Opis pacjenta

krzys1m

Z notatek terapeuty:

„Pacjent – dwudziestokilkulatek, heteroseksualny. We wczesnym dzieciństwie świadek kłótni rodziców. Obciążony pamięcią po zmarłej siostrze – dostał drugie imię na jej pamiątkę. Ojciec gruźlik. Matka po wielu poronieniach, mistyczka, religijna histeryczka, pełna poczucia winy. Dziecko rodziców żyjących w separacji, wychowywany przez matkę, odseparowany od ojca. Astmatyk. Nie lubił szkoły, uczeń bez szczególnych wyników w nauce, wagarowicz, uważany przez rówieśników za zarozumiałego i tępego. Obecnie w związku małżeńskim, bezdzietny. Konflikt żony z matką pacjenta. Skryty. Poczucie nieadekwatności, postawy wielkościowe. Depresja. Znerwicowany. Niestabilny. Rzucił studia polonistyczne. W żałobie po śmierci uwielbianego, nie znanego ojca. Nadal opiekuje się samotną matką. Przewlekły stres. Od rzeczywistości ucieka w fantazje. Kompulsywne myśli o śmierci. Fascynacja bronią. Wraz z kolegami planuje samobójstwo.

Wskazana psycho- i farmakoterapia.

Imię i nazwisko pacjenta: Krzysztof Kamil Baczyński”.

*

Jakże narracja terapeutyczna okalecza człowieka, redukuje, obiera z wielkości, wyłuskuje z Historii, prawda?

Baczyński, Poeta zastygły. Gówniarz (z mojego punktu widzenia) a spec od obrazów mięsistych, przeszywających, kolorowo-onirycznych. Gdyby malował – o, bogowie, jakby malował!! Ale choć pisał.  Pod pseudonimem, naprędce.

wyrosłem ja na chmurach jak dzika jabłoń w lesie.
Ale mam źródło w sercu srebrne jak żywy pieniądz,

Jestem egoistką i napiszę: jakie szczęście (dla nas, podłych odbiorców bez talentu), że żadna psychoterapia nie zgwałciła Poetów źródła srebrnego „normami żałoby”, „adekwatnością”, „pracą nad kompulsywnymi myślami o śmierci”, „zerwaniem pępowiny z matką”, „przerobieniem kompleksu ojca” czy też  obrzydliwym, postindustrialnym, małym „indywidualnym szczęściem”.

A skąd ten wstęp? Staram się tu nie wypowiadać na bieżące tematy polityczne, ale czasem coś mi się wypsnie. Tym razem Puszcza B. jako ofiara ludzkiej polityki i stąd moje dalekie skojarzenie z Baczyńskim, gadającym swoją cudowną schizofrenią.  (To tylko obraz, nie fakt medyczny- „leczenie” odłóżmy już na bok…)

K.K. Baczyński

Drzewa

Drzewa - to chmur zgęszczenia,
pod nimi dzwoni ziemia,
nad nimi rwą wezbrane
planety z brązu lane.
Lasy - smutku zielone
serca w szmer przemienione,
pod nimi piły lament
białymi jęczy kłami.
Drzewa bawoły złote
dymiły rudym potem,
z pomrukiem ciała kładły
ku ziemi, aż upadły.
Drwale w śmiechu sypali
zęby jak sznur korali.
To piłą - ciszy przytną,
to śmiechu białą brzytwą.
Liście jak oczy wydrą
lśniące zieloną krzywdą,
to korę ciemną z ciała,
aż tryśnie krew dojrzała.
A nocą w sen zagięci -
- w warczący wir pamięci
zobaczą drwale w lęku,
przykuci nocy ręką,
idące na nich prosto
topory sosen ostre.

22 listopad 41 r


Comments are closed.