Nieudana terapia (3)- Źródła niepowodzenia

sur-2

Cześć pierwsza

Cześć druga

Już niektórych z nas wytresowali w myśleniu, że jeśli w terapii „idzie coś nie tak”  to wszystko z winy klienta. Bo jest głupi, ma nierealistyczne oczekiwania,  jest leniwy w „pracy”,  jest „trudny” i „oporny”,  nie chce,  nie rozumie „procesu”,  nie przyjmuje „prawdy” o sobie,  jest „nieszczery”, ba! w podtekście grzeszny, bo w konfesjonale/gabinecie oszukał przemilczeniem Boga-terapeutę… etc, etc. Gwoli sprawiedliwości zauważę, że bzdurki typu „sam sobie jesteś winien” (co jest de facto wyrażoną złością na bezradność i bezładność procesu) podtrzymują nie tyle sami terapeuci, co ich akolici utożsamiający się z narracją terapeutyczną i broniący od upadku w swoich oczach obrazu „dobrego terapeuty”.

Jeśli „poszło coś nie tak”, można też uderzyć drugą stronę: w certyfikaty, szkolenia, superwizje – czyli papierowy konkret. Ja osobiście – przyznam się bez bicia – jestem cięta na panie i panów, którzy urwali się z korporacji, pragną „pomagać ludziom” lub też wzięli się za eksperymenty,  będąc w „szkoleniu” (lub i nie) bez ukończonych studiów psychologicznych.

Tak jak nie da się jednoznacznie opisać procesu „terapii” czy zdefiniować „nieudanej terapii”, tak i nie da się wskazać jednej przyczyny terapeutycznego niepowodzenia. Tym niemniej zamieszczę znów kilka fragmentów „Nieudanej terapii”, podśmiewając się nieco z tych, co wierzą w boskość i wszechmoc  terapeutów (przecież, o bogowie! często znudzonych, bezradnych, ogłupionych, trzymających się swoich „modeli” jak pontonu). Oto – mam nadzieję, że szczere, bo moim zdaniem trafne – spojrzenie amerykańskich terapeutów na źródła błędów w swojej pracy:

J.A Kottler:

Nuda. Męczy nas rutyna. Podobne historie słyszeliśmy już wcześniej. Klient po raz enty powtarza to samo.

Poczucie zagrożenia. Z tym, co pojawia się na sesji, czujemy się za bardzo jak w domu. Coś przywołuje nasze własne problemy. Przypomina o rzeczach, które wolelibyśmy pozostawić w spokoju.

Sprawy osobiste. Naszą uwagę odciąga coś, co aktualnie dzieje się w naszym  życiu […] Przechodzimy przez jakąś osobistą traumę, moment przełomowy albo kryzys.

Lenistwo. Po prostu nie chce się nam angażować sporych ilości energii niezbędnych do tego, żeby zachować skupienie.

A.A Lazarus:

W przeszłości miewałem tendencję do zbyt szybkiego wkraczania do akcji, bez uzyskania pełnego obrazu sytuacji. Paplałem, nim zebrałem wszystkie znaczące fakty. … Trzeba potwierdzać trafność tego co się mówi, żeby mieć pewność, że się osiągnie cel. Jestem pewny, że wśród znanych mnie i wam terapeutów nie wszyscy kierują się tym nakazem. Obserwowałem wiele razy, jak niektórzy już po minucie wyciągali wnioski i to prawie zawsze błędne. Oni nie usłyszeli swoich klientów.

R.Schwartz:

… [terapeuci] patrzą na ludzi przez pryzmat DSM, traktując ten podręcznik diagnostyczny jak biblię. Znaczna część tego, co następuje później działa jak samospełniająca się przepowiednia.

Zamiast stale koncentrować się na na klientach, powinniśmy zagłębić się w siebie i sprawić, co możemy zrobić, by do nich powrócić. Wielu terapeutów nawet nie zauważa, gdy coś się z nimi dzieje.

