Iluzja Oddzielenia

cut-foldDziś w odsłonie Theodore Roszak, twórca ekopsychologii, nieco kuriozalnego i naiwnego połączenia psychologii głębi i ekologii. Oczywiście, już za późno na ekopsychologię a nawet na eko, ale choć do indywidualnej inspiracji na koniec.

Z „Dzikiego Życia” :

 

„To wszystko, nowe miejsce życia w kosmosie, należy do zasad ekopsychologii, ale nie w żadnym doktrynalnym czy czysto klinicznym znaczeniu. Psychoterapia najlepiej działa poprzez ucho. Jest to przede wszystkim kwestia słuchania całej osoby, wszystkiego, co jest zanurzone, nienarodzone, w ukryciu: noworodek, cień, dzikość, początek. Lista zasad, którą tu proponujemy jest jedynie przewodnikiem, sugerującym jak głębokie powinno być owo słuchanie, aby móc usłyszeć Siebie mówiącego przez siebie.

1. Rdzeniem umysłu jest nieświadomość ekologiczna. Według ekopsychologii, wyparcie nieświadomości ekologicznej jest najgłębszym źródłem powszechnego szaleństwa w społeczeństwie przemysłowym. Otwarty dostęp do nieświadomości ekologicznej jest drogą do zdrowia.

2. Zawartość nieświadomości ekologicznej reprezentuje, do pewnego stopnia, na pewnym poziomie umysłu, żywy zapis kosmicznej ewolucji, prowadzącej wstecz do odległych pierwotnych uwarunkowań w historii czasu. Współczesne studia nad usystematyzowaną złożonością przyrody pokazują nam, że życie i umysł wyłaniają się z tej ewolucyjnej historii jako systemy naturalne, będące kulminacją rozwijającej się sekwencji fizycznych, biologicznych, umysłowych i kulturowych systemów, które znamy jako „wszechświat”. Ekopsychologia korzysta z tych odkryć nowej kosmologii, dążąc do tego, aby stały się one powszechnym ludzkim doświadczeniem.

3. Tak jak celem wcześniejszych terapii było odkrycie wypartych treści nieświadomości, celem ekopsychologii jest obudzenie wrodzonego poczucia współzależności z przyrodą, które kryje się w nieświadomości ekologicznej. Inne terapie starają się uleczyć alienację pomiędzy człowiekiem a człowiekiem, człowiekiem a rodziną, człowiekiem a społecznością. Ekopsychologia stara się uleczyć bardziej fundamentalną alienację pomiędzy niedawno utworzoną psyche miejską a istniejącym od wieków środowiskiem naturalnym.

4. Ekopsychologia, tak jak inne terapie, zakłada, że najistotniejsze dla rozwoju osoby są doświadczenia z dzieciństwa. Nieświadomość ekologiczna, niczym jakiś dar, odradza się w pełnym zachwytu odczuwaniu świata przez noworodka. Ekopsychologia dąży do odkrycia na nowo, u funkcjonalnie „zdrowych” dorosłych, tej animistycznej jakości doświadczenia, z którą rodzi się dziecko. W tym celu czerpie z wielu źródeł, m.in. z tradycyjnych technik uzdrawiania, mistycyzmu związanego z doświadczaniem przyrody, wyrażanego w religii i sztuce, doświadczeń ludzi mających kontakt z dzikością, spostrzeżeń ekologii głębokiej. Dlatego na przykład hymny Wordswortha do dziecięcej miłości przyrody są podstawowymi tekstami dla ekopsychologów rozwoju, pierwszym krokiem w tworzeniu ego ekologicznego.

5. „Ja” ekologiczne osiąga dojrzałość poprzez poczucie etycznej odpowiedzialności za naszą planetę, która jest doświadczana tak samo żywo, jak etyczna odpowiedzialność za innych ludzi. Stara się wpleść tę odpowiedzialność w tkaninę społecznych relacji i decyzji politycznych.

6. Spośród projektów terapeutycznych, najistotniejsze dla ekopsychologii jest przewartościowanie pewnych kompulsywnie „maskulinistycznych” cech charakteru, które przenikają nasze struktury władzy politycznej i które zachęcają nas do zdominowania przyrody, tak jakby była ona czymś obcym i pozbawionym praw. W tym obszarze, ekopsychologia w znaczący sposób czerpie ze spostrzeżeń ekofeminizmu, szczególnie w kwestii demistyfikacji stereotypów płciowych.

