągnięcia szybkiego sukcesu, ale to nikły procent wszystkich osiągnięć, jakie są udziałem ludzi na świecie. W większości przypadków w miarę osiągania kolejnych szczytów wszystko staje się coraz trudniejsze, bo nagrody dostajesz właśnie za to, że umiesz zabijać coraz większe smoki, a nie dlatego, że dajesz z siebie coraz mniej.

 

Powinieneś pracować dla pasji

Czy wiesz, że jaskiniowcy odkryli pierwsze prawa rozwoju osobistego? Dokładnie, to nie błąd w tekście! Odkryli oni mianowicie, że jeśli nie będą pracować, zginą tak jak 90% ich braci, bo praca nie jest dla pasji, tylko dla poprawienia i utrzymania poziomu życia. Idea rozwoju osobistego, który już wcześniej nazwałem quasi religią, zakłada podejście oparte o przyjemność, ambicję, marzenia i bezproblemowe życie. To oczywisty nonsens, ale świetnie się sprzedaje. Praca w tej religii ma być źródłem przyjemności, sukcesów, ogromnej kasy, zaszczytów i nie wiadomo czego jeszcze. No niestety, fakty niszczą tą wizję, podobnie jak spotkanie z pierwszym lepszym problemem zawodowym, bo praca nigdy nie była i nie będzie stworzona dla ciebie, czy dla przyjemności, ale dla osiągnięcia zysku, utrzymania lub podniesienia standardu życia, czy też odkrycia czegoś. Praca, która daje sukcesy wcale nie musi być przyjemna. Wręcz przeciwnie – największe sukcesy, pieniądze i honory spotykają tych, którzy mają cholernie ciężkie i wymagające zawody.

Continue reading


Kulturowe ograniczenia psychoterapii (4)

088Lokalne systemy leczenia to – za „Psychologią kulturową”„przekonania i praktyki terapeutyczne zakorzenione w danej kulturze, które nie zostały zapożyczone z innych kultur (ani „wyeksportowane” do innych społeczeństw), lecz powstały po to, aby pomagać członkom konkretnej grupy kulturowej.”

Oczywiste jest, że każda kultura wytwarza swoje metody łagodzenia zaburzeń psychicznych. To banał: psychoterapia ma podłoże kulturowe, zdaje się koncentrować na tym, co członkowie danego społeczeństwa uznają za przyczynę zaburzenia. W naszej kulturze dominuje „wpływ doświadczeń dziecięcych” i „biologia mózgu”, jesteśmy też oswajani ostatnio z „opętaniem diabelskim” :). Pytanie „co zamiast psychoterapii?” uważam więc za bezzasadne. Nie da się zmienić jednego elementu kultury nie zmieniając innych. Psychoterapia – „zachodnia”, „naukowa” etc – sprowadzająca się właściwie do specyficznej rozmowy i kontaktu społecznego – wyrasta z systemu gospodarczego i społecznego, z wartości konkurencji, emocjoholizmu i indywidualizmu oraz zapotrzebowania na samosterujące się, ustandaryzowane określonymi lajfstajlami społeczeństwo (wartość „adaptacji”, norma „zdrowia”, pojęcie „jakości życia”, „szczęścia”). Pochodzi z niepodważalnej wartości racjonalizmu – stąd na przykład durnota wciskana klientom, że zmiana/koniec cierpienia związany jest z tym, że „klient chce”. Łączy się z wartością pracy – mówi się więc o „pracy nad sobą”, o Ja jako projekcie. Przy tym układzie kulturowym nie ma możliwości innego leczenia ani innej narracji o psychicznych zmianach. Formy leczenia zmienią się, gdy zmieni się kulturowa narracja i system wartości.

