Zwariowaliśmy

obraz-beksinskiego-obrazy-olejne-kopie-i-reprodukcje-na-plotniePoniżej tekst sprzed sześciu lat. Nieaktualny, bo dziś już  z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że homo sapiens popełnia samobójstwo zabierając ze sobą wszelkie wyższe formy życia.  Nie pomogą nam ptaki wymalowane na muralach, piękne plakaty z błękitnymi wodami mórz ani też żarcie vege w czyściutkich, plastikowych restauracjach. Bez względu na to, czy przyjmiemy to do wiadomości czy nie, bez względu na samo-oszustwa, pocieszajki, wystudiowaną ślepotę, plastry jakie nakleimy na lęk, rzeczywistość jest jedna (mimo iż złożona) i nie jest zmiennym ludzkim dyskursem. Choć my żyjemy w szponach narracji, które kupujemy od tych, którzy pociągną z tego (jeszcze przez chwilę) zyski. Te narracje są fałszywe i mnóstwo ich: „możesz być kim chcesz”, „chcieć to móc”, „co z tego będziesz mieć”, „ty wybierasz ty decydujesz”, „zrównoważony wzrost”, „miłość bliźniego”, „korona Stworzenia”, „racjonalność, „wolność”, „postęp”, „czyńcie sobie ziemię poddaną…”, „na koniec czasów przyjdzie Pan” czy też znów „integracja Ja”, „prawo do szczęścia”…

No i daliśmy sobie wmówić, że myślenie „katastroficzne”, będące w zasadzie alarmem i ostrzeżeniem, jest objawem ciężkiej choroby, depresji, i należy je leczyć tak jak „pesymizm”. Nauki o człowieku przecież też są narracją nie dotykającą rzeczywistości, bo nauka dziś gada sama ze sobą.

Nie nauczono nas twardości  i odwagi spojrzenia prawdzie w twarz.

Proszę wyobrazić sobie Ziemię jako pustynię, martwy fioletowy ocean i …nie zapłakać nad Stratą. Nie da się.

Continue reading


Zostać psychopatą – choć na chwilę

borderline2Odrzucić spojrzenie Innego? Krępujące więzy sumienia i skrupuły? Lęk? Nieprzyjemne pobudzenie psychiczne i fizjologiczne na widok czyjegoś bólu? Odsunąć ostrożność i wątpliwości? Zakorzenić się w poczuciu mocy? Traktować życie jak grę? Dla mnie kuszące, przyznam (choć takie życie wydawałoby mi się ubogie w ostatecznym rachunku). Okazało się także kuszące dla angielskiego psychologa Kevina Duttona, autora książki „Mądrość psychopatów”. Na tyle kuszące, że poddał się eksperymentalnemu „przeczesaniu neuronów” i czasowemu zablokowaniu ośrodków decyzji moralnych. Pisze o swoim doświadczeniu „bycia psychopatą” tak:

Continue reading


Na wszelki wypadek

zdzisc582aw-beksic584ski-polish-artist-visions-of-hell-face-gripNie jestem zwolenniczką psycho-poradników, zwłaszcza takich zza siedmiu mórz, nijak do naszej rzeczywistości nie pasujących a psujących poznawcze perspektywy. Mam też uczulenie na tryb rozkazujący. Jednak na wszelki wypadek zamieszczam kolejny fragment klasyka R.D Hare „Psychopaci są wśród nas”. Z myślą, żeby się nikomu to nie przydało i nikt namiętnie w Bogu ducha winnych osobach nie „rozpoznawał” psychopatów. Tekst na wszelki wypadek tylko.

Rozdziały : „Jak się chronić?” i „Jak minimalizować straty?”- fragmenty.

Continue reading


Kot ma Alę

zkac-Mam na koniec jeszcze jedno pytanie. Co właściwie znaczy „lexus”?

Niebieski się roześmiał.

– Ludzie często pytają, ale to zupełnie nic nie znaczy. To wymyślone słowo. Stworzyła je nowojorska agencja reklamowa na prośbę Toyoty. Poprosili o słowo, które będzie sugerowało jakieś znaczenie, dobrze brzmiało i miało klasę. Świat jest bardzo dziwny. Jedni pracowicie budują dworce, a inni za duże pieniądze fabrykują imponująco brzmiące słowa.

-To się ogólnie określa mianem „procesu wyrafinowania przemysłu”. Takie nastały czasy- powiedział Tsukuru

Niebieski uśmiechnął się szeroko.

