Karta Upodlenie

 Gdyby koń o swej sile wiedział, nikt by na nim nie siedział.

surrealistyczny-portret-36076956

Odniosę się dziś do kilku wywiadów:

„Dojrzałość kobiety – wywiad z Piotrem Pałaginem” http://zwierciadlo.pl/psychologia/zrozumiec-siebie/dojrzalosc-kobiety-wywiad-z-piotrem-palaginem

„Dowód miłości przy zmywaku” („Wysokie Obcasy Extra” z maja 2014 roku). https://hipokrates2012.wordpress.com/2014/07/19/sprawiedliwy-podzial-obowiazkow-w-zwiazku-niemozliwe/…

„Mężczyźni są do niczego” http://zwierciadlo.pl/seks/partnerstwo/wojciech-eichelberger-mezczyzni-sa-do-niczego

Nie chodzi mi o to, czy wypowiedzi interlokutorów ocierają się o słuszność. Nawet nie mam ochoty komentować takich rozważań, bo oznaczałoby to podniesienie ich do rangi  równo-uprawnionego-do-dyskusji tekstu. Nie zrobię tego, bo oczywiste jest, że nie ma kogoś takiego jak „współczesny mężczyzna” czy „współczesna kobieta”. Oczywiste jest także i to, że medialne wypowiedzi tego typu są zapisem osobistych przeżyć rozmówców, ich związkowych porażek, zadawnionych pretensji do mamuś i kochanek czy zawoalowane instrukcje dla obecnych partnerek/partnerów. A do takiej materii trudno się odnieść, choć mam ochotę sadystycznie popastwić się nad życiem prywatnym panów, którzy „mądre” rzeczy mówią do pań a często głupio żyją. Nad medialną hipokryzją.

„A teraz kochane dzieci, pocałujcie misia w dupę.”

Nie utożsamiam się z poglądami współczesnych feministek. Obce mi są rozważania na temat przedszkoli, tacierzyńskiego, finansowania aborcji, szklanych sufitów i parytetów, kongresów kobiet czy płacy za pracę w domu. W życiu nie wypowiem „ministra”– bo to nic nie zmienia a brzmi głupio, jak „zwis męski”. Opiszę tylko pewien obraz, który mnie uderzył w tych wywiadach. One są zresztą tylko przykładami. Książek/wywiadów w tym stylu jest multum.

Dla takich wywiadów wspólnym mianownikiem są dwie rzeczy. Po pierwsze, układ: Mądry Pan mówi/ Głupia Kobietka słucha.  Bo to niby dialog, ale w sumie żaden dialog.  Jest w nim  nienaturalna Figura, która gada i która nie jest zainteresowana tym, co sądzą inni. Żaden z rozmówców nie pyta: no, a pani co o tym sądzi? I nie daje przestrzeni na sensowną wypowiedź. Panie redaktor (redaktorki znaczy), usłużne femmes inspiratrices, zadają pytania, by interlokutorowi pomóc zatańczyć, tworzą tło, przytakują, przytupują i uzupełniają treść. Nie ma w tym niby-dialogu żadnego „Ja natomiast myślę, że”. W sumie, zauważam, panie nie mają nic sensownego do powiedzenia. Ich wtręty są tylko po to, żeby się lepiej czytało, bo od podstawówki wiadomo, że opisy się omija a „przelatuje” tylko dialogi. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że się do nas mówi a nie że się z nami rozmawia. Mam wrażenie, że nikt nie dostrzega takiego toksycznego układu. Ja  gadam z ptakami w lesie, na swoje nieszczęście czasem z lasu wychodzę i patrzę na ludzki świat ze zdumieniem kosmity. I dostrzegam.

Stopklatka, impresja. Prywatna karta tarota: Upodlenie. Moje skojarzenie, z dawnym kursem „samoobrony”: kobieta klęczy przed mężczyzną i zapina mu ochraniacze, nagolenniki. Facet odegra za moment rolę „agresora”, kobieta będzie go po tych ochraniaczach kopać. Zapina je sumiennie, na życzenie pana agresora, który sam – w zbroję już odziany- nie może się pochylić. Oto kobieta i mężczyzna starannie ochraniają się przed prawdą bólu, doświadczanego i sprawianego. „Pokłoń się swojemu byłemu kochankowi, ojcu, gwałcicielowi”, mówi w didaskaliach Głos, jak na ustawieniach hellingerowskich. „Nie mogę”, szepcze kobieta i usiłuje być dumna. „Jeszcze nie dojrzałaś, jeszcze nie rozumiesz, jeszcze się ukorzysz.”