Więcej o podłożu kulturowym psychoterapii:

socjogeneza relacji terapeutycznej

indywidualizm

narcyzm kulturowy

A dziś o innych wartościach i narracjach, z których wypływa taka a nie inna metoda leczenia. Z naszego punktu widzenia – egzotyczna:

„Lokalne metody leczenia często wyraźnie się różnią od zachodnich koncepcji terapeutycznych. Na przykład wiele specyficznych kulturowo metod leczenia jest zakorzenionych w religii i w duchowości, a nie w biomedycynie. Badanie przeprowadzone w szesnastu kulturach niezachodnich ujawniło pewne cechy wspólne miejscowych praktyk leczniczych. Jedno z tych podobieństw polega na tym, że specyficzne kulturowo metody terapeutyczne w dużym stopniu opierają się na sieciach wsparcia w rodzinie i w społeczności lokalnej, traktowanych zarówno jako kontekst leczenia, jak i jako narzędzie terapeutyczne. Na przykład w Arabii Saudyjskiej środowisko rodzinne i społeczność lokalna wykorzystywane są do zapewnienia ochrony osobie cierpiącej na zaburzenia psychiczne, w Korei – do ponownego połączenia i zintegrowania pacjenta z członkami rodziny, a w Nigerii –  do rozwiązywania problemów w kontekście grupowym. Kolejne podobieństwo polega na włączeniu w terapię tradycyjnych przekonań religijnych i duchowych, na przykład poprzez czytanie wersetów Koranu, rozpoczynanie sesji terapeutycznych modlitwą, czy tez prowadzenie terapii w świątyniach lub innych miejscach kultu religijnego. Ostatnia z zaobserwowanych w tym badaniu cech wspólnych wiąże się z wykorzystaniem pomocy szamanów w procesie terapeutycznym. Continue reading


Piszczałka

img_7415HAMLET, akt III,

fragment ważny

z refleksją, że wszystko już zostało powiedziane i to w ładniejszy sposób;

i z refleksją drugą, tematowi bloga bliższą, że w gruncie rzeczy nie pomagają w gabinecie ani „ramy terapii” ani „relacja zaufania”, „empatia” czy „osobowość terapeuty”. Potrzebna jest wiara pacjenta, że ten cyrk który dostaje, jest faktycznie troską, która leczy. Że wierzy,  że siedzenie w fotelu (specjaliści od lokoterapii całkiem zasadnie uważają, iż równie dobry jest cudzy samochód) i ględzenie o odczuciach pomaga na ból istnienia. Że „przerobione” oznacza „przegadane” – nawet z kimś, kto nie słucha a udaje, że słucha. Terapia to samospełniająca się przepowiednia, płaci się za swoją własną nadzieję, za swoje własne zasoby, choć – o paradoksie! – pod władzą terapeuty. Każdy bowiem głęboko wierzy, nawet jeśli sobie tego nie uświadamia, że ma jakieś zasoby do walki. Wierzy w to, póki żyje. I dlatego, że skrycie wierzy – żyje. Może więc jest tak, że tylko ta wiara jest „w terapii” potrzebna a reszta to psychobiznesowa ściema. Terapeuta (czytaj: jego osobowość, doświadczenie, szkolenia, certyfikaty, relacja z) nie ma z tymi zasobami klienta, z jego wiarą i wolnością do zmiany, nic wspólnego. Równie dobrze można w fotelu posadzić sobie pluszowego misia, ale dorosłych chyba trudniej oszukać.

Swojego czasu z misiami całkiem serio o życiu gadałam. Przeszło. Szkoda, bo misie mądre są.

Potwierdza moją intuicję (co do przepowiedni a nie misiaków) Mick Cooper, autor książki „Efektywność psychoterapii i poradnictwa psychologicznego”. Nazywa czynniki związane z klientem „sercem i duszą zmiany” i podsumowuje:

„Czynniki związane z klientem są jednym z najsilniejszych predyktorów rezultatów terapii. Wysoki poziom motywacji klienta i jego zaangażowania w terapię jest ściśle związany z pozytywnymi wynikami w terapii. Klienci na ogół najlepiej radzą  sobie w terapii, w szczególności zaś gdy oczekują, że odniosą korzyści z terapii (w ramach zdrowego rozsądku); zdają sobie sprawę z tego, że terapia może czasem nieść ze sobą wyzwania i trudności; mają jasność co do tego, czym jest terapia i dlaczego biorą w niej udział”.