– Nie dajmy się pozostawić w tyle.

„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” Haruki Murakami

***

Zawsze fascynowało mnie, jak słowami tworzy się rzeczywistość. A raczej jak żyjemy w słowach, bytach rozdmuchanych, wybrzuszonych, groteskowych. Jak tworzy się nam zdeformowaną „rzeczywistość”, przemyca wartości, potępia i zbawia – nie potępiając i nie zbawiając wprost.

Psycho-kultura aż się roi od takich bytów. Mamy w niej pojęcia takie jak „kobiety, które kochają za bardzo” – co sugeruje, że mężczyźni nie kochają, i że jest ktoś, kto określa, co to jest „za bardzo”, i że miłość jest czymś, co może być „za bardzo”. Co paradoksalne i tuż obok, nie ma już w zasadzie miłości- zostają „relacje”, które to słowo sugeruje powiązania i funkcje samotnej jednostki wobec innych samotnych, niezależnych jednostek. Mamy na przykład „dorosłe dzieci alkoholików”- osoby takie samą nazwą zostają upupione, bo przecież jest ktoś, kto robi z nich niedojrzalców, „dzieci”, choć to przecież stare konie i to wręcz – trudnym doświadczeniem życiowym – przejrzałe. Mamy też byty takie jak „psychoterapia”, która nie jest terapią/leczeniem, bo i nie ma tam choroby; czy też „zadanioholizm”, co jest odpowiedzią szczura na zwariowany świat a nie „społecznym problemem uzależnienia”.

Ciekawy przekaz (o czym pisałam już na FB) znalazłam także tutaj. Oferta szkoły policealnej. „Specjalistą psychologiem” (brzmi dumnie, prawda?) będzie osóbka bez matury po rocznym zaocznym kursiku „interpretowania przekazów niewerbalnych”, „typowania osobowości” i sprzedawania banałów. Strach się bać i pójść do poradni psychologicznej, choć trzeba pogratulować szkole marketingowej inwencji.

A psychoterapia? Oto Miły Pan Terapeuta (a raczej Treser)- z tamtej strony muru – określa mój przeciętny dom rodzinny jako „piekło” i „zbrodnia”. Jestem więc dzieckiem zbrodniarzy i to z piekła rodem. Godnym potępienia. Poraża absurd a fałszywy patos sprawia, że osoby, które faktycznie doświadczyły ogromnego zła zostały pomniejszone. Skoro wyprztykamy się na „zbrodnie” przy byle ludzkim doświadczeniu to czy znajdzie się jeszcze jakieś słowo na określenie tego, co faktycznie odczujemy jako zbrodnię?

Wtedy będziemy milczeć i nie znajdować słów. Wtedy-obawiam się- nie będzie zbrodni, jako nienazwanej. Czy da się żyć w nienazwanym świecie? Czy wtedy Ala dostanie kota? Continue reading


Szczepienia czyli „metoda babek i znachorów”

ospa_fot_3Cytowany poniżej fragment: historia pierwszych prób walki z ospą dziesiątkującą XVIII-wieczną Europę wydawał mi się nieco spoza tematyki psycho-kit. Ale czy na pewno spoza tematyki? W historii tego sporu szczepionkowców z antyszczepionkowcami  (nihil novi sub sole) jest bowiem i strach przed eksperymentem, myślenie magiczne, paranoiczne i życzeniowe wobec pierwszych prób statystycznego uchwycenia zjawiska medycznego i jego racjonalnej obserwacji.  Opór przed nowością i podważane zaufanie do autorytetów. Odwaga pewnej kobiety i mozolna budowa społecznego solidaryzmu w zwalczaniu chorób zakaźnych.

Solidaryzmu, który się dziś na naszych oczach rozpada.  A to znów dlatego, że współczesny kulturowy klimat, zupełnie inaczej niż w XVIII wieku,  determinują: wiara w „prawd wielość”, niewiara w istnienie obiektywnej rzeczywistości, w której można zweryfikować przypuszczenia; głęboko fałszywy mit „dobrej natury” i tak samo fałszywy mit jednostkowej wolności nijak niepowiązanej z odpowiedzialnością. W pluralizmie postaw mieści się i prawo do indywidualnego buntu, nawet ślepego, i walka o podmiotowość przeciwko Systemowi (co doskonale rozumiem). A w międzyczasie świat zrobił się nam za bezpieczny, za medialny, iluzyjny. Mówiąc wprost: homo sapiens zgłupiał i zaprzecza powiązaniom między swoimi działaniami a fizycznymi rezultatami. Pewnie uwierzył, że życie to sen a sam jest motylem.