7. Wszystko, co przyczynia się do rozwoju małych form społecznych i nabywania osobistej mocy, wzmacnia „ja” ekologiczne. Wszystko, co prowadzi do dominacji na dużą skalę i tłumienia osobistej mocy, podkopuje „ja” ekologiczne. Ekopsychologia mocno kwestionuje więc założenie o zasadniczym zdrowiu naszej żarłocznej miejsko-przemysłowej kultury, niezależnie od tego, czy jest ona zorganizowana na zasadach kapitalistycznych, czy kolektywistycznych. Kwestionowanie to niekoniecznie pociąga za sobą odrzucenie technologicznego geniuszu naszego gatunku czy też wszelkich przejawów naszej mocy przemysłowej. Ekopsychologia jest post-industrialna, a nie anty-industrialna w swojej orientacji społecznej.

8. Ekopsychologia zakłada synergiczne dążenia planety i jednostki do wspólnego dobra. Termin „synergia” został celowo wybrany ze względu na jego tradycyjne konotacje teologiczne z przekazem mówiącym o tym, że element ludzki i boski łączą się we wspólnym poszukiwaniu zbawienia. Współczesne ekologiczne tłumaczenie tego terminu może brzmieć: potrzeby planety są potrzebami człowieka, prawa człowieka są prawami planety.

Theodore Roszak

Tłum. Ryszard Kulik, Karolina Bielenin”.

Continue reading


Zwariowaliśmy

obraz-beksinskiego-obrazy-olejne-kopie-i-reprodukcje-na-plotniePoniżej tekst sprzed sześciu lat. Nieaktualny, bo dziś już  z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że homo sapiens popełnia samobójstwo zabierając ze sobą wszelkie wyższe formy życia.  Nie pomogą nam ptaki wymalowane na muralach, piękne plakaty z błękitnymi wodami mórz ani też żarcie vege w czyściutkich, plastikowych restauracjach. Bez względu na to, czy przyjmiemy to do wiadomości czy nie, bez względu na samo-oszustwa, pocieszajki, wystudiowaną ślepotę, plastry jakie nakleimy na lęk, rzeczywistość jest jedna (mimo iż złożona) i nie jest zmiennym ludzkim dyskursem. Choć my żyjemy w szponach narracji, które kupujemy od tych, którzy pociągną z tego (jeszcze przez chwilę) zyski. Te narracje są fałszywe i mnóstwo ich: „możesz być kim chcesz”, „chcieć to móc”, „co z tego będziesz mieć”, „ty wybierasz ty decydujesz”, „zrównoważony wzrost”, „miłość bliźniego”, „korona Stworzenia”, „racjonalność, „wolność”, „postęp”, „czyńcie sobie ziemię poddaną…”, „na koniec czasów przyjdzie Pan” czy też znów „integracja Ja”, „prawo do szczęścia”…

No i daliśmy sobie wmówić, że myślenie „katastroficzne”, będące w zasadzie alarmem i ostrzeżeniem, jest objawem ciężkiej choroby, depresji, i należy je leczyć tak jak „pesymizm”. Nauki o człowieku przecież też są narracją nie dotykającą rzeczywistości, bo nauka dziś gada sama ze sobą.

Nie nauczono nas twardości  i odwagi spojrzenia prawdzie w twarz.

Proszę wyobrazić sobie Ziemię jako pustynię, martwy fioletowy ocean i …nie zapłakać nad Stratą. Nie da się.

Continue reading


Leśni

sam_2047Fragment „Lata leśnych ludzi” Marii Rodziewiczówny.

Bo i lato już (jeszcze?), i leśni stanowią specyficzny rodzaj ludzi, o których jakaś wzmianka potrzebna.

I nikt już tak nie pisze – dziś nawet grafomania bez uroku.
Szkoda.

O starodawnym, bo jak bór odwiecznym, rodzie mowa tu będzie. Ma on przodków we wszystkich wiekach i tradycję we wszystkich szczepach ludzkości, boć nie ród to ciała, lecz duszy, nie ród lasu mieszkańców, lecz lasu miłośników, przyrody czcicieli. Z rodu tego był poeta, co w Helladzie wyśpiewał mit Pana i Faunów, i ten, co stworzył Baldura w Skandynawii, i ten ich krewniak duszny, co w obchodzie religijnym Ariom dał Kupalną noc czarowną. I patrona swego ów ród ma, gdy ludzkość weszła w Pana Jezusowego szeregi. Ich duszę miał, z ich rodu był słońca miłośnik i śpiewak, ptasząt i ryb kaznodzieja, wszelkiego stworzenia przyjaciel, seraficki święty Franciszek.