Dlatego więc psychobiznesmeni dbają tak usilnie o swój medialny wizerunek i wizerunek swojej branży, zamiatając pod dywan przypadki niepowodzeń i krzywdząc milczeniem poszkodowanych klientów. Nie łudzę się już, że to się zmieni: bowiem im mocniej nowo przybyły pacjent wierzy, że terapia pomaga, tym bardziej pomaga a media pracują nad tym, żeby tę wiarę podtrzymać. Ale „zagrać” na człowieku cierpiącym – przecież nie sposób. „Rozstroić” można, ale „zagrać”- nie. Można klientowi sprzedać iluzje i schematy (z pewnością są tacy co kupią, czemu się nie dziwię). I tu psychoanaliza od psychoterapii uczciwsza, przyznam niechętnie, bo brutalnie stawia samotną, myślącą i czującą jednostkę naprzeciw Pustki, nie ściemniając, nie pocieszając i nie sprzedając banałów o życiu szczęśliwym, samospełnieniu, sile czy „winnych” dysfunkcjach rodzinnych. Continue reading


Konfesja pod lupą

img_3350Zaznaczę od razu: nie jest celem tego tekstu podważanie czyjejś narracji. Bajki (nudne) o swoich sukcesach, rozwojach, zwłaszcza w stanie 40+, opowiadają sobie wszyscy, którzy tego szczęśliwego wieku dożyli. Ja czasem też. Z tego opowiadania (jakby w kościelnym języku powiedzieć: „świadectwa”), zaczerpniętego z Mętnego Lustra, wyłuskałam jednak kilka typowych dla pop-psychologii konstruktów. Sam artykuł jest przykładem modnej, ekshibicjonistycznej konfesji. Opiera się na mitach kulturowego, miłościwie nam panującego narcyzmu. Mnie kulturowy narcyzm/ekspresyjny indywidualizm osobiście mierzi, ale z drugiej strony: jest fascynującym, opisywalnym zjawiskiem i zdaję sobie sprawę z tego, że uczestnikom takiej narracji daje poczucie stabilności, sensu, uczestnictwa- jak niegdyś religia.

Warto jednak sobie uświadamiać, że jest to tylko opowieść i że możliwe są inne.

Kilka wątków z materii:

 

Mit braku wpływu czynników zewnętrznych

„Powodów do bycia szczęśliwą lub nieszczęśliwą upatruję w sobie, w swoim widzeniu i interpretowaniu świata, a nie w czynnikach zewnętrznych”

Współczesna narracja ignoruje istnienie opresji zewnętrznej. Może dlatego, że owa opresja nie jest namacalna. Czymże są „prawa rynku”, „bank”, „bezrobocie”, „terroryzm”, „wojna hybrydowa”, „państwo”? Kogo uderzyć? Niemodne jest więc pisanie o buncie zewnętrznym, zresztą już dawno urynkowionym czy upolitycznionym… Opresja z zewnątrz zmienia się na wewnętrzną: naszym wrogiem stały się „demony wewnętrzne”, „brak rozwoju”, „swoje (w domyśle – błędne) interpretacje”. Samo-opresja pięknie współbrzmi z procesami auto-ekspresji. Im więcej „demonów wewnętrznych”, tym więcej bohaterstwa w „pracy nad sobą” i tym większa koncentracja jednostki na sobie. No, i tym bardziej jest o czym pisać.

„Nie w czynnikach zewnętrznych” to mantra współczesności i niewielu ośmieli się powiedzieć inaczej. Może przez tę mantrę nie jesteśmy w stanie skonfrontować się z otaczającą rzeczywistością? Z bezsensem, z zanikiem sacrum, z bezrobociem, z agresją, z zaczynającą się właśnie wojną, z bezczelnością politykierów, z manipulacją mendiów, z poprawnością polityczną, z niszczeniem Ziemi, z procesami akulturacji i masowym światowym przesiedlaniem taniej siły roboczej… Tytani próbują rozwiązać lokalnie globalne problemy – co oczywiście jest skazane na porażkę – lub też zamknąć się przed cierpieniem „w swoim widzeniu”. „Swoje widzenie” wypiera istnienie „rzeczywistości uzgodnionej”, intersubiektywnie komunikowalnej i przeżywanej, a co za tym idzie: wspólnego działania i protestu. Żyjemy w indywidualnych i grupowych narracjach, w wielkiej wieży Babel, skłóceni między sobą, nadający inne znaczenia słowom. System umacnia ten stan kłamstwem: „poczucie szczęścia jest kwestią twojego spojrzenia”. Daje też technologiczną możliwość odseparowania się od innych narracji, z których część zostaje napiętnowana i usuwana dla podtrzymania iluzji pięknego świata (hejt). Uważam, że taki mit czyni nas de facto bezbronnymi wobec świata. I budzi – w złej a niezawinionej sytuacji ekonomicznej, rodzinnej, społecznej czy też w depresji – samotnie przeżywane poczucie winy za „błędne widzenie i interpretację „.

