Nieco gorzkie „róbmy swoje”

comment_48mdYt4wUVVkFQCpovv182ZmvngkYlHoTekst na zdumiewające trzylecie bloga, czyli skąd się to wzięło.

Dawno, dawno temu, gdy nie było jeszcze bloga psycho-kit a Ziemia nie oddzieliła się od Nieba, toczyłam mini-wojenkę z katolickim Radiem Plus a raczej audycją „Kochaj i rób co chcesz” prowadzoną radośnie przez panią Mirę Jankowską, twórczynię widowisk pseudo-psychologicznych Mistrzowskiej Akademii Miłości. Nota bene, w ramach tego mistrzostwa pani J. każe sobie płacić 250 zł za „rozmowę egzystencjalną”, co zdaje się być substytutem „konsultacji psychologicznej” a plasuje się wygodnie poza standardami owej, bo pani Mira psychologiem nie jest. No, ale wiem, że śpiewać każdy może, tak jak każdy może być u nas psychologiem, wróżką i psychoterapeutą. Nie ma przecież inaczej: za rozmowę z człowiekiem trzeba dziś zapłacić, podobnie jak za kibel w PRLu (papier toaletowy- 20 cm-u babci klozetowej).

Bez opłaty  – nie ma ani słowa, ani dechu ani dudu,  i sikaj tam sobie, bidny zasrańcu,  pod krzakiem.

Pani na zdjęciu patrzy miłośnie i empatycznie, dla zachęty.

Wracając do naszych baranów: nasłuchawszy się – ze strony internetowej radia – rzygliwych mądrości o „syndromie DDA” i „kompleksie Edypa” dostałam, jak to cholerycy mają w zwyczaju, piany na ustach, i napisałam do Miłego Radia i Miłej Pani tak:

Chciałabym zaprotestować przeciwko prezentacji treści psychoanalitycznych i pseudonaukowych na falach Radia Plus. Odnoszę się w szczególności do audycji „Kochaj i rób co chcesz”:
z 12.12.2011-o psychoterapii
z 9.01.2011- o syndromie DDA
z 15.05.2011- o męskości

Piszą Państwo, że sieć Radia Plus ma charakter społeczno-religijny, kierując swoją ofertę przede wszystkim do katolików i osób poszukujących Boga. Przesłuchując Państwa audycje założyłam, że będą na wysokim poziomie, rzetelne. Prezentacja treści psychoanalitycznych, pseudonaukowych obecnych w w.w. audycjach kłóci się w mojej opinii z założeniami programowymi.

Psychoanaliza była wielokrotnie krytykowana jako pseudonauka. W świetle krytyki naukowej wartość psychoanalizy nie jest większa niż wartość astrologii. Ideologia psychoanalityczna jest nie do pogodzenia z chrześcijańską wizją człowieka, więc jej obecność bardzo dziwi w katolickim radiu.  To, że psychoanaliza ma swoje miejsce w historii, przeniknęła do środowisk akademickich, opinii sądowych, że funkcjonują towarzystwa (które psycholog poleca w audycji jako rzetelne) nie zmienia faktu, że jest niefalsyfikowalna, więc pozostaje jedynie kwestią wiary. I jako taka powinna być prezentowana przez rzetelnych dziennikarzy. Niestety, podkreślona obecność  „psychologa i psychoterapeuty” w audycji może sugerować, że prezentowane wątki psychoanalityczne (np. konflikt edypalny) są częścią współczesnej nauki czyli psychologii.

Co do syndromu DDA/DDD: nie umniejszając w niczym cierpienia ludzi, którzy wychowali się w rodzinach alkoholików, należy podkreślić, że nie ma takiej jednostki chorobowej ujętej w klasyfikacjach a termin jest wysoce nieprecyzyjny. „Syndrom DDA” brzmi za to naukowo, profesjonalnie i wskazuje na chorobę, którą leczyć będą specjaliści a to -w braku nawet sprecyzowanego terminu czy weryfikowalnych objawów – nadużycie. Bezwzględny wpływ rodziny pochodzenia na przyszłe decyzje i życie dorosłego jest dogmatem i ogromnym, aż nierealnym, uproszczeniem. Skojarzenie osób z rodzin tzw dysfunkcyjnych z życiowym nieudacznictwem czy niemożnością odczuwania szczęścia jest krzywdzące. Zachwalanie terapii jako całkowicie nieszkodliwej to nieprawda: każda psychoterapia jest podjęciem ryzyka, tym bardziej, że nie ma żadnych uregulowań prawnych chroniących klienta przed nadużyciem psychoterapeuty. [AD 1]