No cóż, było nie było, nie składamy jajeczek, nie odbywamy lotów godowych ani nie przemieszczamy się z kwiatu na kwiat w poszukiwaniu nektaru.

(Chyba że ktoś tak, to przepraszam.)

Historia magistra vitae est. Więc dziś  klasyk: Georges Vigarello „Historia zdrowia i choroby”.

„Na początku XVIII wielu możliwość zmiany praktyk ochronnych najlepiej charakteryzuje odwaga lady Mary Montagu. Ta żona angielskiego ambasadora przy imperium otomańskim, dużo podróżująca po Wschodzie, czyni w 1717 roku zadziwiające spostrzeżenie: nad brzegami Bosforu, w miastach nad Morzem Czarnym czy też na archipelagu greckim, który wielokrotnie odwiedza, prawie wcale nie występuje ospa. Stwierdza, że zgony wywołane tą gorączką połączoną z wysypką są tam bardzo nieliczne, podczas gdy jej skutki w Londynie czy Paryżu okazują się katastrofalne. Przyczyny tego zjawiska upatruje w praktyce obcej Europejczykom: w umyślnym zaszczepianiu choroby w ciągu pierwszych lat życia, w nacinaniu skóry i w prowadzaniu do organizmu substancji pobranej z krost chorego na ospę wietrzną. Zabieg wydaje się prosty, a przekazana tym sposobem choroba ma łagodny przebieg. Kilka dni po zabiegu pojawia się na krótko gorączka, a po niej wysypka, też krótkotrwała i łagodna. Osoba zaszczepiona jest już na zawsze chroniona: chorobą nigdy nie zaraża się dwa razy – tę ogólnie uznaną w XVIII wieku obserwację przypomina się dla uzasadnienia zabiegu. Ochronę przed ospą uzyskuje się więc w sposób nieszkodliwy: „Wystarczy tydzień by odzyskać zdrowie”.

W listach do przyjaciółki, Sary Chiswell, Mary podkreśla empiryzm tego postępowania, wspomina przy tym o jego cokolwiek zabobonnym charakterze, bo Grecy przywiązywali uwagę do sposobu wykonania nakłuć podczas wszczepiania choroby, „jedno na czole, jedno na każdym z ramion, jedno na piersi”, aby układały się w kształt krzyża. Jednak na plan pierwszy wysuwa się stwierdzenie, że ochrona przed chorobą jest skuteczna. Tak skuteczna, że 19 maja 1718 w Belgradzie Mary każe zrobić nacięcia swojemu sześcioletniemu synowi, zwracając się w tym celu do starej Greczynki stosującej „tę technikę od wielu lat”. Wynik jest przekonujący. Mary daje zaszczepić swoje drugie dziecko, i wyznaje w zupełnie niezwykły w pierwszych latach XVIII wieku misjonarski zapał: „Mam dość patriotyzmu, aby próbować wprowadzić a Anglii to szczęśliwe odkrycie”. Udaje się jej nawet namówić wiele osobistości dworskich, wśród których jest książę Walii, aby pozwoliły zaszczepić własne dzieci w 1721 i 1722 roku. Ta praktyka w świetle zwyczajów epoki jest „nielogiczna”. Przeciwstawia się długiej tradycji, co sprawi, że proces jej uznawania będzie burzliwy i czasochłonny. Lecz ma decydujące znaczenie historyczne, ponieważ symbolizuje zmianę praktyk ochronnych w XVIII wieku. Co więcej, jej powolnemu sukcesowi towarzyszy zmiana wyobrażeń o ciele- zaszczepianie zakłada bowiem szczególną siłę organów, ich odporność i ukrytą zdolność do obrony, o czym wcześniej nie wspominano. Zamiast eliksiru mamy tu odwołanie się do jeszcze niewyjaśnionej reakcji organizmu. […] Continue reading


Eksperckie banały i hejting

IMG045-midiPokusiłam się ostatnio o eksperyment hejtera. Ofiarą będzie „Mętne Lustro”, organ sprzedający nam kulturę terapeutyczno-ekspercką. Wyszukałam jedno hasło i sprawdziłam, co mówią tłuszczy tak zwani eksperci i przewielebna redakcja. Hasło „kredyt”. Jestem idiotką, nie wiem co mam robić  i szukam eksperckiej porady. Oto co znalazłam.

