Larum

Zauważyłam ostatnio promocję książki Beaty Pawlikowskiej „Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!”

Autorka książki pisze:

„Trzeba tylko zrozumieć czym jest depresja, skąd się bierze i jaki jest jej mechanizm działania.
To właśnie zrozumiałam. Wymyśliłam narzędzia. Zastosowałam. Zwyciężyłam.
Ty też możesz.”

I podniosło się larum.  Że celebrytka udziela rad, że „haniebnie żeruje na ludzkiej tragedii”, że zarabia na „poradnikowych terapiach”, że „wymyśliła sposoby, żeby zmanipulować swoją podświadomość”, jak oburza się Wojciech Łazarowicz. A tu Autorka bezczelnie głosi z okładki – uśmiechnięta jakby nieświadoma polskiej tendencji do cierpiętnictwa – że sobie pomogła i że jest to kwestia pracy nad sobą. No, szlag trafia.

 

O tym larum (znaczącym) będzie poniżej.

Książek pani Pawlikowskiej – ani podróżniczych ani innych – nie czytuję, bo po przewertowaniu jednej stwierdziłam, że nie podoba mi się ich infantylność, płytkość i „pozytywny przekaz”, który odbieram jako fałsz. Zauważam medialny lans przez depresję (i przez aborcję, ale to dla koneserów) zgodny z naszym kulturowym wzorcem samo-określenia przez odstępstwa od normy.  Zgadzam się z krytykami, że łatwe, proste metody na poważną depresję to ściema. Ale uczciwie napiszę: mamy wolny rynek cudów i jego konsekwencje. Przecież z tego wolnego rynku korzystają także psycholodzy, psychoterapeuci i inni psycho-magowie zakładając gabinety i wciskając nam kity o zdeterminowaniu naszego życia przez a priori skazanych zbrodniarzy rodziców,  o wpływie przeszłych pokoleń na nasze decyzje tu-i-teraz czy też o domniemanych fikołkach „podświadomości”.  Z wolnego rynku korzystając, psycho wydają obficie księgi o sekretach, przyciąganiach, podświadomościach, ludzkiej toksyczności, wpływach kolejności urodzenia na losy, świeckim buddyzmie i fizyce kwantowej. Mądrości te nie są niczym więcej niż własnym życiowym doświadczeniem autorów i ich chęcią zarobku. Nie wiem jednak, dlaczego pani Pawlikowska nie miałaby  „żerować haniebnie” skoro inni też żerują i czemu właśnie jej jedynej odmówić trzeba chwalebnego autorstwa kolejnej „nowej metody”. Myślę, że gdyby księgę „Ty też możesz” napisał jakiś psycho-ekspert nie byłoby żadnego oburzenia.  Wolny rynek to broń obosieczna i skoro uznaliśmy jego priorytet nad człowiekiem- to nie bądźmy hipokrytami, drodzy państwo. Jak wszyscy mogą śpiewać to wszyscy.

 

Co więcej, Pawlikowska ośmiela się posłużyć cliche znanymi z nurtu pop-psychologii. Czyż porównanie mózgu do komputera nie jest zapożyczeniem z kognitywistyki, „ty też możesz” – banałem z rozwojowego biznesu pt. „bądź skuteczny i myśl pozytywnie”? A „podświadomość” – czyż nie wylazła nam z psychoanalizy? Książka Pawlikowskiej wydaje się karykaturą „eksperckich” poradników. I stąd oburzenie psycho.

Marta Głowacka,  z Laboratorium Psychoedukacji, robi taką woltę:

„Mamy wolność słowa, każdy może pisać i wydawać, co chce. Jeśli jednak dorośli ludzie wierzą, że jedna publikacja pozwoli im wyjść z depresji, to są po prostu nieodpowiedzialni.”
Tak jak nie ma w tej dyskusji zgody na wolny rynek (jest pozorna), tak samo nie ma zgody na wolny wybór jednostki, ponieważ warunkiem korzystania z wolności ma być jednostkowa, oceniana przez zewnętrznego eksperta „odpowiedzialność”.  To drugi motyw – po „wolnym rynku” – w larum dookoła Pawlikowskiej: „odpowiedzialność” („dorosłość” a także dalej: rozsądek, rozum).  Tadeusz Reimus, psychoterapeuta z Centrum Dobrej Terapii, po ojcowsku mówi nam:
„taka literatura powinna być rozpatrywana jako beletrystyka, a nie kliniczna terapia”.

Continue reading