Mity przemocy psychicznej

blog_yf_4799764_7366103_sz_maryja1Nie, to nieprawda, że przemoc psychiczna jest tylko w złych, biednych domach. Nieprawda, że ulegają jej osoby „zaburzone”, z „deficytami” osobowościowymi, życiowi nieudacznicy i uległe zahukane kobiety, wszyscy ci przeznaczeni przez (tę lepszą) większość „do selekcji i wyrzucenia” (jak to kiedyś napisała miła czytelniczka). Prawdą natomiast jest to, że psychomanipulacji ulegnie każdy, Także i Ty, nawet jeśli w to teraz nie wierzysz. Prawdą jest to, że takie doświadczenie zmienia, być może na zawsze i zawsze na niekorzyść. Prawdą jest, że to co trzyma ofiarę przy kacie to jej ludzka (nadludzka?) nadzieja, empatia i poczucie powinności a nie psychiczna słabość ani głupota.

Fragment artykułu o przemocy psychicznej (i mitach wokół): Ewa Pragłowska „Zbrodnia doskonała. Mechanizm działania przemocy emocjonalnej – podejście poznawczo-behawioralne,”

http://www.psychologia.edu.pl/czytelnia/131-przemoc/1442-zbrodnia-doskonala-mechanizm-dzialania-przemocy-emocjonalnej-podejscie-poznawczo-behawioralne-ewa-praglowska.html

z życzeniami żeby to się nigdy nikomu nie przydało.

„Problematyka przemocy fizycznej i emocjonalnej doczekała się już bogatej literatury przedmiotu, również w Polsce. Zwolenników tezy, że przemoc dotyczy tylko marginesu społecznego (cokolwiek to określenie oznacza) oraz, że ulegają jej jedynie osoby, które same mają zaburzenia osobowości, jest również coraz mniej. Nadal jednak, nawet w grupie psychologów czy psychiatrów, do których trafiają ofiary przemocy, można się spotkać ze stwierdzeniem: „Mnie by coś takiego nie spotkało”, „Ja bym nie dała tak sobą pomiatać!” lub pytaniem „Dlaczego pozwoliła?”, „Dlaczego nie mówiła nawet bliskim?”.

Odpowiedź na to pytanie wymaga opisu mechanizmów psychologicznych, jakie zachodzą między sprawcą a ofiarą przemocy. Jest on ważny z punktu widzenia pracy klinicznej i diagnostycznej. O dziwo, rozpoznanie jest utrudniane również przez same osoby doświadczające przemocy emocjonalnej. Prezentują one przekonania o sobie identyczne z przekonaniami sprawcy na ich temat, a więc paradoksalnie nie można stwierdzić żadnego konfliktu czy sprzeczności między dwoma osobami dramatu.

[…]

Ofiara w ujęciu poznawczym

Nie ma specyficznych przekonań kluczowych lub pośredniczących, które predysponują do bycia ofiarą. Można stwierdzić, że rzadziej stają się nią osoby z zaburzeniem osobowości, ponieważ z definicji nie mogłyby stworzyć długotrwałej relacji interpersonalnej. Czasem twierdzi się, że przemocy emocjonalnej ulegają osoby z zaburzeniem osobowości zależnej lub histrionicznej. Stwierdzenie to nie jest poparte żadnymi badaniami. Można natomiast przypuszczać, że związek osoby z zaburzoną osobowością z osobą o cechach antysocjalnych doprowadziłby do szybkiego konfliktu i rozstania, uniemożliwiając długotrwałą przemoc. Drugi argument to ten, że pacjentki prezentujące objawy psychiczne po przemocy emocjonalnej, nie przejawiały ich wcześniej przed związkiem ze sprawcą (potwierdzają to bliscy i przyjaciele). Można ująć to w twierdzeniu, że zaburzyć można osoby nie zaburzone wcześniej.

Co jednak czyni osoby podatnymi na mechanizm działania przemocy emocjonalnej w ujęciu poznawczym? Z jednej strony treść przekonań kluczowych: „W każdym człowieku jest część dobra”, „Osobie bliskiej można ufać w 100%”, „Bliskiej osobie, gdy cierpi, trzeba pomóc”, „Każdy ma prawo do błędów”, „Nie jestem najważniejsza”, „Jestem odpowiedzialna za swoje życie”. Przekonania pośredniczące to: „Jeżeli mąż mi coś mówi, to na pewno jest to prawda”, „Jeżeli mąż twierdzi, że nie jest ze mną szczęśliwy, jest to pewnie moja wina”, „Jeżeli mąż mnie ośmiesza, to po to, żebym zmieniła się na lepsze”, „Każdy ma swoją rację i trzeba to uszanować”.