Z pewnością jedną z rzeczy, do których mają skłonność terapeuci w trudnych momentach, jest obwinianie klienta, że przejawiają opór albo że sprawiają trudności. Poza tym lubią przyklejać klientom etykietki, takie jak „z pogranicza”, „narcystyczny”, „histeryczny”.

W. Glasser:

Wcześniej zdarzało mi się zasypiać podczas sesji. No to z pewnością podałbym jako przykład błędu. Gdy rozmawiałem o tym z superwizorem, powiedział mi: „jeśli klient nie potrafi cię rozbudzić, to pal licho, śpij!”.

F. Shapiro:

Nigdy więcej nie pozwoliłabym na to, by ktoś inny stawiał diagnozę klientowi, z którym mam się spotkać. Nie dopuściłabym do sytuacji, w której nie mam czasu, żeby zastosować procedurę przygotowania do terapii. To potwierdza potrzebę przestrzegania procedur, spisywanych przeze mnie od lat, w których kładę nacisk na nieczynienie żadnych założeń dotyczących żadnego przypadku.

F. Pittman:

W swojej karierze wielokrotnie popełniał pewien błąd. Wierzył, że klient naprawdę chce się zmienić. Należy unikać założenia, że ci ludzie wiedzą, co robią źle, zdają sobie sprawę z własnych błędów i zwracają się do ciebie o pomoc by dokonać zmian.

Terapeuci „masażyści” wiedzą tyle, że relacja terapeutyczna ma dawać pociechę i poczucie bezpieczeństwa. To nie jest terapia i to nie jest podejście terapeutyczne. Jeśli utrzymujesz ludzi zbyt długo w tym stanie, wyrządzasz im wielką szkodę. Pozbawiasz ich mocy.

S.Gladding:

Terapeuta , który zdobędzie pewną pozycję zawodową jako autor bądź mówca, ma jeszcze więcej do stracenia. Można mieć wrażenie, ze terapeuci chcieliby być superludźmi, że tworzą mity na własny temat i zaczynają w nie wierzyć.

S. Johnson:

Oczywiście to, co uważa się za błąd zależy od stosowanego modelu. Na przykład z mojego punktu widzenia podejście stosowane w terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach jest błędne za względu na swoją powierzchowność. Tak naprawdę nie dociera do sedna problemu.

Jeden z mitów na temat pracy terapeutów zakłada, że jeśli są wystarczająco bystrzy, przykładają się do studiów i pracy, szkolą się i poddają superwizji, mają dostateczną liczbę godzin praktyki, to zawsze będą w stanie zrozumieć, co dzieje się z ich klientem. Jeśli nie uda im się to w czasie terapii, z pewnością dojdą do tego do tego później, po głębszym i dłuższym zastanowieniu. Rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona: w wielu przypadkach po prostu nie wiemy, co się wydarzyło, co poszło nie tak i jaką rolę my sami odegraliśmy w tym niepowodzeniu.

R.B Stuart:

Zakładanie że nasz wewnętrzny model roboczy, czyli nasz obraz świata, z jakiegoś powodu jest miarą prawdy w życiu, to uderzający przejaw narcyzmu. Tak jak inni terapeuci prowadzę niekończącą się walkę z samym sobą, żeby nie narzucać klientom własnych poglądów i przekonań, którymi przez lata kierowałem się przy podejmowaniu decyzji.

Continue reading


Nieudana terapia (2) – Bezradność Młodej Lekarki

dali19
Cześć pierwsza: tutaj
Definicja złej terapii czy błędu? Trudna do ustalenia, choć zgodzimy się, że bywają i złe terapie i błędy. Czy to poczucie krzywdy klienta? Pogorszenie stanu – subiektywne, obiektywne? Brak zmiany? Uporczywa, przedłużana terapia? Niezadowolenie otoczenia klienta z rezultatu? Brak satysfakcji terapeuty z procesu i swojego zaangażowania? Zła ocena superwizora?