Continue reading


Zostać psychopatą – choć na chwilę

borderline2Odrzucić spojrzenie Innego? Krępujące więzy sumienia i skrupuły? Lęk? Nieprzyjemne pobudzenie psychiczne i fizjologiczne na widok czyjegoś bólu? Odsunąć ostrożność i wątpliwości? Zakorzenić się w poczuciu mocy? Traktować życie jak grę? Dla mnie kuszące, przyznam (choć takie życie wydawałoby mi się ubogie w ostatecznym rachunku). Okazało się także kuszące dla angielskiego psychologa Kevina Duttona, autora książki „Mądrość psychopatów”. Na tyle kuszące, że poddał się eksperymentalnemu „przeczesaniu neuronów” i czasowemu zablokowaniu ośrodków decyzji moralnych. Pisze o swoim doświadczeniu „bycia psychopatą” tak:

Continue reading


Skuteczność psychoanalizy

6546931

 

Kolejny fragment książki Micka Coopera dla tych, którzy chcą wiedzieć więcej i wyszukują hasło „skuteczność psychoanalizy”: Continue reading


Na wszelki wypadek

zdzisc582aw-beksic584ski-polish-artist-visions-of-hell-face-gripNie jestem zwolenniczką psycho-poradników, zwłaszcza takich zza siedmiu mórz, nijak do naszej rzeczywistości nie pasujących a psujących poznawcze perspektywy. Mam też uczulenie na tryb rozkazujący. Jednak na wszelki wypadek zamieszczam kolejny fragment klasyka R.D Hare „Psychopaci są wśród nas”. Z myślą, żeby się nikomu to nie przydało i nikt namiętnie w Bogu ducha winnych osobach nie „rozpoznawał” psychopatów. Tekst na wszelki wypadek tylko.

Rozdziały : „Jak się chronić?” i „Jak minimalizować straty?”- fragmenty.

Continue reading


Wróbel

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Paweł z Tarsu, I List do Koryntian

polowanie-jpg

Dawno, dawno temu, mniej więcej ubiegłej jesieni, był sobie szary wróbel, który zamieszkał w mieście wśród innych wróbli. Pewnego wieczora, kładąc się spać w bezlistnym już krzaku ligustru, popełnił błąd. Lecąc, trafił w wąskie, ułożone zdradliwie na skos metalowe szczebelki bramy i w nich ugrzązł. Takiego go zastałam: szamoczącego się, zakrwawionego, ze szramą wytartych piór na głowie i karku, z główką wykrzywioną pod dziwnym kątem, usiłującego resztkami sił przepchnąć się przez szczebelki na drugą stronę. Ciemno już było i lało mocno.

Jasne, trzeba było wróbla wyciągnąć, zanieść na własnych rękach do weterynarza i ewentualnie dobić, żeby nie cierpiał… Jak ktoś chce, może we mnie rzucić kamieniem, bo spłoszyłam się tym cichym misterium konania i nie zrobiłam tego. Po dłuższym czasie refleksji postanowiłam jednak się przemóc, wrócić do bramy, obejrzeć zakleszczonego biedaka dokładniej i spróbować wyciągnąć z opresji lub dobić. Było już za późno. Zmoczone ciało wróbla zawisło na płocie. Wisiało tak dwa dni w obojętności świata, potem spadło. Usunął je cieć lub gawron padlinożerca, bo dzikich kotów u nas niet.

Obchodziłam wróbla szerokim łukiem- uprzytomnił mi własne cierpienie i tchórzostwo. Nie da się ukryć, jestem pan narrans, i natychmiast zobaczyłam w wróblu swoją własną bajkę. Ukrzyżowany Wróbel, Wróbel walący Głową na Oślep, Wróbel, któremu się Nie Udało. Oto człowieczy los, nieprawda? I tak, wróbel został symbolem w ludzkim świecie, kluczem do jednostkowych pokładów bólu.