Mędrców i uczonych mają w swym rodzie i pozornie teraz wchłonięci w miliony ludzkości, zachowali przecie odrębność i właściwość swych leśnych dusz. Ogarnęły ich ziemskie przewroty, życie gorączkowe, skomplikowane warunki, materialna walka o byt. Odsunęła ich od przyrody cywilizacja, postęp tak zwany, niszczenie natury przez rozrost przemysłu, straszny ciężar nowoczesnego bytu, nowoczesnych praw i obowiązków. Pozornie nie ma dla leśnych ludzi ni miejsca, ni życia. Przystosowali się do warunków i już teraz niczym się jakoby od reszty ludzi nie różnią. Spełniają swe obowiązki powszednie, pracują wśród innych z innymi, obcują z cywilizacją, biorą udział w postępie, korzystają z wynalazków, umieją się obchodzić z pieniędzmi, mieszkają w miastach, ubierają się jak inni, bywają w teatrach. Czyżby ród i tradycja leśnych dusz zginęła? Przenigdy! Nieśmiertelny jest duch i ród ducha nieśmiertelny; tylko kto rodu tego ciekaw, z rodu tego być musi i wtedy krewniaka odnajdzie. Nie trzeba koniecznie szukać go wśród cichej wsi i głębokich borów, wśród ludzi stojących u warsztatu przyrody, w jej królestwie: można tam szukać długo i na próżno, a znaleźć w wielkim fabrycznym mieście. Można znaleźć w uczniowskim pokoiku, gdy chłopak po odrobieniu algebry, zamiast iść szukać rozrywki w dusznej sali knajpy, z gilem chowanym się bawi i dogląda go, można w suterenie szewca, co ledwie wie nazwę ptaka, który mu ćwierka przy robocie. I w tłumie ulicznym poznać można po szczególnym zachowaniu się w nadzwyczajnych wypadkach miejskiego życia.

Gdy wychodzą wieczorem dzienniki z ostatnimi depeszami wojny, skandalicznego procesu, sensacyjnego mordu, a ktoś nie bierze do rąk gazety, ale przypatruje się z uśmiechem sadowieniu się wróbli na nocleg, z rodu leśnego jest. I z tegoż rodu jest taki, co wśród uroczystego pochodu ulicznego, gdy wszystkich pochłania muzyka, stroje, ekwipaże, paradne szeregi wojska lub korporacji, dojrzy zziębniętego psiaka przed zamkniętymi drzwiami sklepu i otworzy mu je z dobrym słowem życzliwości. Wśród ogłoszeń dziennikarskich członek tego rodu wyszuka adres sprzedawcy słowika w klatce, zna handlarzy ptaków, więźniów tych wykupuje z niewoli i z wiosną puszcza na wyraj, równie jak one radosny.

Leśni ludzie zwykle trzymają się samotnie, dusze swe kryją, o swoim wnętrzu z nikim nie mówią, wiedząc, że to innych nie zajmuje. W potwornym młynie ziemskim, gdzie bożyszczem jest interes, walka o zbytek i użycie wykwitu cywilizacji, obcując z innymi, mają w oczach często zgrozę lub krytyczne zdumienie, ale milczą i spełniając swe społeczne obowiązki, baczą tylko, by się nie dać zgnieść, zmiażdżyć. O dusze swe nie są trwożni: tych zaraza świata nie skazi. I tak trwają, rzadcy wśród świata i obcy mu zupełnie. Czasami znajdują druha. Otwierają się na ścieżaj wrota duszne, krzepią się oni wzajem: marzenia, potrzeby, tęsknice zmieniają się w słowo. Wyrażają ufnie głos swobody, ciszy, obcowania z naturą, przetwarzają swe żądze, aż utworzą czyn, aż wypracują sobie rzeczywiste, żywe, wedle swej duszy bytowanie.

I takie jedno lato leśnych ludzi tu będzie zawarte. Dla tych, co je przeżyli – kronika szczęścia; dla tych, co po świecie rozproszeni, o nim samotnie marzą -bratni upominek i może do czynu pomoc.”