Kilka fragmentów z „Nieudanej terapii” – wypowiedzi praktykujących terapeutów dotyczące złej terapii:

A.A Lazarus:

..na pierwszym miejscu stawiam brak empatii u terapeuty. Nie pojawia się współczucie.

Nieudana terapia to ośmieszanie lub znieważanie klienta przez terapeutę albo używanie destruktywnego krytycyzmu. Innym klasycznym przykładem złej terapii jest zaniechanie stosowania empirycznie sprawdzonych technik w sytuacjach tego wymagających.

W. Glasser

Dla mnie terapia jest zła wówczas, gdy terapeuta przekazuje komunikat: „Jesteś psychicznie chory. Beze mnie nic z tym nie zrobisz”. Terapia jest nieudana wówczas, gdy komunikujesz klientowi, że potrzebuje pomocy i tylko ty możesz mu pomóc. „Coś jest z tobą nie tak, ale nic z tym nie zrobisz, o ile nie zwrócisz się do mnie”.

Postrzegał nieudana terapię jako taką, która wzmaga natężenie przeżywania i ekspresji emocji u klientów, ale nie wzmaga ich poczucia własnej mocy.

F. Pittman:

Dobra relacja terapeutyczna powoduje więcej złego niż każde inne działanie terapeuty. Sprawia, że [pacjenci] myślą o sobie jako tych, którym brakuje pewnego rodzaju mocy, a tę moc ma terapeuta.

S. Johnson:

Doświadczenie to nauczyło Susan Johnson, że terapia jest nieudana nie tylko wtedy, gdy stosowany przez nas model nie przynosi efektów, ale także wtedy, gdy nie mamy innego modelu, po który moglibyśmy sięgnąć. Zdajemy sobie sprawę, że klienci potrzebują czegoś więcej niż to co im oferujemy, lecz nie potrafimy ustalić czego dokładnie.

L. Sperry:

Większość terapii regresywnych prowadzonych z osobami, które nie mają spójnego Ja, to terapie nieudane. Zła jest każda terapia w której jedna lub dwie strony ponoszą szkodę. Sadzę też, że stosowanie pewnych rodzajów terapii bywa szczególnie nierozważne, zwłaszcza w sytuacji, gdy danego  klienta wyjątkowo łatwo zranić i nie jest on w stanie świadomie zdecydować o swoim udziale w leczeniu

S.D. Miller:

Poprawa u klienta niekoniecznie wynika z samej terapii. Uznaję to za porażkę. Duży odsetek klientów odczuwa samoistne polepszenie, które następuje niezależnie od interwencji mojej lub innych terapeutów. Taką sytuację definiuję jako porażkę, ponieważ terapia w najmniejszym stopniu nie przyczyniła się do tego, co i tak wydarzyłoby się przez przypadek, z powodu dojrzewania klienta albo ze względu na upływ czasu.

Zmiana na gorsze następuje w kontekście naszej relacji i jest większa niż zmiana, która mogłaby nastąpić wskutek przypadku. Takie sytuacje określam jako prawdziwe porażki: coś, co zrobiłem lub to,  że czegoś nie zrobiłem, negatywnie wpłynęło na klienta

R.B Stuart:

Nieudana terapia nie pozwala zrealizować wszystkich celów albo założonego celu na oczekiwanym poziomie. Może spowodować pewne pozytywne zmiany, jednak nie w zakresie, który można by osiągnąć, gdyby została lepiej zaplanowana lub przeprowadzona. Jej marne rezultaty opóźniają nadejście zmiany, przez co klient traci czas i pieniądze a być może także chęć szukania pomocy u innych terapeutów