Zaglądam, że się tak wyrażę, pod mierzwę kilku wybranych na chybił trafił artykułów z lat 2010-2014. Źródło: http://zwierciadlo.pl/?s=kredyt

W 2010 roku redakcja wstrząsnęła czytelnikami, zapodając taką rewelkę: „Bez kredytu trudno dziś sobie wyobrazić życie, jednak może on też być przekleństwem. Proponuję udać się do kilku banków i ocenić własne możliwości kredytowe. W umowie kredytowej czytajmy zwłaszcza to, co zapisano drobnym drukiem. Banki żyją z pożyczania, im też na nas zależy. Dlatego pójdą nam na ustępstwa, ale tylko przed podpisaniem umowy. Po jej podpisaniu będą bezwzględnie przestrzegać warunków.”

Inny ekspert nagania do kredytów na mieszkanie: „Nieruchomość wynajmujemy tylko wtedy, gdy nie możemy jej akurat kupić! Mieszkanie na swoim jest znacznie tańsze i przyjemniejsze”.

W 2011 optymizm nie wygasa, a my dowiadujemy się, że trzeba przezwyciężyć lęki, żyć odważnie, realizować marzenia i podjąć ryzyko, zgodnie ze współczesnymi pop-psycho fantazmatami. A rozsądek zniwelować tak: „by obawy nie zdominowały twojego myślenia, postaraj się otaczać ludźmi „na tak”. Osoby, które pozytywnie patrzą w przyszłość, a jednocześnie potrafią udzielać wsparcia i doradzać, są niecenionym skarbem. Są obok ciebie na pewno.”

Pojęcia nie mam skąd ta pewność, kto jest koło mnie, ale jeśli autorytet pani psycholożki mi nie wystarczy, redakcja wytoczy broń ciężką: Psychological Science! „Naukowo” bowiem udowodniono (tym razem nie na szczurach), że „niecierpliwi ludzie mieli znacznie niższą zdolność kredytową. … większość nie potrafiła robić analizy finansowej, czyli sprawnie gospodarować swoimi pieniędzmi.” Korpo-kapitał błogosławi cierpliwych.

W 2012 zauważam napust idiotów na mało popularne (trudno, żeby było inaczej) kredyty studenckie: „Kredyt jest tani, bo dotuje go państwo. Zasady udzielania kredytów premiują ambitnych i pracowitych. Kredyt może być umorzony w 20% kredytobiorcom, którzy ukończyli studia w grupie 5% najlepszych absolwentów uczelni.” Ciąg dalszy łechtania ego – ten kto ma kredyt studencki jest ambitny i pracowity i ma szansę na odpuszczenie grzechu.

Gdyby jednak kredyt nie pozwalał mi spać, to redakcja przywoła najcięższą kolubrynę naukowości w postaci American Psychological Association. Nie dość że to organizacja naukowa to jeszcze amełykańska! Która pouczy: „Badania dowodzą, że 75 proc. ludzkiej populacji [na podstawie jakiej próby taka generalizacja?] stresuje się życiem zawodowym i finansami. Są jednak strategie radzenia sobie z tym rodzajem stresu. APA zaleca następujące wskazówki, które pomogą radzić sobie ze stresem finansowym: Nie panikuj. Miej plan finansowy. Miej świadomość, w jaki sposób odreagowujesz stres finansowy. …rozważ możliwość skorzystania z pomocy psychologa. Zastanów się nad zmianą. Odważ się myśleć nieszablonowo i spróbuj nowych sposobów, by zaprosić do swojego życia obfitość.”

W drugiej połowie 2012 roku pojawia się lekki zwrot w postawie redakcji. Nie da się już bowiem ukryć, że coś poszło na tym cholernym rynku nie tak. Zaczyna się troskliwe pochylanie ekspertów nad masą niewydolnych kredytowo. Oczywiście, są sami sobie winni, lekkomyślni, ba! bezmyślni :„W okresie prosperity chętnie pożyczaliśmy pieniądze, nie myśląc o tym, co będzie, jeśli pogorszy się nasza sytuacja finansowa. Efekty widać gołym okiem – rosną kwoty zaległych płatności, a klienci szukają sposobów wyjścia z pętli zadłużenia..”