Ukrzyżowany wróbel nagnał także kilka uśpionych wspomnień:  oto mam dziesięć lat i uparcie wrzucam z powrotem do gniazda bezradne pisklę sikorki bogatki. No, jak to? Pewnie przez przypadek mama bogatka wyrzuciła, takie malutkie, bezbronne. Pewnie się pomyliła. Świat NIE JEST taki. Więc, ja -hop, pisklaka w dłonie, i do dziupli. Mama bogatka (lub podstępny braciszek bogatek) okazali się tak samo uparci jak ja, i pisklak -coraz bardziej wykańczany naszym uporem- lądował coraz to pod dziuplą. Bogatka wygrała i dziś mam nadzieję, że dramatycznie nie zakończyła lęgu. I drugie skojarzenie: moja (?) na wpół dzika kotka, obdarza mnie zaufaniem i dopuszcza do gniazda, gdzie jej nowo powite dzieci. Wielki, podniosły moment, celebracja życia. Czwórka, nie… trójka. Czwarte kocię mamunia zagryzła osobiście, objadła mu łapkę do kości, po czym  – korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji – wyniosła zwłoki poza gniazdo. Miałam do kotki – z głębi mojego dziesięcioletniego serca- o to wielkie pretensje. Świat NIE MOŻE być taki. To się NIE DZIEJE.

Continue reading


Wybaczcie mi, dalekie wojny

Cóż stąd, że umieramy? Życia jest wciąż tak dużo… Wszystko mija, a nic się nie zmienia. Po złotym tle wciąż płyną szare obłoki…
Basia Niechcic

tumblr_m58gh2zuh91qdtnz6o1_500

Czasem zastanawiam się, co mają w głowach ludzie, którzy „walczą o dobro świata/Ziemi” i jakie problemy osobiste podkładają pod ów „świat/Ziemię”. Po co im taki podniosły, tragiczny, wręcz histeryczny, dyskurs i dlaczego usiłują zadławić się własnym sarkazmem i rozpaczą na złość babci. Inspiracją do tego wpisu jest jeden z blogów lisiego natemat.

„I mówili zmiana klimatu”… Ziemia się zmienia, pod wpływem ludzkiej globalnej działalności także. Tak jak zmieniała się zawsze i zawsze będzie. Były kiedyś kangury kilkumetrowe, ptaki moa, olbrzymie ważki i pteranodony. Nie było kiedyś trawy. Były cywilizacje, jakich już nie ma. Co rodzi się, musi umrzeć, co umiera daje życie – jaki to banał a jednak powszechnie nieprzyswojony… Cykl Życie-Śmierć-Życie, kończy się jednak na życiu, bo życie przetrwa, przechodzi z formy w formę. Jednak, tych co „kochają Ziemię” czy „Naturę” dziwnie taka cudowna, naturalna zmiana form nie cieszy. Ich przerażenie budzi fakt, że owe zmiany są inne niż wizje z ich egocentrycznych, małych snów a gatunek homo sapiens w tych zmianach może się nie zmieścić. A jakie to poszanowanie praw Natury, gdy chce się wywinąć z Jej jurysdykcji?  Obrońcy „umierającego świata”  tak naprawdę bronią swojego „światka”, w którym nie może być Śmierci i płaczą, gdy Natura chce na nim dokonać oczywistej egzekucji. Piszą o „obowiązkach wobec Stworzenia”, obrażając się jednocześnie na antropocentryzm; przy tym zapominają, że człowiek podlega takim samym biologicznym prawom jak bakterie a „Stworzenie” radzi sobie samo. Wypierają ludzką biologię (np. wszystkożerstwo) i to, że Matka Natura wykorzysta skrzętnie ich ciała i ciała ich dzieci,  które to ciała wzbogacą glebę i w ten sposób spłacą dług wobec życia. Nie zmarnuje się z nas nic, nawet memy, jedynie bezlitośnie zmieni formę. Czy utylitaryzm biologii pozbawionej łagodzącej nakładki ludzkiej narracji przeraża? Czy przeraża niewzruszoność drzewa znaczonego znakiem śmierci, przyszłego wyrębu – a mimo to gotującego się do kwitnienia? Pewnie większość przeraża, choć mam nadzieję, że mądrych nie, bo wiedzą, że śmierć to życie a nie koniec. Continue reading