 

 


Wróbel

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Paweł z Tarsu, I List do Koryntian

polowanie-jpg

Dawno, dawno temu, mniej więcej ubiegłej jesieni, był sobie szary wróbel, który zamieszkał w mieście wśród innych wróbli. Pewnego wieczora, kładąc się spać w bezlistnym już krzaku ligustru, popełnił błąd. Lecąc, trafił w wąskie, ułożone zdradliwie na skos metalowe szczebelki bramy i w nich ugrzązł. Takiego go zastałam: szamoczącego się, zakrwawionego, ze szramą wytartych piór na głowie i karku, z główką wykrzywioną pod dziwnym kątem, usiłującego resztkami sił przepchnąć się przez szczebelki na drugą stronę. Ciemno już było i lało mocno.

Jasne, trzeba było wróbla wyciągnąć, zanieść na własnych rękach do weterynarza i ewentualnie dobić, żeby nie cierpiał… Jak ktoś chce, może we mnie rzucić kamieniem, bo spłoszyłam się tym cichym misterium konania i nie zrobiłam tego. Po dłuższym czasie refleksji postanowiłam jednak się przemóc, wrócić do bramy, obejrzeć zakleszczonego biedaka dokładniej i spróbować wyciągnąć z opresji lub dobić. Było już za późno. Zmoczone ciało wróbla zawisło na płocie. Wisiało tak dwa dni w obojętności świata, potem spadło. Usunął je cieć lub gawron padlinożerca, bo dzikich kotów u nas niet.

Obchodziłam wróbla szerokim łukiem- uprzytomnił mi własne cierpienie i tchórzostwo. Nie da się ukryć, jestem pan narrans, i natychmiast zobaczyłam w wróblu swoją własną bajkę. Ukrzyżowany Wróbel, Wróbel walący Głową na Oślep, Wróbel, któremu się Nie Udało. Oto człowieczy los, nieprawda? I tak, wróbel został symbolem w ludzkim świecie, kluczem do jednostkowych pokładów bólu.

Ukrzyżowany wróbel nagnał także kilka uśpionych wspomnień:  oto mam dziesięć lat i uparcie wrzucam z powrotem do gniazda bezradne pisklę sikorki bogatki. No, jak to? Pewnie przez przypadek mama bogatka wyrzuciła, takie malutkie, bezbronne. Pewnie się pomyliła. Świat NIE JEST taki. Więc, ja -hop, pisklaka w dłonie, i do dziupli. Mama bogatka (lub podstępny braciszek bogatek) okazali się tak samo uparci jak ja, i pisklak -coraz bardziej wykańczany naszym uporem- lądował coraz to pod dziuplą. Bogatka wygrała i dziś mam nadzieję, że dramatycznie nie zakończyła lęgu. I drugie skojarzenie: moja (?) na wpół dzika kotka, obdarza mnie zaufaniem i dopuszcza do gniazda, gdzie jej nowo powite dzieci. Wielki, podniosły moment, celebracja życia. Czwórka, nie… trójka. Czwarte kocię mamunia zagryzła osobiście, objadła mu łapkę do kości, po czym  – korzystając z pierwszej nadarzającej się okazji – wyniosła zwłoki poza gniazdo. Miałam do kotki – z głębi mojego dziesięcioletniego serca- o to wielkie pretensje. Świat NIE MOŻE być taki. To się NIE DZIEJE.

Continue reading


Wybaczcie mi, dalekie wojny

Cóż stąd, że umieramy? Życia jest wciąż tak dużo… Wszystko mija, a nic się nie zmienia. Po złotym tle wciąż płyną szare obłoki…
Basia Niechcic

tumblr_m58gh2zuh91qdtnz6o1_500

Czasem zastanawiam się, co mają w głowach ludzie, którzy „walczą o dobro świata/Ziemi” i jakie problemy osobiste podkładają pod ów „świat/Ziemię”. Po co im taki podniosły, tragiczny, wręcz histeryczny, dyskurs i dlaczego usiłują zadławić się własnym sarkazmem i rozpaczą na złość babci. Inspiracją do tego wpisu jest jeden z blogów lisiego natemat.

