Wstępniak

[31.12.2016] Blog Psycho-kit zawiesił działalność.

Jest w nauce języków obcych pojęcie bain linguistique, co oznacza w wolnym tłumaczeniu: „kąpiel językowa”. Odnosi się do sytuacji, w której nie mamy ucieczki przed kontaktem z obcym językiem i musimy zacząć go używać. Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że żyjemy w wielkiej „kąpieli pop-psychologicznej”, mieszance faktów i kłamstwa, zalewie półprawd, ćwierćprawd, bzdur i małych bzdurek, które, wielokrotnie powtarzane, stają się pomału „oczywistą prawdą”. Nie da się z tej kąpieli wypłynąć, zaczerpnąć czystego powietrza, nawet jeśli wyrzuci się telewizor i komputer za okno.

Drażni mnie nierzetelne dziennikarstwo, które upowszechnia owe „prawdy”. W przedstawianiu opinii, faktów czy ideologii nie ma niczego złego, jeśli tylko nazwie się je po imieniu: opinią, faktem czy ideologią. Niektóre przejawy nierzetelności dziennikarskiej wzbudzały moje protesty. Zadręczałam swoim oburzeniem siebie, swoich znajomych i przypadkowe ofiary. Ale, jak pisał Grochowiak, bunt nie przemija, bunt się ustatecznia/bunt się uskrzydla – tak jak udorzecznia. To miejsce to wyraz mojego buntu przeciwko pop-psychologii, manipulacji nierzetelnego dziennikarstwa i niepokojącym zjawiskom  w psychobiznesie. Buntu, który mam nadzieję, będzie się udorzeczniał.

Nie jestem profesjonalistką, piszę też dla laików, oceniam  z punktu widzenia krytycznego klienta. Moje kontakty z psychobiznesem? Terapia, warsztaty, treningi. Relacje poprawne, czasem ciepłe, ale też rozczarowanie oszustwem i cynizmem. Żal, że psychologia, nauka empiryczna o człowieku, przycupnęła sobie w wersji pop gdzieś w kąciku „dla pań”, zmieszała z duchowością, zastąpiła sformalizowaną religię, zmieniła się w ideologię czy „widzi-mi-się” o życiu. Niestety, nauka nie daje niezmiennych, jednoznacznych, szybkich i łatwych odpowiedzi na ludzkie pytania. Pewnie stąd jej słabość w starciu z McPsychologią.

Żeby było jasne: nie jestem przeciwniczką myślenia magicznego ani zwolenniczką czysto racjonalnej koncepcji człowieka. Myślenie symboliczne, w tym myślenie magiczne i życzeniowe, wyrafinowane sposoby samooszukiwania się i tworzenie uproszczonych schematów są częścią człowieczeństwa. Są też potrzebne, ale nie ułatwią poznania rzeczywistości.

Psycho-kit czyli psychościema, ale też zestaw (z ang.), taki podręczny pakiet impregnujący przeciwko pop-ideom i rynkowej manipulacji. I budujący choć trochę, mam nadzieję, świadomość klientów psychobiznesu.

Jak powtarza mój Ojciec: Nie dajmy się zwariować.

Zastrzeżenie: treści publikowane na blogu są wyrazem tylko i wyłącznie moich osobistych poglądów a prezentowane są P.T. Czytelnikom do użytku osobistego oraz w celach informacyjnych.

Autorka

 

Dodatek [26.07.2013] Zamieszczam na łamach historie osób poszkodowanych. Z pewnością subiektywne, być może przesadzone. Podobne w tym do opinii pozytywnych. Zakładam, że jeśli ktoś opowiada w miarę spójną historię, ma odruch ostrzeżenia innych czy zadaje sobie trud kontaktu z obcą osobą piszącą jakiegoś tam bloga podobnego do miliona innych blogów to musiało wydarzyć się coś nieprawidłowego w jego kontakcie z psychobiznesem.

Nie jest moją intencją przekaz: „Wszyscy terapeuci i psycholodzy są niekompetentni, więc nie ma sensu szukać pomocy”, choć zdaję sobie sprawę, że taki wniosek z tych historii Czytelnicy mogą wyciągnąć. Uważam, że propaganda sukcesu i założenie, że każdy, kto skarży na psycho-usługi jest „zaburzony” czy „roszczeniowy” nie służy poprawieniu systemu a tym samym dobru klienta. Nawet jeśli klient jest „zaburzony” czy „roszczeniowy” czy zielony w czerwone kropki  nie oznacza to braku praw. A osoby poszkodowane są nieme, zakneblowane i bezradne wobec braku regulacji prawnych zawodu psychologa i psychoterapeuty. Psycho-kit jest protestem przeciw zamiataniu brudów pod dywan i zadufaniu psycho-specjalistów.

Zdarzyło się jeden raz (słownie: jeden), że psychoterapeuta przeczytawszy o swoim błędzie na tym blogu skontaktował się ze swoją byłą pacjentką i przeprosił ją. Rzadka to rzecz, chwała mu za ten odruch człowieczeństwa.