Schematy poznawcze osób ulegających przemocy charakteryzuje elastyczność, większa odporność na dysonans poznawczy (nie muszą zawsze mieć racji, dopuszczają odmienny punkt widzenia). W tym pomagają im takie cechy, jak refleksyjność i empatia. Zniekształceniem poznawczym, które często pojawia się u tych osób, jest zniekształcenie „powinnościowe”, przejawiające się w zdaniach: „Powinnam starać się być lepsza”, „Muszę  zawsze brać pod uwagę dobro bliskich”. Często są to przekonania z Dekalogu. Strategiami behawioralnymi są próby rozmowy (żeby uzyskać dodatkowe argumenty), modyfikacja swojego zachowania.

Czy można określić przekonania tych osób jako nadmiernie idealistyczne, infantylne, nieżyciowe? Raczej nie, biorąc pod uwagę ich sposób funkcjonowania społecznego i relacje z innymi, jak również to, że często żyjąc w przewlekłym stresie z antyspołecznym partnerem, utrzymują finansowo dom, wychowują dzieci, wywiązują się ze wszystkich obowiązków, czasem rozwijają się zawodowo.

Dwuosobowa sekta

Mechanizm polowania na przyszłą ofiarę jest doskonale opisany w książce „Molestowanie moralne”. To dopiero preludium, w którym przyszły sprawca stosuje wszystkie opisane wyżej strategie, z kłamstwem włącznie, aby zdobyć zaufanie przyszłej ofiary. Ukrywa swoją przeszłość, a pytany o nią wprost mówi, że jeszcze nie przyszła pora, a on jest zbyt nieśmiały. Przyszła ofiara jest dobierana pod kątem konkretnych korzyści dla sprawcy, np. podwyższenie prestiżu społecznego, pieniądze, mieszkanie, zmiana statusu społecznego.

Czy ofiara ma szanse to odkryć na samym początku? Raczej nie, ponieważ wszystkie strategie behawioralne sprawcy są celowane na to, aby tak się nie stało, natomiast przekonania przyszłej ofiary wyjaśniają i uzasadniają strategię behawioralną sprawcy.

W pierwszej fazie zdobywania zaufania sprawca często posługuje się przekonaniami ofiary, stwarzając pozory porozumienia oraz podobieństwa światopoglądów. Po uzyskaniu korzyści, w tym np. zawarcie małżeństwa, sprawca zaczyna stosować strategie zgodne z jego przekonaniami. W okresie początkowym ofiara również stosuje sposoby, które były efektywne i adaptacyjne w relacji z innymi. W tej szczególnej relacji jednak zawodzą. Sprawca zaczyna wprowadzać coraz większy dysonans poznawczy w przekonania ofiary. Ponieważ sam prezentuje dogmatyczne, sztywne schematy poznawcze, jego zachowanie się nie zmienia. Ofiara podejmuje wysiłek, aby sprawca zachował  spójność własnych przekonań, ponieważ to ona ma bardziej elastyczne i refleksyjne schematy poznawcze. Nie przynosi to jednak rezultatu. Continue reading


Kilka słów o złym panu

uszatek_na_dobranocczyli jasno o tym, dlaczego wkurzył mnie reklamowany spektakl „Zły pan”. Spektakl przeznaczony dla dzieci, poruszający problem przemocy domowej.  Nie oglądałam, ciekawych odsyłam do recenzentów teatralnych. Lub książki Gro Dahle. Opieram się na artykułach prasowych. Historia z grubsza: bity przez ojca syn pisze do dobrego Króla. Tatuś, z którego wyłazi mara, Zły Pan, bije także mamusię. Król pomaga synkowi, wysyła złego tatusia do pięknego ogrodu, zły tatuś poskramia wewnętrznego potwora i cudownie się zmienia w dobrego tatusia. Wszyscy są na końcu szczęśliwi, tatuś przeprasza. Przedruk skandynawski, z Norwegii, z obszaru co usiłuje kijem Wisłę zawrócić. Piękne? Piękne. Ochrona słabszego wydaje się oczywista, większość z nas ma taki odruch, ja też, mimo, że dziuplę w drzewie narysowałam.