„I mówili zmiana klimatu”… Ziemia się zmienia, pod wpływem ludzkiej globalnej działalności także. Tak jak zmieniała się zawsze i zawsze będzie. Były kiedyś kangury kilkumetrowe, ptaki moa, olbrzymie ważki i pteranodony. Nie było kiedyś trawy. Były cywilizacje, jakich już nie ma. Co rodzi się, musi umrzeć, co umiera daje życie – jaki to banał a jednak powszechnie nieprzyswojony… Cykl Życie-Śmierć-Życie, kończy się jednak na życiu, bo życie przetrwa, przechodzi z formy w formę. Jednak, tych co „kochają Ziemię” czy „Naturę” dziwnie taka cudowna, naturalna zmiana form nie cieszy. Ich przerażenie budzi fakt, że owe zmiany są inne niż wizje z ich egocentrycznych, małych snów a gatunek homo sapiens w tych zmianach może się nie zmieścić. A jakie to poszanowanie praw Natury, gdy chce się wywinąć z Jej jurysdykcji?  Obrońcy „umierającego świata”  tak naprawdę bronią swojego „światka”, w którym nie może być Śmierci i płaczą, gdy Natura chce na nim dokonać oczywistej egzekucji. Piszą o „obowiązkach wobec Stworzenia”, obrażając się jednocześnie na antropocentryzm; przy tym zapominają, że człowiek podlega takim samym biologicznym prawom jak bakterie a „Stworzenie” radzi sobie samo. Wypierają ludzką biologię (np. wszystkożerstwo) i to, że Matka Natura wykorzysta skrzętnie ich ciała i ciała ich dzieci,  które to ciała wzbogacą glebę i w ten sposób spłacą dług wobec życia. Nie zmarnuje się z nas nic, nawet memy, jedynie bezlitośnie zmieni formę. Czy utylitaryzm biologii pozbawionej łagodzącej nakładki ludzkiej narracji przeraża? Czy przeraża niewzruszoność drzewa znaczonego znakiem śmierci, przyszłego wyrębu – a mimo to gotującego się do kwitnienia? Pewnie większość przeraża, choć mam nadzieję, że mądrych nie, bo wiedzą, że śmierć to życie a nie koniec. Continue reading


Bogactwo

img_7170

We wstępie do bloga, kilka lat temu,  napisałam: „Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że żyjemy w wielkiej „kąpieli pop-psychologicznej”, mieszance faktów i kłamstwa, zalewie półprawd, ćwierćprawd, bzdur i małych bzdurek, które, wielokrotnie powtarzane, stają się pomału „oczywistą prawdą”. Nie da się z tej kąpieli wypłynąć, zaczerpnąć czystego powietrza, nawet jeśli wyrzuci się telewizor i komputer za okno.” Nie ma co się oszukiwać: przyszło nam żyć w postmodernistycznej, redukcjonistycznej paplaninie, nic nie wnoszącej; w wieku Bez-Rozumu i Nie-Mądrości; w czasie uwiądu woli i działania. Bańka ideolo nam się rozszerzyła, rozszerzył się świat bodźców a ograniczył świat reakcji. Nadal próbuję spazmatycznie gdzieś zaczerpnąć czystszego powietrza. Uważam, że odurzeni odrealnionymi i antyhumanistycznymi narracjami, plotkami zwanymi „wiadomościami”, szumem, psycho-papką, zewnątrzsterowni a uwewnętrzniający wartości rzekomych „autorytetów” – zagubiliśmy „dotyk prawdy”. Trochę w stronę „dotyku prawdy” zmierza nurt mindfulness, ale to jest psycho-maseczka dla mieszczuchów a miasto czy miejski lajfstajl nas zabija, ogłupia. Dotyk ziemi, rośliny, fizyczna praca – to dla mnie prawda, baza i odtrutka na odurzenie pustymi do wyrzygu ideami.

Zamieszczam dziś tekst zatytułowany „Dotyk prawdy” z pięknej strony Krystyny Cornuet. [blog oryginalny: http://krycor.blogspot.com/ ]

Wpis dotyczy permakultury, ale proszę się nie bać. Ten termin nie jest ważny (akurat tutaj, bo w ogóle to jest). Jeśli ktoś nie grzebie się z upodobaniem w ziemi ani jak ja nie gapi się na świat spod wiejskiej sławojki – to nie ma problemu. No i proszę o wybaczenie: ten fragment nie jest upowszechnioną judeo-chrześcijańską narracją „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Trudno mi było napisać lepiej, prościej o prawdzie i o pokorze, dlatego ośmielam się cytować, za miłym pozwoleniem Autorki. Może kogoś zainspiruje.