Wśród opinii o audycji, skądinąd audycji ciepłej, ludzkiej,  znalazłam takie wypowiedzi słuchaczy: „Serdecznie chciałbym podziękować za Państwa audycje, które promują właściwą drogę w życiu każdego człowieka:)” oraz „Audycje są fantastyczne. Słucham ich z szeroko otwartym umysłem, żeby nauczyć się jak najwięcej.” Nasuwają mi się następujące pytania: Czy wkrótce w Państwa audycjach „właściwą drogę” wytyczać będą astrolodzy, tarociści i specjaliści od pola morfogenetycznego? Czy nie przydałoby się w takich audycjach więcej krytycyzmu, prawdy i rzetelności, żeby nie zapełniać tych „otwartych umysłów” modnymi bzdurami- mimo, że nie są to audycje popularyzatorskie czy naukowe?

Może jakimś wyjściem byłoby zamieszczenie jasnej i nie budzącej zastrzeżeń informacji, że prezentowane w audycji opinie są prywatnymi opiniami osoby prowadzącej i jej gości.
Proszę o Państwa stanowisko.

Z poważaniem

Dowiedziałam się, że Mili Państwo z Radia gorliwie poinformowali o moich uwagach jednego z prowadzących audycję psychologów. Ja za to na żadną odpowiedź radia ani Mistrzyni Katolickiej Miłości nie zasłużyłam. Fakt, nie wrzuciłam do grającej szafy ani grosika.

Czego twój wróg nie powinien wiedzieć, nie mów przyjacielowi, pisał Arthur Schopenhauer. Continue reading


Kilka słów o złym panu

uszatek_na_dobranocczyli jasno o tym, dlaczego wkurzył mnie reklamowany spektakl „Zły pan”. Spektakl przeznaczony dla dzieci, poruszający problem przemocy domowej.  Nie oglądałam, ciekawych odsyłam do recenzentów teatralnych. Lub książki Gro Dahle. Opieram się na artykułach prasowych. Historia z grubsza: bity przez ojca syn pisze do dobrego Króla. Tatuś, z którego wyłazi mara, Zły Pan, bije także mamusię. Król pomaga synkowi, wysyła złego tatusia do pięknego ogrodu, zły tatuś poskramia wewnętrznego potwora i cudownie się zmienia w dobrego tatusia. Wszyscy są na końcu szczęśliwi, tatuś przeprasza. Przedruk skandynawski, z Norwegii, z obszaru co usiłuje kijem Wisłę zawrócić. Piękne? Piękne. Ochrona słabszego wydaje się oczywista, większość z nas ma taki odruch, ja też, mimo, że dziuplę w drzewie narysowałam.

Ale skojarzenie z nieszczęsnym Pawlikiem Morozowem, co to na ojca kułaka donosił, nasuwa mi się automatycznie. Zresztą, pocieszam się,  ile osób może takie przedstawienie obejrzeć? Nie ma co gardłować. Ale coś jednak nie tak:

1. Ojciec alias  „Zły pan”

2. Ojciec bije, jest sprawcą przemocy domowej, przemoc to bicie

3. Interweniuje syn

4. Matka nie interweniuje, nie chroni syna, boi się „Złego pana”

5. Istnieje dobry Król

6. Tatuś zamienia się z dobrego tatusia i przeprasza

7. Wybacza się po przeprosinach

Z czym skonfrontowane jest dziecko (od lat sześciu)? Z informacją, że są tatusiowie, którzy biją swoje dzieci i że są mamusie, które nie chronią bitych dzieci i same są bite. (Czy mój tata też tak może? Czy moja mama też tak? A dlaczego?) Że tatusiowie mają w sobie agresywne bestie, bestii nie mają mamusie. Że problem bicia będzie rozwiązany jak dziecko bohatersko stanie na wysokości zadania i opowie urzędnikowi, co się dzieje.

Do czego dziecko jest tu zachęcane? Ano do tego, żeby wejść w konflikt dorosłych, ocenić ten konflikt jako „przemoc” oraz udać się do kogoś obcego ze skargą. Tego nie robi -proszę zauważyć, to ważne – dorosła matka, robi to dziecko, jej syn lat, zdaje się, 10.