Po drugie, elementem wspólnym cytowanych wywiadów jest  temat: „kobieta”, „kobiecość”. Nawet jeśli gada się o związkach, partnerstwie, upadku współczesnej kultury etc, etc to temat dziwnie ześlizguje się na (niedobre) kobiety. Niektórym interlokutorom marzy się przywrócenie patriarchatu. Po co? Przecież ten daleko nie odszedł. Nie znam żadnej kobiety, która nie doświadczyłaby męskiej przemocy; nie byłaby zgwałcona, molestowana czy psychicznie użyta przez mężczyznę od ojca przez kochanków a na pracodawcy kończąc. Nic się nie zmieniło: to mężczyźni, lub figury władzy (płeć obojętna tutaj, może to być „psycholożka”, „psychoterapeutka”, ktoś kto dzierży autorytarnie mikrofon) nadal – jak widać w podlinkowanych wywiadach – definiują  kobiecość, określają jakie powinny być kobiece ambicje, co jest modne i prawdziwe oraz jak wygląda/ powinien wyglądać świat „współczesnych mężczyzn” i „współczesnych kobiet”.

Punkt odniesienia jest ciągle ten sam, i ciągle błędny: oczy Mężczyzny, Innego. Te oczy sądzą według wartości męskich z seksem na czele: kobieta jest potrzebna na zmywaku jako dopełnienie męskości, powinna być „wolna”, „spokojna”, „pewna siebie” i ma „nie kastrować”. Problem w tym, że wszystko, co mężczyzna opowiada o kobiecości jest jego fantazją na temat, jego pragnieniem, jego projekcją, wyobrażeniem zaledwie. Kobieta-laleczka, wzorzec piękna, inspiracja etc, etc. – wstaw dowolne, bo mężczyźni w tych wywiadach swoje dowolne wstawiają. Panie dziennikarki i panie czytelniczki kupują męskie fantazje na temat swojej kobiecości. To takie smutne, jak opowiadanie o swoim związku terapeucie, za plecami partnera. Czyż to nie zdrada aby?

Podobnie pisze Linda Leonard, analityczka jungowska, odnosząc się do archetypu Ojca i Córki:

„Kobiecy” jest wyrażeniem, które stało się obecnie odkryciem i ponownym opisem wynikającym z własnych doświadczeń kobiet. Kobiety odkrywają, że to mężczyźni zdefiniowali kobiecość za pomocą swoich świadomych i kulturowo uwarunkowanych oczekiwań oraz nieświadomych projekcji rzutowanych na kobiety […] Zranienie w relacji ojciec-córka nie jest wyłącznie zdarzeniem występującym w życiu konkretnych kobiet. Jest to przypadłość także naszej kultury. Kiedy natykamy się na postawę autorytarnego ojca dewaluującego kobiecość poprzez redukowanie jej do pewnej, ograniczonej liczby ról lub cech, które nie należą do doświadczenia kobiety, ale pochodzą z abstrakcyjnego poglądu na nią, to odkrywamy kolektywnego ojca dzierżącego władzę nad córka, nie pozwalającego na rozwój jej własnej osoby.

[…] Zranienie w związku pomiędzy ojcem a córką jest chorobą naszej kultury i w tym wymiarze dotyczy obecnie wszystkich kobiet i mężczyzn. Często uważa się kobiety za gorsze od mężczyzn. Jeśli mężczyźni okażą cechy kobiece, to często są za to negatywnie oceniani. W zranieniu na linii  ojciec-córka mieści się także zaburzona relacja pomiędzy zasadą męską a żeńską. To zaś wpływa nie tylko na jednostki, ale także na partnerów, grupy i całe społeczeństwa. Zarówno mężczyźni jaki i kobiety cierpią z tego powodu. W zetknięciu się z drugą stroną, obie części ludzkości odczuwają zamieszanie w odbiorze swych ról i tożsamości.”