Continue reading


Pochwała szakala

Golden_wolf,_SerengetiAgresja (impuls, popęd, działanie) jest be (AD1). A przemoc (celowa, ukierunkowana agresja) to już jest be w ogóle. Nie bijemy, nie krzyczymy, nie wyzywamy, nie hejtujemy. Używamy komunikatów „ja”, mówimy wprost o uczuciach i potrzebach, łagodnie i stanowczo „stawiamy granice”. Mowa-trawa czyli „mowa żyrafy” tak. „Mowa szakala”, mowa czerwonego mięsa- nie. W języku nie ma być żadnej ironii, żadnego podtekstu czy szyderstwa. Złość jest „złą emocją” lub – w wersji light – „trudną emocją”. Gubimy się w poprawności politycznej, która jest niczym innym jak przemocą narzuconym dyskursem – tak jakby nie było świata a była tylko i wyłącznie narracja o świecie.

Buduje się nam wiarę w to, że jeśli z języka wyrzuci się jakieś słowo to odpowiadające mu zjawisko przestanie istnieć. Nazwiemy „ministra” „ministrą” i tak stworzymy równość. Zastąpimy „kalekę” „niepełnosprawnym” i nikt już z inności nie będzie się śmiał. Ta wiara w cud tak cudownie infantylna! Dzieciaki chowają pod kocykiem a wtedy ich świat przestaje istnieć. Wystarczy zamknąć oczy i stać się niewidocznym. Fajne, ale już wyrosłam z tego, bo tak świat nie działa. Continue reading


Zdiagnozowano nam szczęście

naszeMiasto-lgOgłoszono wyniki Diagnozy Społecznej 2015. Me(n)dia podjęły z zapałem myśl przewodnią: jesteśmy szczęśliwi! „W badaniu Diagnoza Społeczna 2015 ponad 80 proc. Polaków deklaruje szczęście”! „Rzeczpospolita jest szczęśliwa!” – wrzeszczą nagłówki. „Rekordowe 81,2 proc. z nas pozytywnie ocenia swoje życie. Co więcej, dochody przeciętnego gospodarstwa domowego w ciągu ostatnich 2 lat wzrosły o 314 zł i wynoszą 3450 zł”. Należałoby raczej powiedzieć: 81,2 procent respondentów odpowiedziało na pytania tak, że zinterpretowano to jako „szczęście”. Często nie wiemy bowiem, czytając bełkot dziennikarzyn, czy te 81,2 procent to szczęście deklarowane (np. odpowiedź na pytanie „oceniając swoje życie czy określiłaby Pani że jest bardzo szczęśliwa /dosyć szczęśliwa /niezbyt szczęśliwa / nieszczęśliwa) czy wyniki całości kwestionariusza odnoszącego się do wielu innych aspektów owego „szczęścia”. Bez względu na to, zastanawiam się jaki jest me(n)dialny przekaz dla Kowalskiego? Jeśli czujesz się nieszczęśliwy to: po pierwsze – nie masz żadnego powodu, po drugie – wszyscy dookoła ciebie są szczęśliwi, po trzecie- twoje zarobki rosną. Wniosek: nie zawracaj nam głowy, jest super. Fakt, świadczą o tym statystyki produkcji, emigracji i samobójstw. Continue reading


Związki do przeglądu

img_1686Związki rozwiązki czyli: musi zawsze świecić słońce a związek należy przeżywać świadomie, dojrzale i Boże broń, nie za blisko. (A bliskości, wolności i intymności- jak podkreśla pani psycholog- sprzyja użycie odpowiedniego papieru toaletowego). Musi być przestrzeń, w której hula wiatr czyli bufor na wypadek niepowodzenia. No i przyjrzyj się, czy nie dajesz więcej niż bierzesz, czy dostajesz, co chcesz i co Ci się należy dla rozwoju. Uważaj! zobowiązanie jest toksyczne, niszczy świętą wolność. Czy nie tego uczą nas pop-psycholodzy? Użyć i wymienić na nowe dla krótkoterminowych zysków i wartości „rozwoju”. Nieustanna kontrola jakości i ocena dostawcy zewnętrznego (Twojej satysfakcji!). Znak ISO w samo-zarządzaniu i procesach zwrotu/neutralizacji odpadów. REACH (rejestracja „statutu związku” na FB oraz ewaluacja) czyli bezwonny rozwód i rozstanie bez emocji, będące nie porażką a wręcz radośnie witanym otwarciem na „nowe doświadczenia”. Continue reading


Wszyscy mamy źle w głowach

metaforyzm-ryzykŻe żyjemy.

I pocieszamy się, że to ma sens.