Rodzina jest jak stado. Dziecko – bite czy obserwujące konflikt dorosłych – nie jest w stanie poza stado wyjść. Gdyby potrafiło, nie byłoby żadnego problemu: dałoby ojcu w pysk i założyło sprawę w sądzie. Ale jest Ojciec i Matka a ono stoi miedzy Nimi. Zdania „Zobacz, co robi twój ojciec!” „Zobacz, jaka jest twoja matka!” ranią jak skurwysyn. Słowa innych bolą podobnie („To dziecko z patologii”, „jego ojciec to ten pijus, wiesz”). Kilkuletnie dziecko nie jest w stanie nagle dojrzeć i nazwać zła w swoich rodzicach, bo jest ich częścią. Nie jest dorosłe na tyle, by być sędzią, by zakwestionować świat, by odrzucić stado – nie odrzucając siebie. Dziecko nie wie, że jest ofiarą – uświadomienie sobie tego to dla niego tragedia, upadek świata. Obserwując konflikt dławi się ambiwalencją a cierpienie przerobi na autoagresję: „to ja jestem zły”, bo obraz dobrego tatusia i dobrej mamusi jest mu bardziej do życia potrzebny niż cokolwiek innego. Logiczne przekonywanie, że „przecież nie jesteś winny” nie pomoże. Założenie, że dziecko jest niezależną, samo-decyzyjną jednostką -niczym dorosły- jest błędne. Nawet w sądzie dorośli członkowie rodziny są zwolnieni ze świadczenia przeciw sobie.

Nie jestem psychologiem, nie znam  gładkich słówek ani teorii. Piszę z autopsji. Nie mam niczego innego. Proszę mi uwierzyć na słowo.

Sugerowanie, że dziecko ma być bohaterem, czyli de facto stanąć między rodzicami jako równy im sędzia, jako super-rodzic  jest czystej wody społecznym sadyzmem. Przekaz „oceń, opowiedz innym” budzi kolejny wewnętrzny konflikt dziecka. Na dziecko nakłada się ciężary nie do uniesienia. Zakłada się,  że dziecko jest w stanie stwierdzić (bo żeby się poskarżyć musi nazwać i ocenić), co jest a co nie faktyczną przemocą. W zasadzie ma zrobić coś, czego nie są w stanie zrobić dorośli, sądy, policja,  bezradni zwłaszcza w przypadku przemocy psychicznej. I że odróżni dyscyplinę (tato kazał, tato odmówił, więc jest zły) od przemocy. Tego nie zrobi kilkulatek, nawet nastolatek.

Mój sprzeciw budzi także obraz przemocy domowej: sprawcą jest mężczyzna, matka jest bierna. Continue reading


Marketingowa piana DDA

img_0703Pisałam kiedyś o marketingu terapii DDA: o sztucznym wzbudzeniu dyskomfortu i potrzeb, o przystosowywaniu się klientów do „syndromu” i o przetrzymywaniu na terapii zaetykietowanych klientów. Oczywiście, nie jest to jedyny mechanizm wokół zjawiska DDA/DDD: z pewnością są osoby z problemami, które w terapii znajdą pomoc. Proszę się jednak przyjrzeć fragmentom tej internetowej wypowiedzi (podkreślenia moje), która doskonale ilustruje, jak działa marketing (kultu?) DDA/DDD. Moje doświadczenia są podobne.

„Uczęszczam na zajęcia od kilku miesięcy do psychoterapeutki. […]Na jednym z pierwszych spotkań zapytałem terapeutkę jakie ramy czasowe wydzielamy na terapie, innymi słowy ile według niej terapia powinna trwać. Otrzymałem odpowiedź, że co najmniej dwa lata, gdyż jak to psychoterapeutką ujęła: dziecko dopiero jak ma dwa lata, potrafi samo poruszać się i w jakimś stopniu porozumiewać się z innymi. Zaznaczyła również, że im dłużej trwa terapia, tym bardziej pogłębiamy swój rozwój, że to jest inwestycja w samego siebie. Może i są przypadki, gdzie trzeba tak długo brać udział w zajęciach, lecz wydaje mi się że terapia powinna zmierzać do tego, aby zgłaszająca się na nią osoba, otrzymała przeświadczenie, że wzięcie szeroko rozumianej odpowiedzialności za własne życie to jedyny krok do przodu. Continue reading


Niezborny protest song o niebezpieczeństwie etykietowania

09_img_6498

Przyznam się szczerze, że szlag mnie trafia, gdy co rusz natrafiam na przekonanie, że nasze charaktery determinuje dzieciństwo. Czarno mi się robi przed oczami z wściekłości, gdy czytam, że „nie da się przepisać skryptów rodzinnych”, „osoby z domów dysfunkcyjnych nigdy nie będą żyły „pełnią życia” jeśli nie „przepracują urazów”; że „zaniedbane dzieci nie dają sobie rady w szkole”, że „dzieci z domów przemocowych odstają od grupy”, „DDA zachowują się nieadekwatnie” czy „twoje relacje z szefem wynikają z relacji z ojcem”. Może tak, może nie, nie wiemy, człowiek jest kształtowany przez wiele czynników. To wszystko byłoby zabawne, gdyby kończyło się na upraszczających świat wypowiedziach pop-psychologów. Jednak te schematy poznawcze pulsują, wpływają na nasze postrzeganie świata, decyzje.