 

Zabawne, ale powiem wprost: kobiecości nie da się zdefiniować. To jest do doświadczenia, do odczucia a nie do opisywania, nie do żonglowania słowami. Prowadzący takie rozmowy jak cytowane ośmieszają się intelektualną impotencją. „Kobiecość” jest  doświadczeniem obcym mężczyznom z natury rzeczy, tak jak mnie – przyznam otwarcie – obce jest doświadczenie „bycia mężczyzną”. W przypadku kobiet, jak to wyczuwam, stworzenie swojego wzorca odczuwania wiąże się z uporaniem się z wewnętrzną męskością, stosunkiem do „męskiego”. Z przebaczeniem Ojcu i Matce. Kobiece jest niedefiniowalne, nie do złapania jak woda. Ale udusić się w tym niedefiniowalnym można.

Jak dla mnie, mieści się tam i wolność, i piękno i irracjonalne.

Kultura patriarchalnego gwałtu, ba! każda kultura pęta kobiecą wolność. To zagrożenie dla świętego spokoju, świętego porządku. Dzieci potrzebują matki przez kilkanaście lat, dzieci potrzebują też stabilnej rodziny, więc ktoś, komu zależy na dzieciach musi iść na kompromis; ktoś musi posprzątać (po wojnach) i nie buntując się harować na kilku etatach. Społeczeństwa upadłyby, gdyby kobiety porzuciły wytyczone im miejsca i odeszły w dal. Nie upadały, gdy mężczyźni odchodzili w dal. Pisząc „wolność” nie mam na myśli ani pokory dla świętego spokoju ani buntu ani też dopraszania się o docenienie wkładu (to my!, to my!). Myślę o wewnętrznej wolności, która pozwala myśleć, czuć i działać niezależnie od „Oczu Mężczyzny”, od jakiejkolwiek oceny zewnętrznej, od wartości innych niż własnej duszy.

„Otkaczałka nie patrzy do lustra”.

A Piękno? Piękno jest transcendentalne, przenikające jestestwo, więc i przerażające, nieoswojone, zaskakujące. Działanie szalone, nieracjonalne – nieprzewidywalne,  więc i niebezpieczne sami-wiecie-czemu. Panowie boją się (aż mam ochotę napisać „histerycznie”) babskiej histerii, babskich napadów szału, Ann Karenin, Ann O. vel von Pappenheim, Małgorzat w drodze na sabat, otkaczałek, wariatek:

„Taką to by na stos
Na co jej durny los
Dajcie, chłopcy, ten kagańczyk
Warkocz jej płonie już
Dookoła złoty kurz
A wariatka jeszcze tańczy”

 

Paradoksalnie, rozmówcy sami zauważają zewnątrzsterowność kobiet. W wywiadach padają zdania: Jeśli przychodzi kobieta, opowiadam jej o pewnej zrozpaczonej kobiecie po trzydziestce, która przyszła do mędrca” czy media, książki i koleżanki powtarzają dziś kobietom, że mężczyzna szanuje je i myśli o nich poważnie tylko wtedy, kiedy traktuje je po partnersku.”. Oto mówi mężczyzna do kobiety: „Zastanawiam się często, co ja mam mówić kobietom, żeby to zadziałało w tym kierunku. Żeby kobiety były kobietami, ale żeby nie były zależne od mężczyzn.” Co musi powiedzieć mężczyzna, by kobieta nie była zależna od mężczyzny. Czyż to nie urocze? Jakby kobieta była bezwolnym workiem kartofli, do którego się coś mówi, żeby „zadziałało”. Postacie medialne mówią nam, że mamy być wolne a  jednocześnie nie dostrzegają (?), że ex cathedra narzucają nam definicję wolności i kobiecości, co ową wolność, wewnątrzsterowność wyklucza. Continue reading


Jak kochają inteligentni

img_2715Wysłuchałam uroczej audycji z jeszcze bardziej uroczą Marią Rotkiel, psycho-celebrytką (Polskie Radio, Program 1, 23.05.). Pani R. ma, przyznam z zazdrością, gadanego i potrafi używać krągłych słówek. Tym krąglejszych, że właśnie wydała książkę o miłości (czyli w nowomowie o „relacjach”) i troszczy się, jak wyznaje z obawą, o jej poczytność (książki nie miłości). O sprzedawalność  poradników pisanych przez psycho nie martwię się – poradniki są wszak bestsellerami wszechczasów przed ich napisaniem. Martwię się o stan wiedzy gościa Jedynki.