Ale skojarzenie z nieszczęsnym Pawlikiem Morozowem, co to na ojca kułaka donosił, nasuwa mi się automatycznie. Zresztą, pocieszam się,  ile osób może takie przedstawienie obejrzeć? Nie ma co gardłować. Ale coś jednak nie tak:

1. Ojciec alias  „Zły pan”

2. Ojciec bije, jest sprawcą przemocy domowej, przemoc to bicie

3. Interweniuje syn

4. Matka nie interweniuje, nie chroni syna, boi się „Złego pana”

5. Istnieje dobry Król

6. Tatuś zamienia się z dobrego tatusia i przeprasza

7. Wybacza się po przeprosinach

Z czym skonfrontowane jest dziecko (od lat sześciu)? Z informacją, że są tatusiowie, którzy biją swoje dzieci i że są mamusie, które nie chronią bitych dzieci i same są bite. (Czy mój tata też tak może? Czy moja mama też tak? A dlaczego?) Że tatusiowie mają w sobie agresywne bestie, bestii nie mają mamusie. Że problem bicia będzie rozwiązany jak dziecko bohatersko stanie na wysokości zadania i opowie urzędnikowi, co się dzieje.

Do czego dziecko jest tu zachęcane? Ano do tego, żeby wejść w konflikt dorosłych, ocenić ten konflikt jako „przemoc” oraz udać się do kogoś obcego ze skargą. Tego nie robi -proszę zauważyć, to ważne – dorosła matka, robi to dziecko, jej syn lat, zdaje się, 10.

Rodzina jest jak stado. Dziecko – bite czy obserwujące konflikt dorosłych – nie jest w stanie poza stado wyjść. Gdyby potrafiło, nie byłoby żadnego problemu: dałoby ojcu w pysk i założyło sprawę w sądzie. Ale jest Ojciec i Matka a ono stoi miedzy Nimi. Zdania „Zobacz, co robi twój ojciec!” „Zobacz, jaka jest twoja matka!” ranią jak skurwysyn. Słowa innych bolą podobnie („To dziecko z patologii”, „jego ojciec to ten pijus, wiesz”). Kilkuletnie dziecko nie jest w stanie nagle dojrzeć i nazwać zła w swoich rodzicach, bo jest ich częścią. Nie jest dorosłe na tyle, by być sędzią, by zakwestionować świat, by odrzucić stado – nie odrzucając siebie. Dziecko nie wie, że jest ofiarą – uświadomienie sobie tego to dla niego tragedia, upadek świata. Obserwując konflikt dławi się ambiwalencją a cierpienie przerobi na autoagresję: „to ja jestem zły”, bo obraz dobrego tatusia i dobrej mamusi jest mu bardziej do życia potrzebny niż cokolwiek innego. Logiczne przekonywanie, że „przecież nie jesteś winny” nie pomoże. Założenie, że dziecko jest niezależną, samo-decyzyjną jednostką -niczym dorosły- jest błędne. Nawet w sądzie dorośli członkowie rodziny są zwolnieni ze świadczenia przeciw sobie.

Nie jestem psychologiem, nie znam  gładkich słówek ani teorii. Piszę z autopsji. Nie mam niczego innego. Proszę mi uwierzyć na słowo.

Sugerowanie, że dziecko ma być bohaterem, czyli de facto stanąć między rodzicami jako równy im sędzia, jako super-rodzic  jest czystej wody społecznym sadyzmem. Przekaz „oceń, opowiedz innym” budzi kolejny wewnętrzny konflikt dziecka. Na dziecko nakłada się ciężary nie do uniesienia. Zakłada się,  że dziecko jest w stanie stwierdzić (bo żeby się poskarżyć musi nazwać i ocenić), co jest a co nie faktyczną przemocą. W zasadzie ma zrobić coś, czego nie są w stanie zrobić dorośli, sądy, policja,  bezradni zwłaszcza w przypadku przemocy psychicznej. I że odróżni dyscyplinę (tato kazał, tato odmówił, więc jest zły) od przemocy. Tego nie zrobi kilkulatek, nawet nastolatek.