Etykiety ranią i zmieniają percepcję. Continue reading


Po co babcię denerwować…

…Niech się babcia cieszy img_1003

Zastanowił mnie jeden z blogowych wpisów terapeutki Joanny Boj a dotyczący problemu DDA i opinii Tomasza Witkowskiego.

Po pierwsze, sprostowanie: Tomasz Witkowski nie jest profesorem.
Po drugie: zarysowuje się w tej wypowiedzi psychoterapeutki ciekawy obraz klientów.

Autorka uspokaja swoich pacjentów, że nie zwariowali, analizując swoje dzieciństwo. Być może niektórzy klienci nie zwariowali a być może niektórzy się nacięli. Tego nie wiemy. Ja za to uspokajam panią Boj, że – z tego co dr Witkowski pisze w „Zakazanej Psychologii”- nie wynika wcale, że podważa czyjekolwiek uczucia. Wystarczy książkę otworzyć i przeczytać. Nawet Joel Paris, którego cytuje, tego nie robi. Nawet znielubiana przez psycho a nie cytowana przez autora „Zakazanej” Judith Rich Harris. Przecież nie o podważaniu ludzkich uczuć oni piszą, co powinno być jasne dla psychologa. I pewnie jest.

Martwi mnie coś innego. Autorka pisze „Który zwyczajny (nie związany profesjonalnie z psychologią) człowiek, nie znający się na zawiłościach nauki, teorii psychologicznych, itp., zrozumie problem związany ze zbytnią ogólnością syndromu DDA? Kto rozróżnia naukowo-badawcze niuanse i ich związek z praktyką? Continue reading


Rodzice w terapii

011Pop-psychologiczny mit rodziny jest jak miecz obosieczny. Nasza rodzina pochodzenia musi być „wystarczająco dobra”, żebyśmy nie zwariowali, mieli „dobry obraz siebie”, „zdrowe związki”, umieli „stawiać granice”, no i nie zostali Hitlerami (patrz Alice Miller). Wszystkie klęski życiowe mają ponoć źródło w pielęgnowanym w naszej nieświadomości „obrazie rodziców”, w nieuświadamianych błędnych „schematach poznawczych”, które nabyliśmy od „toksycznych rodziców”  a „ciało pamięta” wszystkie świństwa jakie nam zrobiono („Nie bądź bezpieczny, Ciało pamięta”). Co oczywiście jest półprawdą, ponieważ na naszą osobowość i działanie wpływa cała masa czynników i nie stwierdzono jednoznacznego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy „niewystarczająco dobrym domem” a dalszym życiem delikwenta. Za to dzisiejsi super-uświadomieni rodzice starają się bardzo, aż tak bardzo, że dzieci mieć nie chcą (i ja ich doskonale rozumiem). A dorosłe dzieci w gabinetach budują w sobie trwałą tożsamość skrzywdzonego po to, żeby „żyć lepiej”. W tym kontekście perspektywa „przepracowania relacji z rodzicami” to obietnica wiecznego szczęścia i przyszłego braku problemów. Któż by się na to nie nabrał? Continue reading


Rodzice-źródło naszych kłopotów?

img_1077Czyli parafraza freudowskiego „Kultura jako źródło cierpień”. Tym, którzy uwierzyli fałszywym prorokom, że nie można dobrze żyć, gdy „mamusia była toksyczna” i czują się wyjątkowi, bo rodzice zgotowali im TAKI straszny los, dedykuję kolejny fragment książki Psychologia jako religia:

„[…] Antyrodzinne skutki selfizmu są potęgowane przez dominujące teoretyczne nastawienie przeciw rodzicom. Nastawienie to pojawiło się z chwilą, kiedy Freud wystąpił z koncepcją kompleksu Edypa1): że silna nienawiść między synem a ojcem, po raz pierwszy ujawniająca się w wieku około czterech lat, jest podstawowym i uniwersalnym doświadczeniem, jeśli chodzi o kształtowanie się osobowości mężczyzny. Nie bardzo wiadomo, co ojciec zrobił, by zasłużyć sobie na tę nienawiść. Pewnie chodzi o to, że poślubił matkę dziecka i że jest wielki. Edypalna wrogość może zostać zneutralizowana na różne sposoby, na przykład poprzez strach. Jednak u wielu osób, jak się zakłada, pozostaje aktywna przez całe życie, a ponadto zawsze może ponownie się ujawnić. Zarówno we freudowskiej, jak i w selfistycznej terapii, nie ma odpowiedniego nacisku na miłość ojca, choć przejawy takiej miłości są powszechne. Continue reading