 Zbierałam się do tego artykułu od dawna, ale choć temat czuję (myśli o „nieistnieniu” – jak większości ludzkości – towarzyszą mi od zarania samo-świadomości) to wiem, że naruszam pewne tabu. Ba, każde poruszenie tematu inne niż „samobójca jest chory”, „samobójca to wariat”, „nie wolno tego robić” etc. można dziś podciągnąć pod naruszenie medialnego, obarczonego paragrafem zakazu „podżegania do samobójstwa”. Żadne zachęcanie kogokolwiek do czegokolwiek nie jest moją intencją. Cela dit, z ryzykiem niezrozumienia za plecami- piszę dalej.

Na portalu psychologia.net ukazał się artykuł Mariusza Sobkowiaka „Jak rozpoznać symptomy samobójcze i czy samobójcy naprawdę pragną własnej śmierci?”, poznawczo poprawny i ciekawy (artykuł oczywiście, bo nie wiem jak Autor), nie wychodzący jednak poza obowiązujący schemat „samobójstwo=choroba”. Autor reasumuje (podkreślenia w cytatach moje):

„…stwierdzić należy, że akt odebrania sobie życia nie jest zachowaniem incydentalnym, odizolowanym od wcześniejszego spektrum myśli, poglądów, zachowań i działań. Samobójstwa można w pewnym zakresie przewidywać, spoglądając na zachowania suicydalne jako continuum pewnej psychologicznej reakcji. Reakcja ta związana jest ze specyficznym typem zaburzenia myślenia i postrzegania pod nazwą „zawężenie suicydalne”. Mając na względzie fakt, iż zamiar odebrania sobie życia wynika ze swego rodzaju błędu myślowego, z którego sam suicydent nie jest w stanie się wydostać, daje to nam prawo, a nawet nakłada na nas obowiązek reagowania na symptomy samobójcze i obliguje do zapobiegania ewentualnej śmierci suicydenta.”

To klasyka tematu (jak ją widzę): potencjalni samobójcy są wśród nas, ich głowa myśli z sposób „zawężony”, anormalny, a my wiemy co jest normalne, więc mamy moralny obowiązek rozszerzenia ich horyzontów – nawet kosztem wolności. Gdyby tylko zmienić ich „błędy myślowe” to do samobójstw by nie dochodziło.

 

***

Niewiele jest materiałów wychodzących poza schemat „samobójstwo=choroba=złe myślenie”. Jednym z nich jest artykuł Tomasza Stawiszyńskiego „Obrona przed chaosem” http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140830/stawiszynski-obrona-przed-chaosem.  Autor widzi  w samobójstwie pełnoprawny akt kulturowy a w oburzeniu po śmierci Williamsa- hipokryzję.

Ciekawy jest też fragment książki Anny Bojarskiej „Biznesmen idzie do raju”, w którym Autorka łączy tematykę samobójstwa oraz ludzkiej wolności i podmiotowości. Oto mój ulubiony kawałek:

„Profesor filozofii i medycyny, Tadeusz Bilikiewicz, przedstawił ( znowu staroć, ale naprawdę TO nie ulega zmianie) przepisy dotyczące umieszczania chorego w polskim szpitalu psychiatrycznym: „… podać należy, czy chory jest niebezpieczny dla porządku prawnego lub w razie zamiarów samobójczych dla samego siebie. (…) Sprzeciw samego chorego lub jego nieuświadomionego otoczenia należy przezwyciężać usilną i rozumną perswazją. (…) Jeżeli lekarz dopatrzy się złej woli w postępowaniu faktycznych opiekunów chorego odmawiających wyrażenia zgody na leczenie szpitalne, a chory może stanowić niebezpieczeństwo dla porządku prawnego lub samego siebie, ma wtedy obowiązek powiadomić o tym właściwego prokuratora”

Podkreślone słowa : dla siebie samego, znowu prowadzą do problemu, który ustawicznie tu powraca – do granic wolności jednostki. Co one właściwie oznaczają? Oczywiście – że nie jesteśmy właścicielami samych siebie, że nawet wobec samych siebie nie mamy żadnych praw. Cała psychiatria zresztą jest tego dowodem, pojęcie choroby psychicznej potwierdza to w wystarczający sposób. A przecież tak definitywne odarcie człowieka ze wszystkiego nie jest bynajmniej właściwe każdej teorii politycznej, każdemu systemowi władzy: prawo do samego siebie posiadał, na przykład, obywatel starożytnego Rzymu. Tu również zmiany (wydawałoby się, że nieodwracalne) wprowadziło chrześcijaństwo. Jeżeli własne ciało jest tylko depozytem Boga, nie wolno, rzecz jasna, depozytu unicestwić. Ale jak mogły motywować podobny zakaz świeckie władze polityczne?

