Nieudana terapia (1) – Nie ma darmowej zupy

ciac582oSzkoda, że na polskim rynku wydawnictw pop-psychologicznych nie ukazała się (chyba? jeszcze? coś mnie ominęło?) podobna książka, odbrązowiająca medialny obraz psychoterapii. „Nieudana terapia” porusza temat błędów popełnianych przez terapeutów (celebrytów, autorytetów, żeby było jeszcze bardziej medialnie) oraz próbuje zdefiniować co właściwie stanowi „nieudaną terapię”. Książka jest – oczywiście – skierowana do terapeutów, choć tak naprawdę wydaje się pozycją popularną, laikowi bardzo przystępną. No, i -osadzona w kulturze amerykańskiej – kończy się happy endem: założeniem, że każdy błąd jest okazją do poszerzenia doświadczenia. Z niektórych stron wieje wręcz bzdurką  w stylu: „nie ma błędów, są tylko informacje zwrotne”. Nie znamy historii osób, które przez terapeutów zostały poszkodowane, nie znamy ich wersji wydarzeń. Niestety, za te bezcenne „informacje zwrotne” ktoś musiał zapłacić bólem i pieniędzmi.

 Nie ma darmowej zupy.

Kottler i Carlson uczłowieczają jednak terapię. Ich książka nie pokazuje jej jako obowiązkowo zakończonej sukcesem drogi do wiecznego szczęścia, co ma nagonić klientów pragnących „rozwoju osobistego” i nakręcić samospełniającą się przepowiednię. Z książki wyłania się inny obraz: terapia jako pewien eksperyment, niezrozumiały w pełni proces, nad którego przebiegiem czasem nie panuje nikt. Ludzkie spotkanie dwu bezradnych osób, gdzie ten, który ma stanowić pomoc popełnia błędy, waha się, dąży do swoich ideałów i choć stara się wykonać dobrze swoją robotę – ona go często przerasta. Co nie dziwne, bo robota to brudna w gównianej materii ludzkiego podziemnego życia. Mowa jest o terapeutach ludzkich: zanudzonych, nieobecnych, śpiących na sesjach, snujących ukradkiem erotyczne fantazje, terapeutach wkurzonych i wypuszczających czasem parę zza maski poprawności. O terapeutach gwiazdorzących kosztem klientów, kłamiących w superwizji. O medialnych zgrywusach. O terapeutach bezsilnych, zaskoczonych procesem i reakcjami klienta, obojętnych, wypierających swoje błędy, racjonalizujących je, wchodzących – nieświadomie i jakże po ludzku – w pozycje obronne niczym zestresowana i bezradna kasjerka hipermarketu czy produkujący dupokryjki korpolud.

 

We wstępie (i na wstęp do tematu) coś, co stanowi pewną nadzieję. Samokrytyka, której ja nigdy w żadnej książce nie przeczytałam. Obowiązkowa dla przyszłych klientów- by nie stawiali po drugiej stronie Boga, Rodzica, Władcy, choć nie polecam tej lektury osobom, dla których psychoterapia jest religią:

„My terapeuci, mamy za sobą wiele lat doświadczenia w wymyślaniu sposobów na pozbywanie się odpowiedzialności za własne błędy. Obwiniamy Klientów, że nie dość mocno się starają albo że nie mają motywacji. Przypisujemy negatywny wpływ rzeczom, nad którymi nie mamy kontroli: ingerencji członków rodziny klienta, czynnikom naturalnym i środowiskowym, ograniczeniom czasowym. Używamy wobec klientów obraźliwych określeń: borderline, „trudny”, „oporujący”. Wszystko po to, by podkreślić, że ludzie, którym tak usilnie staramy się pomóc, nie współpracują z nami albo – co bardziej prawdopodobne- nie spełniają naszych oczekiwań.

W chwilach szczerości lub wówczas, gdy na chwilę zdejmujemy maskę, wszystkich nas nawiedzają wspomnienia o tych, którym nie mogliśmy pomóc. Trapią nas zwłaszcza te (miejmy nadzieję) nieliczne sytuacje, w których do niepowodzenia terapii przyczyniła się nasza osobista wpadka. Naciskaliśmy zbyt mocno bądź zbyt wcześnie; źle odczytaliśmy sytuację, przeoczyliśmy kluczowe informacje. Do głosu doszły nasze osobiste problemy. Nie byliśmy dość taktowni. Sknociliśmy diagnozę. Mało umiejętnie przeprowadziliśmy interwencję. W te i na setki innych sposobów spartaczyliśmy spotkanie z klientem. Wystraszyliśmy go. Być może w istotny sposób cofnęliśmy proces terapii. Po czym, jeśli udało się nam ujść bezkarnie, udawaliśmy że nic się nie stało. Zaprzeczenie i obrona to mechanizmy doskonale nadające się do ukrycia naszych błędów, a niekiedy przede wszystkim do tego, by pomóc nam udawać, ze nigdy ich nie popełniliśmy.

Relacje z postępów stają się mniej dokładne, sprawozdania dla superwizorów – nie w pełni szczere. Gra nosi nazwę „Chroń swój tyłek”. Ma zapobiec posądzeniom o nieprofesjonalne zachowanie i ochronić przed cenzurą superwizorów. Wielu z nas jakby się zmówiło, żeby obwiniać klienta za każdym razem, kiedy to tylko możliwe. Gdy nie ma takiej możliwości, w grę musi wchodzić jakiś trzeci czynnik, rujnujący nasze niezrównane wysiłki.

Nie ulega wątpliwości, że szczere i uczciwe mówienie na temat poruszany w tej książce to zadanie trudne oraz niebezpieczne. Kto chciałby opowiadać o swoich największych rozczarowaniach i porażkach? Kto chciałby sięgać po książkę o tym, co w naszej profesji najgorsze?

Skoro jednak mamy pisać na ten temat, zdecydowaliśmy, że podejdziemy do niego z optymizmem i większy nacisk położymy nie na to, co złe, ale to, czego można nauczyć się na błędach. Często się zdarza, że rozwój i wiedza stają się możliwe dzięki zrozumieniu, co poszło nie tak. Szczególnie wówczas, gdy metodycznie i uważnie rekonstruujemy przebieg wypadków i wyciągamy wnioski z doświadczenia. Dokładnie tego samego oczekujemy przecież od swoich klientów”.

 

Marzy mi się podobne przewietrzenie celebryckiej sceny terapeutycznej w naszym kraju. I choć „przepraszam” w stronę tych, którzy wwikłali się w „nieudaną terapię”.

 

Wszak to czas dobrej zmiany ;)…

O tym czym jest (może być) „nieudana terapia” i co „ci wielcy” spsychologizowanego zachodniego społeczeństwa uważają za błędy w terapii -w następnych wpisach z tej serii.

 Część druga: tutaj

Źródło

Jeffrey A. Kottler, Jon Carlson „Nieudana Terapia. Mistrzowie psychoterapii i ich największe porażki”, Wydawnictwo Paradygmat 2012

Comments are closed.