Nie bądź dziecinny

Jednym z elementów klimatu poznawczego, jakim oddychamy, jest przekonanie o potężnym, wręcz deterministycznym wpływie doświadczeń wczesnodziecięcych i dziecięcych na nasze dorosłe życie. Doświadczenia dzieciństwa mają być – od „odkryć” psychoanalizy – przyczyną chorób i zaburzeń psychicznych a tropienie wczesnodziecięcych traum (np. sceny pierwotnej) -zadaniem psychoanalityka. Pop-psychologiczny nurt karmi nas do dziś wizją „bagażu dzieciństwa”, „toksycznych rodziców”, „nieświadomych scenariuszy”, „wypartych wspomnień” etc, z czym musimy się uporać, żeby osiągnąć szczęście osoby dojrzałej o zastygłej osobowości. Przekaz w skrócie jest taki: jeśli się nam nie powodzi w życiu, jest to wina naszych rodziców a osoby zaburzone psychicznie miały z pewnością ciężkie dzieciństwo. Prawda, o ile jest człowiekowi dostępna, jest zupełnie inna i bardziej złożona: Continue reading


O syndromie DDA raz jeszcze

Moja odpowiedź na dyskusję wokół wpisu Wszyscy (prawie) cierpimy na syndrom DDA toczącą się na nieoficjalnej stronie DDA.

Cyt ref michal84 : Problem DDADDD jest powszechny, albo program 12-krokowy jest uniwersalny i pomaga każdemu bez wyjątku. Nie wiem i nie interesuje mnie to. MI pomaga, i nie rezygnuje z niego.  Cyt: duża cześć społeczeństwa ma problemy

Piszę o nadużywaniu pojęcia DDA jako zjawisku społecznym, medialnym.

Większość społeczeństwa ma problemy, ponieważ owe „problemy” są inherentną częścią ludzkiego życia a nie prostym wynikiem wychowania w rodzinach dysfunkcyjnych. Problem DDA/DDD nie jest „powszechny”, jak Państwo piszą, po prostu powszechne reakcje, problemy, które ma każdy człowiek są uważane za „chorobę” a opis syndromu jest tak szeroki, że każdy może się w nim odszukać. Zachęcam do zapoznania się z terminem „efekt horoskopowy”. Nie ma to nic wspólnego z indywidualnym cierpieniem odczuwanym przez Państwa.

O nadużywaniu terminu DDA i jego niespecyficzności świadczą badania, jakie cytuję, oraz fakt, że DSM nie ujmuje ani współuzależnienia ani DDA/DDD jako zaburzenia. Pochodzenie z domu alkoholowego żadną chorobą nie jest. Continue reading


DDA i wszystko jasne…

Stwierdzenia horoskopowe mają wpływ na ludzkie przekonania i oczekiwania. Dowiódł tego eksperyment R. Petty i T. Brocka. Jedna grupa badanych otrzymała wyniki rzekomo przeprowadzonego „testu osobowości” z informacją, że potrafi dostrzec wiele aspektów jednego zagadnienia (open mind) a druga – że nie zmienia łatwo swojego stanowiska (closed mind). Badani zostali przydzieleni losowo do grup, choć byli przekonani, że wyniki testu opisują ich „prawdziwe’ i „naukowo potwierdzone” cechy osobowości.  Następnie badani mieli odnieść się do kontrowersyjnych zagadnień. Jak można przypuścić, zrobili to zgodnie z wynikami „testu”. Przerażająco proste.

Pokusiłam się o sprawdzenie, jak funkcjonuje koncept DDA wśród samych (anonimowych) osób, które wzrastały w rodzinach alkoholowych. Oto kilka wybranych wyznań Dorosłych Dzieci Alkoholików z otwartych forów, fragmenty bloga (pisownia oryginalna, podkreślenia moje), wraz z moimi uwagami:
1. Fakt dorastania w rodzinie alkoholowej czyli odkrycie, że „jestem DDA” jest utożsamiane przez niektórych z diagnozą „choroby”. Continue reading