Mój sprzeciw budzi także obraz przemocy domowej: sprawcą jest mężczyzna, matka jest bierna. Continue reading


Wstyd

011Zdarzyła mi się kiedyś w Lesie nieprzyjemna przygoda. Spacerowałam sobie, głęboko pogrążona w myślach, gdy wyminął mnie jakiś młody facet. Za chwilę wrócił kłusikiem. Z pytającą młodą mordką, nerwowy trochę acz dobrze ubrany. Grzeczny.
-Przepraszam, proszę pani, chciałbym panią o coś zapytać. Ale wie pani, niech pani odpowie szczerze, dobrze? Bo ja nie wiem… I niech się pani nie denerwuje, bo tylko spokojnie porozmawiamy.
-Słucham.
-Czy mogę się pomasturbować w pani obecności?
Zjeżyłam się, wystraszyłam się, zniesmaczyłam, wbiło mnie w ziemię. Sprawdziłam dystans, facet był ode mnie sporo wyższy i stał wyżej na pagórku. „Cholera by to wzięła”, pomyślałam gorzko, „gerontofil mi się trafił”.

-Nie.
-Więc dobrze, trudno… no, bez obrazy, przepraszam panią – miły młodzian odwrócił się na pięcie i poszedł.

Scenka ta przypomniała mi się, gdy przeczytałam psychoanalityczny tekst m.in. o kobiecym wstydzie. Continue reading


Ofiary przemocy psychicznej a psychoanaliza

2625Psychoanaliza wydaje się kiepskim pomysłem na terapię dla ofiar mobbingu czy innych form przemocy psychicznej. Wyjaśnia to Marie France Hirigoyen, odnosząc się do psychoanalitycznej teorii, procedur, jak i postawy swoich kolegów.

„Powiedzmy to od razu- typowa kuracja psychoanalityczna nie jest dostosowana do sytuacji ofiary, która znajduje się jeszcze w stanie szoku spowodowanego perwersyjną przemocą i upokorzeniami. Tak naprawdę, psychoanaliza interesuje się przede wszystkim aspektami intrapsychicznymi, nie biorąc pod uwagę patologii wynikłych w relacji z drugą osobą. Jej cel to analiza wypartych konfliktów popędowych z dzieciństwa. Jej sztywna procedura (regularne, częste seanse, pacjent leżący na kozetce, analityk poza jego polem widzenia), zamierzona przez Freuda w celu kontrolowania przeniesienia, może u osoby, która doznała rozmyślnej odmowy komunikacji, spowodować frustrację nie do zniesienia, prowadząc do utożsamiania psychoanalityka a agresorem, a więc do utrwalania stanu zależności”. […] Continue reading


Ofiara-Przedmiot

img_1150Kilkakrotnie spotkałam wypowiedzi forumowe ofiar domowej przemocy psychicznej czy mobbingu, które to wypowiedzi można było sprowadzić do jednego prostego pytania: Co takiego mu/jej zrobiłem/am? Odpowiedź jest jeszcze bardziej prosta, choć przerażająca: otóż, NIC.

Marie France Hirigoyen o ofierze molestowania moralnego, przemocy psychicznej:

Rolę ofiary wyznacza prześladowca, sprawiając, że ktoś staje się kozłem ofiarnym, odpowiedzialnym za wszelkie zło. Będzie odtąd obiektem przemocy, chroniącym jej agresora przed depresją czy kwestionowaniem siebie.

Ofiara nie jest sama winna zbrodni, za którą będzie płacić. Mimo to jednak nawet świadkowie aktów agresji podejrzewają ofiarę o ich prowokowanie, zdaje im się, że niewinna ofiara nie istnieje. Wszyscy wyobrażają sobie, że ofiara albo milcząco przyzwala, albo- świadomie czy nieświadomie- jest wspólnikiem agresji. [..] W naszych czasach ofiar już się nie sakralizuje, ale zamiast uznać ich niewinność, przypisuje się im słabość. Często słyszy się, że jeśli jakaś osoba stała się ofiarą, to dlatego, że miała do tego predyspozycje z racji swoich słabości czy braków. Zobaczymy, że jest przeciwnie, ofiary są zazwyczaj wybierane dlatego, że posiadają coś szczególnego, co agresor stara się zawłaszczyć. Continue reading