Zaczyna się bicie w eksperckie tarabany. Dowiadujemy się oto: „Badania pokazują, iż czas na kredyt przychodzi najczęściej wraz z założeniem rodziny. O ile zaledwie 15 proc. Polek w wieku 18-24 przyznaje się do brania kredytów, o tyle aż 69 proc. kobiet w wieku 40-49 lat żyje spłacając comiesięczne raty. Polki biorą najczęściej kredyt na życie – by starczyło od pierwszego do pierwszego. Aż 41 proc. przyznało, że zaciągnęło pożyczkę na podstawowe produkty i usługi potrzebne do codziennego funkcjonowania, jedna trzecia – na mieszkanie, jedna piąta na samochód” . Artykuł nie podważa, broń Boże, rzeczywistości, w której blisko połowa badanych zaciąga długi by przeżyć. Wyjaśnienie zjawiska jest takie:  „W dzisiejszych czasach pragnienie kupowania i otaczania się coraz to nowszymi rzeczami staje się coraz silniejsze. Wynika to z potrzeby kompensacji, dodania sobie znaczenia, leczenia kompleksów. Warto też pamiętać o presji zewnętrznej – działaniach marketingowych i reklamowych oferujących nam określone dobra, które koniecznie powinniśmy nabyć.” Na ból, wynikły z polecanego jeszcze rok temu przezwyciężania lęków, przełamywania schematów i otaczania się optymistami poleca się psycho-maseczkę: Continue reading

Naqoyqatsi

naqoyqatsiZłośliwa recenzja Jasia Kapeli książki pana Albińskiego Jak czuć się dobrze, gdy cię wywalą, bo że to się stanie, to pewne  dała mi asumpt do przemyśleń na temat intymnego związku (no dobra, perwersyjnej kopulacji) pomiędzy psychologią, państwem a kapitałem. W tytule książki mamy dwie strony: „czuć się dobrze” oraz „wywalą cię i to pewne”, scentrowane wokół wspólnego środka, naszego axis mundi: PRACY, który to środek organizuje nasze postrzeganie siebie i otoczenia. Wytresowani jesteśmy w odnoszeniu siebie do ideału produktywności. Bezrobotny, niepracujący/a, szukający pracy, wypalony zawodowo, pracujący na własny rachunek, na umowie, w pracy-misji, w pracy-pasji, w korporacji tej czy innej – to nas określa, więc i frustruje.

„Zdolność do pracy i miłości” – takie freudowskie motto pewnie wszyscy słyszeli w psychoterapeutycznym gabinecie. To definicja Zdrowia, Rzeczy świętej. Ten, kto jest niezdolny do pracy (lub/i miłości) powinien się „leczyć”, „pracować nad sobą”, wrócić do społeczeństwa i produktywności. Kto odmawia, jest „nieuleczalnie chorym”, buntownikiem, leserem, świnią żyjącą z cudzego trudu. Padają pytania: czy życie osoby chorej psychicznie ma sens? Czy taka aktywność jak siedzenie i patrzenie bezmyślnie w dal ma sens? Czy jeśli ktoś żyje z pomocy społecznej (czyli naszej) całe życie to tak -bezczelnie- może? Niegdyś ideałem była płodność (te wszystkie Wielkie Matki i Wielkie Penisy w kulturowych wariacjach wszelakich), potem zbawienie duszy (wiemy, kiedy) a potem: produktywność. I  grzech główny: nieprzystosowanie.

I tu wkracza na scenę nauka nowa, psychologia. Jej ścieżki pilnie trzymają się liberalizmu i kapitalizmu, gdy próbuje -od jakiegoś wieku- stawić czoła prostemu wyzwaniu: jak właściwie dostosować materiał ludzki do potrzeb Systemu, jak z człowieka wycisnąć najwięcej dla korporacji, państwa, życia społecznego. Psychologia, projekt polityczny i naukowy, dała narzędzia pomiaru różnic indywidualnych, dane zagregowała w nowe pojęcia i umożliwiła obiektywne racjonalne zarządzanie ludzkim subiektywnym światem. W obowiązującym dziś dyskursie neoliberalnym człowieczeństwo się mierzy, przedstawia na skali i zmienia, manipulując parametrami. A czy psychologia to pseudonauka, pytają niektórzy? – nie, metody statystyczne są naukowe, tylko pojecie człowieczeństwa jakby sfiksowało. Continue reading


Świat z macicą w głowie

Zdjecie005Wokół dyskusji o homeopatii, znachorze Marku H., postmodernistycznej klatce; z powidokiem wizyty w Muzeum Medycyny refleksji kilka. I garść cytatów z książki „Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu” Michela Foucault [cytaty z traktatów medycznych również z tego źródła].