Wywiad utkwił mi w pamięci- pewnie dlatego, że był to czas kolacji i odczuwałam mdłości słuchając wywodów.AD1) Choć wywody pani R. nie nęcą wyzwaniami psycho-kit: wystarczy zajrzeć do „50 mitów psychologii popularnej” i bęc! z pewnością znajdzie się się tam mit właśnie przez celebrytkę rozpowszechniany. Zgodnie bowiem ze świecką tradycją, pani psycholog pisze książkę, bazując na „doświadczeniu zawodowym” oraz „na swoich związkach”. Jeśli ktoś mówi o „swoich związkach”, to o budowaniu miłosnej relacji wiedzieć zbyt wiele nie może – raczej komunikuje  „jestem atrakcyjną laską”. Continue reading


Wojna różowo-niebieska pod flagą biało-czerwoną(2)

37„Facet nie może siedzieć bezczynnie”

Larry Walter, wyróżniony Nagrodą Darwina za lot na składanym krzesełku zawieszonym na balonach meteorologicznych; towarzysz samolotów w korytarzu powietrznym lotniska w Los Angeles, wyniesiony na wysokości wraz z piwem, kanapkami i wiatrówką; bohater dramatycznych meldunków o UFO i dumny sprawca awarii prądu – cytat z wypowiedzi po szczęśliwym nocnym lądowaniu, wyplątaniu się z lin,  i jeszcze szczęśliwszym dla społeczeństwa zakuciu pana Waltera w kajdanki (historia za: Susan Pinker „Paradoks płci”)

 

Kolejny  przyczynek do gender, Steven Pinker:

„Mężczyźni nie są z Marsa, a kobiety z Wenus. Mężczyźni i kobiety pochodzą z Afryki, naszej ewolucyjnej kolebki, w której ewoluowali wspólnie jako jeden gatunek. Mężczyźni i kobiety mają  takie same geny, z wyjątkiem niewielkiej liczby genów w chromosomie X, a ich mózgi są tak do siebie podobne, ze tylko neuroanatom o sokolim oku potrafi dostrzec dzielące je niewielkie różnice. Według najbardziej wiarygodnych oszacowań psychometrycznych mężczyźni i kobiety nie różnią się pod względem średniego poziomu inteligencji ogólnej. Posługują się językiem oraz spostrzegają świat przedmiotów i istot żywych w niemal taki sam sposób. Odczuwają te same podstawowe emocje, lubią seks, poszukują inteligentnych i przyjaznych partnerów życiowych, bywają zazdrośni, poświęcają się dla dzieci, rywalizują ze sobą o status i o partnerów, a czasami uciekają się do agresji, próbując osiągnąć swoje cele. Continue reading


Wstyd

011Zdarzyła mi się kiedyś w Lesie nieprzyjemna przygoda. Spacerowałam sobie, głęboko pogrążona w myślach, gdy wyminął mnie jakiś młody facet. Za chwilę wrócił kłusikiem. Z pytającą młodą mordką, nerwowy trochę acz dobrze ubrany. Grzeczny.
-Przepraszam, proszę pani, chciałbym panią o coś zapytać. Ale wie pani, niech pani odpowie szczerze, dobrze? Bo ja nie wiem… I niech się pani nie denerwuje, bo tylko spokojnie porozmawiamy.
-Słucham.
-Czy mogę się pomasturbować w pani obecności?
Zjeżyłam się, wystraszyłam się, zniesmaczyłam, wbiło mnie w ziemię. Sprawdziłam dystans, facet był ode mnie sporo wyższy i stał wyżej na pagórku. „Cholera by to wzięła”, pomyślałam gorzko, „gerontofil mi się trafił”.

-Nie.
-Więc dobrze, trudno… no, bez obrazy, przepraszam panią – miły młodzian odwrócił się na pięcie i poszedł.

Scenka ta przypomniała mi się, gdy przeczytałam psychoanalityczny tekst m.in. o kobiecym wstydzie. Continue reading


Hajda na Soplicę

img_1034Przyciągnął moją uwagę wywiad z Ewą Woydyłło, tematycznie kręcący się wokół książki Carol Gilligan, gender i dyskryminacji kobiet. Przykra to lektura. Poczułam się dotknięta tendencyjną manipulacją, demagogią i płytkością wypowiedzi, tym bardziej, że panią Woydyłło ceniłam za dotychczasową działalność.