Uderza mnie to, że każdą z tych definicji ad hoc da się podważyć a owo podważanie zależne będzie od przyjętego modelu psyche i procesu „leczenia”. Rzekomo błędny brak empatii wyśmieje psychoanalityk, który współczucia jako Głos nie okazuje – bo i po co?; ośmieszanie wyśmieje znów terapeuta prowokatywny, bo właśnie tym się posługuje jako narzędziem. Dziecięcą zależność zwaną przeniesieniem, rzekomo konieczną do „wyleczenia” według terapeuty psychodynamicznego, skrytykuje terapeuta z nurtów behawioralnych czy humanistycznych.  Umieszczenie mocy boskich w osobie terapeuty – toż bez tego nie ma samospełniającej się przepowiedni a tym samym – samouleczenia… Podważanie wagi „dobrej relacji” czy „empatii” to herezja, bo jest to „wspólny czynnik leczący”, choć przecież w realu pożądaną zmianę psychiczną da się osiągnąć także bez tego… Czy możliwe jest określenie w jednostkowym przypadku, w ilu procentach zmiana dokonała się dzięki obecności terapeuty a w ilu – czynników pozaterapeutycznych, w tym losowych, niezależnych od klienta- jak to więc porównać? Co, jeśli klient nie osiągnie wytyczonego celu a mimo to jest zadowolony z terapii? Continue reading


Nieudana terapia (1) – Nie ma darmowej zupy

ciac582oSzkoda, że na polskim rynku wydawnictw pop-psychologicznych nie ukazała się (chyba? jeszcze? coś mnie ominęło?) podobna książka, odbrązowiająca medialny obraz psychoterapii. „Nieudana terapia” porusza temat błędów popełnianych przez terapeutów (celebrytów, autorytetów, żeby było jeszcze bardziej medialnie) oraz próbuje zdefiniować co właściwie stanowi „nieudaną terapię”. Książka jest – oczywiście – skierowana do terapeutów, choć tak naprawdę wydaje się pozycją popularną, laikowi bardzo przystępną. No, i -osadzona w kulturze amerykańskiej – kończy się happy endem: założeniem, że każdy błąd jest okazją do poszerzenia doświadczenia. Z niektórych stron wieje wręcz bzdurką  w stylu: „nie ma błędów, są tylko informacje zwrotne”. Nie znamy historii osób, które przez terapeutów zostały poszkodowane, nie znamy ich wersji wydarzeń. Niestety, za te bezcenne „informacje zwrotne” ktoś musiał zapłacić bólem i pieniędzmi.

 Nie ma darmowej zupy.

Kottler i Carlson uczłowieczają jednak terapię. Ich książka nie pokazuje jej jako obowiązkowo zakończonej sukcesem drogi do wiecznego szczęścia, co ma nagonić klientów pragnących „rozwoju osobistego” i nakręcić samospełniającą się przepowiednię. Z książki wyłania się inny obraz: terapia jako pewien eksperyment, niezrozumiały w pełni proces, nad którego przebiegiem czasem nie panuje nikt. Ludzkie spotkanie dwu bezradnych osób, gdzie ten, który ma stanowić pomoc popełnia błędy, waha się, dąży do swoich ideałów i choć stara się wykonać dobrze swoją robotę – ona go często przerasta. Co nie dziwne, bo robota to brudna w gównianej materii ludzkiego podziemnego życia. Mowa jest o terapeutach ludzkich: zanudzonych, nieobecnych, śpiących na sesjach, snujących ukradkiem erotyczne fantazje, terapeutach wkurzonych i wypuszczających czasem parę zza maski poprawności. O terapeutach gwiazdorzących kosztem klientów, kłamiących w superwizji. O medialnych zgrywusach. O terapeutach bezsilnych, zaskoczonych procesem i reakcjami klienta, obojętnych, wypierających swoje błędy, racjonalizujących je, wchodzących – nieświadomie i jakże po ludzku – w pozycje obronne niczym zestresowana i bezradna kasjerka hipermarketu czy produkujący dupokryjki korpolud. Continue reading