Odwaga nazwania po imieniu

img_5905Wyznam, że oburza mnie psychoterapeutyczne założenie a priori: powód, dla którego klient znalazł się w gabinecie, leży w jego psychice a nie w świecie zewnętrznym. Ma to oczywiście pozory logiki, gdyż terapeuta pracuje na „materiale” mu dostępnym.  Rezultat jest jednak taki, że naprawiany jest klient, często Bogu ducha winny sytuacji, w jakiej się znalazł; a nie sytuacja zewnętrzna, której po ludzku znieść nie może. To klient ma – w oczach terapeutów- braki osobowościowe, które trzeba załatać, aby stawił czoła rzeczywistości. W sytuacji przemocy psychicznej – partnerskiej, rodzinnej, mobbingu – ofiara dowiaduje się w gabinecie, że to z nią jest coś nie tak, że „pozwoliła agresorowi na przemoc” czy „nie postawiła granic”, „dała odebrać sobie godność” albo „nie zareagowała zdecydowanie” (co usłyszałam nie raz i ja). Nie kwestionuję późniejszej potrzeby nauki postaw, które zapobiec mają ponownemu uwikłaniu się ofiary. Jednak takie postawienie sprawy, zwłaszcza na początku terapii, pogrąża klienta w poczuciu winy: nie dość, że sobie nie radzi z przerastającą go sytuacją, czasem jej powagi sobie nie uświadamia, i prosi upokorzony obcego człowieka o pomoc za pieniądze, to jeszcze słyszy – w takim ujęciu- że jest aktywnym pomocnikiem agresora i osobą współodpowiedzialną za akt agresji. Tak to idzie później w świat. To nonsens i to nonsens głęboko raniący. Do absurdu sprowadzają to jeszcze wyznawcy psychoanalizy czy  idei „przyciągania losu” lub „zarządzania życiem”: chcesz tego co ci się przytrafia, droga użyta ofiaro, tylko się przyznaj. Continue reading


Agresja ofiary czyli misiu fiku-miku

4ec2533a6e9f56f259ad5f7cfc14ae27014be5f4Poniżej link przesłany mi przez jedną z  Czytelniczek (dziękuję i pozdrawiam). Przedstawia fragment wypowiedzi Berta Hellingera o „agresji ofiar”. Uwaga! otwierać na własną odpowiedzialność. To ciężkie opary absurdu, grozi zaczadzeniem.

http://www.youtube.com/watch?v=7GwoR15dRVI

Interlokutor Hellingera na koniec kiwa ze zrozumieniem głową. Ja- wyznam szczerze- nie rozumiem.  Zdania nie wynikają z siebie, przykłady nijak nie ilustrują tezy. Wszystko brzmi cholernie mądrze, tłumacze się silą, ale ja  nie jestem w stanie tego, co usłyszałam, streścić – a to, jak mnie uczono na studiach, oznaka tego, że tekst jest bełkotem. Continue reading


Ofiara pod Pręgierzem

Gdy koncepta psychologiczne wypływają na szerokie wodimg_1634y popkultury dzieje się coś dziwnego. Opis zmienia się zalecenia etyczne i ideologię podtrzymującą obecne stosunki ekonomiczne, polityczne, społeczne. Cui bono, nie ośmielę się zapytać.

Weźmy taki oto portret ofiary wzięty z pisemek, na przykład tu, zbudowany na pojęciach syndromu wyuczonej bezradności i opisie mechanizmów manipulacji. Ofiara z portretu ma z założenia naukowy „syndrom” czyli jest chora. Ma poczucie krzywdy czym manipuluje otoczenie. Ośmiela się być niezadowolona ze swojego losu. Prowokuje i oskarża kata. Jeśli chce się zaangażować w poprawę sytuacji z myślą o innych, to robi z siebie „ofiarę szlachetną”, Zbawcę – a to niedobrze. No i oczywiście oskarżenie główne: nie kocha siebie. Gdyby siebie kochała, to by jej nie bolało i byłaby wdzięczna za los. Całowałaby rękę krzywdziciela, za to że stał się jej Nauczycielem Życia jak chce cierpiący na ostre pojęć pomieszanie Colin Tipping. Continue reading