Pada najpierw oskarżenie, jakich wiele w przestrzeni publicznej. Oskarżenie typu „Polacy są be…”, w wywiadzie w wersji „Polacy nie czytają i nie angażują się w życie społeczne”. Zjeżam się od razu na takie dictum, bo za tym nie idzie na ogół refleksja dotycząca przyczyn takiego stanu rzeczy. Na przykład taka, że ludzie zmęczeni codzienną walką o przeżycie i niepewnością jutra, wytresowani w nieufności, bezradności i wkurzeni powtarzającymi się akcjami społecznego szczucia, udają się w samoobronie na głęboką wewnętrzną emigrację. Continue reading


Wojna różowo-niebieska pod flagą biało-czerwoną(1)

img_1765Kogo otrzymamy, gdy kilkuletniego chłopca przebierzemy w różową sukienkę i nakażemy mu zabawę lalkami? Dziewczynkę? Nie. Nabzdyczonego, wściekłego chłopczyka w różowej sukience.

Steven Pinker odwołując się do antropologii kulturowej, biologii i medycyny, wytacza argumenty przeciwko feminizmowi płci, zakładającemu, że wszystkie różnice między płciami – z wyjątkiem anatomicznych – są konstruktem społecznym i wynikiem oczekiwań otoczenia. Pisze:

„Spróbujmy wyobrazić sobie eksperyment, który przyniósłby ostateczne rozstrzygnięcie kwestii: biologia czy socjalizacja. Continue reading


Dziesięć procent i żeńska półkula

Napiszę wprost: „CzaIMG_4584s kobiet” Iwony Majewskiej-Opiełki to książka dla niespełnionych kobiet klasy średniej. Jeśli chodzi o pakowaczki, kasjerki, dziewczyny z call center na umowach śmieciowych, ich czas jeszcze nie nadszedł, one nie karmią się duchowym nurtem „psychologia to religia”. Nie czepiam się: można oczywiście pisać książki o najwyższej wartości „rozwoju osobistego”, jak robi to Autorka, dawać recepty na „lepsze życie” czy wskazywać jako ideał współczesnej kobiecości Miriam, matkę Jezusa z Nazaretu. Można uprawiać różowy seksizm i dzielić wspólny świat na pół, z delikatną aluzją, że to kobiety są te lepsze, wrażliwsze, silniejsze, odważniej poszukujące (a jakże!) „dróg świadomego rozwoju”. Można, choć ja, przyznam się, po przeczytaniu „Czasu kobiet” zapragnęłam zostać facetem. Continue reading


Kolorowe Klocki

Czytuję Zwierciadło, owszem. Ironicznie powiem, że to doskonałe źródło inspiracji do psycho-kit. Tym razem znalazłam w tym czasopiśmie tak rzadki tam głos rozsądku: nie nadużywaj (cierpliwości) psychologa dziecięcego!

To nadużywanie mnie nie dziwi. Od stu lat psycholodzy i pedagodzy nauczają masy jak dziecko wychowywać: karmić czy nie karmić na żądanie, przytulać nie przytulać, reagować nie reagować, gdy płacze, rozwiązywać nie rozwiązywać dziecięce problemy, stawiać nie stawiać granic etc. Odpowiedzi- w zależności od opcji ideologicznej- są oczywiście różne. Continue reading


Kulturowa amputacja

Poniżej kilka złotych myśli o „kobiecości” przetłumaczonych z języka marketingowego na język biologiczny przez kosmitę odwiedzającego po raz pierwszy Ziemię. Biedny tłumacz z kosmosu, nie rozumie nic i męczy się nad translacją strasznie. Wie tylko, że materiał genetyczny, który określa wszelkie cechy wrodzone homo sapiens zgromadzony jest w 23 parach chromosomów. Jedna para chromosomów wyznacza płeć i to jest podobno na Ziemi ważne. Człowiek o podwójnym chromosomie X nazywa się „kobieta”. Człowiek, mający w każdej komórce jeden chromosom X i jeden Y, to „mężczyzna”.

Czym jest dla mnie kobiecość ?
Tłum: Czym jest dla mnie, człowieka o chromosomach XX, fakt bycia człowiekiem o chromosomach XX?

Czy zdarza ci się zastanawiać, co zrobić, aby być postrzeganą jako kwintesencja kobiecości?
Tłum: Człowieku o podwójnym chromosomie X, czy zdarza ci się zastanawiać co zrobić, żeby być postrzeganym przez człowieka o chromosomach XY jako człowiek o podwójnych chromosomach XX? Continue reading