Jeśli przyjąć współczesny pogląd, że wszystko jest słowem, wszystko jest w naszych głowach jedynie, jest subiektywnym doznaniem a realność jest niepoznawalna i niekomunikowalna to zadam pytanie naiwnej blondynki: dlaczego nie traktujemy już chorób i zaburzeń psychicznych starymi metodami? Co za różnica – skoro prawda jest zawsze pośrodku a rzeczywistość – uzgodniona? Dlaczego uśmiechamy się na myśl, że kiedyś poważnie uważano, iż mężczyzna powinien mieć z jednej strony o jedno żebro mniej (z przodka Adasia, któremu odjęto żebro by stworzyć Ewunię)? Continue reading


Uroboros na miarę naszych czasów

Wyciągnęłam z przepastnych archiwów stary tekst o historycznym i społecznym rozwoju psychoterapii w Polsce. A zadałam sobie tyle trudu (mam kosmiczny bałagan w notatkach) dlatego, że niektórzy zarzucają mi, że przesadzam z tym „systemem nacisku o twarzy miłego terapeuty”, z tą psychologią-religią, psychoterapią-protezą; że sama mam „coś nie przerobionego” i że myślę paranoicznie. Ba! dostałam nawet kiedyś błyskotliwą diagnozę schizofrenii! To, co u siebie dostrzegam to raczej objawy postępującej sklerozy a nie choroby psychicznej, która dałaby mi szansę na rentę i wyjście z matriksa. Helas.

uroborosCzuję się jednak wyalienowana, głosząc poglądy inne od poglądów entuzjastów rozwoju osobistego. A że jestem zerem-anonimowym laikiem, więc posłużę się słowami autorytetu uznawanego przez entuzjastów, Wojciecha Eichelbergera. Wywiad po tytułem ” Modny czubek świata” ukazał się -że tak powiem- w organie pana E.

Do rzeczy: początki psychoterapii w Polsce Wojciech Eichelberger wytycza na lata siedemdziesiąte. Ab ovo oznacza „od Rasztowa psychiatry Andrzeja Malewskiego”: „Ideolodzy PRL-u przymykali nań oczy, bo mówiono im, że chodzi o przygotowywanie ludzi do pracy w kolektywie (psychoterapia odbywała się w grupach). Wśród studentów psychologii Rasztów był otoczony nimbem elitarności, tajemniczości”. Dzisiaj wspomniany Rasztów budzi uśmiech politowania (tak dziwnie reagowały moje terapeutki, eleganckim kaszelkiem jakby?). Nauczona złym doświadczeniem omijam pogrążonych w psychoanalitycznych fantazjach wychowanków Rasztowa szerokim łukiem. Doprawdy, „nimb tajemniczości” i chwała pionierstwa nie zastąpią dziś naukowej wiedzy ani zwykłej ludzkiej empatii. Sic transit gloria mundi. Continue reading


Los

Wierzącym w Pełnię i Jednię, w Moc Przyciągania dającą szczęście i bogactwo; i tym, którzy wierzą, że mogą „zarządzać swoim życiem”, a także tym, którzy nie odczuwają wdzięczności za los dedykuję ten oto fragment lemowego „Śledztwa”.

Jeżeli świat nie jest rozsypaną przed nami łamigłówką, tylko zupą, w której pływają bez ładu  i składu kawałki, od czasu do czasu zlepiające się przez przypadek w jakąś całość? Jeśli wszystko, co istnieje, jest fragmentaryczne, nie donoszone, poronne, zdarzenia mają koniec bez początku albo tylko środek, sam przód albo tył, a my wciąż segregujemy, wyławiamy i rekonstruujemy, aż zaczniemy widzieć całe miłości, całe zdrady i klęski, chociaż naprawdę jesteśmy cząstkowi, byle jacy. Nasze twarze, nasze losy urabia statystyka, jesteśmy wypadkową ruchów brownowskich, ludzie to niedokończone szkice, przypadkowo zarysowane projekty. Continue reading