Grzech przeciw Stwórcy zmienił się po prostu w chorobę. Chorobę, której najostrzejszym bodaj wyrazem jest pragnienie zniszczenia tego, co stanowi depozyt już nie Boga, ale państwa. Przymusowi leczenia podlegają niektóre choroby zakaźne: dla dobra ogółu. To da się racjonalnie uzasadnić. Podlegają temu zaburzenia psychiczne, objawiające się irracjonalną agresją wobec innych: uzasadnienie jest podobne. Ale przymus objął tendencje, w których doszukać się można „niebezpieczeństwa dla siebie samego”. To nie ma już nic wspólnego z imperatywami społecznymi, takimi, jak je pojmuje człowiek nie będący wyznawcą Platona. […]

Zbrodnią szczególną jest usiłowanie opuszczenia tego świata. Naturalna decyzja wolnego człowieka w oczach Rzymian; grzech śmiertelny według Kościoła chrześcijańskiego; objaw choroby psychicznej zdaniem prawodawców epoki post-feudalnej.”

***

 Kilka myśli wokół (nieodkrywczych, ale zawsze dobrze, że się myśli, choć trochę).
 Gdy zaczyna się  ten dar boży życia analizować to wychodzą paradoksy. Z pewnością niektórzy będą się upierać przy „wartości ludzkiego życia”. Upór nic tu nie pomoże: patrząc na historię ludzkiego bydlęcia „życie ludzkie” nie stanowi żadnej wartości, choć ciągle fantazjujemy, że stanowi. Wystarczy wejść w dyskurs „poświęcenie”, „wojna”, „biznes”, „rozkaz Boga”, „honor” a życie ludzkie przestaje natychmiast istnieć jako wartość.  W naszej kulturze tabu nakłada się na samobójstwo; na zabójstwo się zezwala, jeśli zostaną spełnione określone warunki (wojna, samoobrona, wartość wyższa). Dopuszcza się metaforę samobójstwa w opisie bohaterskiej a beznadziejnej obrony Swoich (samobójcy-bohaterzy; „polegli za Ojczyznę”, „oddali krew za przyszłe pokolenia” etc). Jednak narracja wierności ideałom i indywidualnym wartościom (śmierć Sokratesa) wygasła i – założę się – jest już dziś synonimem „braku elastyczności” czy „braku zdolności adaptacji”.  Tym samym, nie ujmuje się samobójstwa wprost i świadomie jako części kultury, narracji kulturowej i historycznej czy efektu przywiązania do wartości uważanych za ważniejsze (Prawda).

W samobójczej śmierci wolimy widzieć dramat, szaleństwo lub chorobę – choć można też zobaczyć akt wolności, stworzenia, złamania naturalnych instynktów, wyraz szaleństwa-talentu, zmierzenia się z Bogiem. Z tą wolnością coś jest na rzeczy, jako że ludzi planujących samobójstwo po prostu – w imię prawa- się dziś więzi w psychiatryku, jak wytyka nam Bojarska.  I tak humanitarnie. Dawniej odratowanych samobójców uroczyście karano śmiercią a tych, którym się udało przejść na tamten świat bez tortur na rynku – symbolicznie separowano („ziemia niepoświęcona”). To wszystko w ramach kary za odrzucenie daru boskiego i wartości wspólnoty. I ta podskórna kara za samobójstwo (więzienie, pozbawienie praw dziś czy kara śmierci niegdyś, etykietka „tchórzostwa”) jest głęboko w naszej kulturze zakorzeniona. To nie jest tylko, moim zdaniem, kwestia kultury terapeutycznej (prykaz „czuj się dobrze”/”żyj pełnią życia”). Korzeni podejścia do samobójstwa jako czegoś nieludzkiego (czytaj: wyrazu wolności, indywidualizmu, nie-do-uniesienia talentu) szukałabym w chrześcijaństwie. Paradoksalnie, podstawową narracją chrześcijaństwa zabraniającego samobójstwa pod karą boską jest narracja o wyrafinowanym samobójstwie Jezusa z Nazaretu. (I pogardliwa krytyka samobójstwa judaszowego, jego dojmującego, arcy-ludzkiego aktu rozpaczy.) Continue reading