O samobójstwie

surrealizmW naszej kulturze temat samobójstwa jest tabu i a taka śmierć – godna pogardy. Podkreślam: w naszej kulturze, bo są inne, gdzie śmierć samobójcza była honorowa, godna, w przeciwieństwie do śmierci naturalnej, czy z powodu choroby. Tak było w kulturze Japonii. Czy u Majów, gdzie najwyższe znaczenie przyznawano śmierci ofiarnej, samobójstwu, śmierci w walce lub w czasie porodu. Być może dlatego, by indywidualny lęk przed śmiercią nie hamował rozwoju wspólnoty.

We współczesnej kulturze europejskiej mamy okres wyparcia umierania i kompletny brak dyskusji na temat samobójstwa – chyba, że w atmosferze histerii. Choć przecież pragnienie śmierci, otarcia się o nią nie umarło, bo umrzeć nie może. Widoczne jest w modzie na sporty ekstremalne, dopalacze czy inne praktyki niszczące ciało i duszę. Tym większa chwała Jamesa Hillmana, który- w swojej głębokiej mądrości, niepokornie i dawno temu, bo aż w ubiegłym wieku – z tematem się zmierzył.

Kilka fragmentów z jego książki „Samobójstwo a przemiana psychiczna”. Być może skłonią kogoś do refleksji głębszej niż oficjalne „to jest ble i nawet o tym nie myśl!”. Dziś temat wokół samobójstwa, choć Hillman wypowiada się w swojej pracy na temat analizy i psychoterapii. Ale to na inne popołudnie.

Fragmenty. Podkreślenia moje.

O znaczeniu śmierci i fantazji samobójczych:

„Zastanawiając się, dlaczego każda analiza tak często i na różne sposoby mierzy się z problemem śmierci, zauważymy przede wszystkim, że śmierć następuje po to, by umożliwić przemianę. Kwiat więdnie, gdy rozwijają się owoce, wąż zrzuca skórę, a dorosły odrzuca to, co było dziecinne. Siła twórcza zabija, tworząc to, co nowe […]

Położenie kresu samemu sobie oznacza osiągnięcie własnego kresu, odnalezienie kresu lub granicy tego, czym się jest, aby osiągnąć to, czym się -jeszcze -nie jest. „To” zostaje zamienione na „tamto”; porzuca się jadą płaszczyznę, by przejść na inną. Samobójstwo jest próbą gwałtownego, dokonywanego przez śmierć, przejścia z jednej płaszczyzny na drugą […]

…fantazje samobójcze uwalniają od powszedniego i tradycyjnego patrzenia na rzeczy, umożliwiając spotkanie z rzeczywistością duszy.

O potrzebie śmierci jako przemiany

Różnorodność świata obrazów, poprzez które może się wyrażać śmierć, zdaje się nieograniczona. Każdy z nich ukazuje to, w jaki sposób nieświadomość odzwierciedla pojmowanie śmierci przez świadomość w całej skali – od słodkiej ucieczki do brutalnego morderstwa. Za każdym razem, kiedy takie obrazy przenikają do przeżycia i rozpoczyna się nowa faza cierpienia, następuje rezygnacja z cząstki życia i przechodzimy przez stratę, smutek i ból. Towarzyszą im samotność i izolacja. Za każdym razem coś się kończy.

Jeżeli przeżycie śmierci trzyma się obrazu suicydalnego, oznacza to, że „ja” pacjenta i wszystko to, co uważa on za „ja”, dobiegło końca. Cała sieć i struktura muszą się rozpaść, wszelkie związki i więzy zostają rozluźnione. „Ja” żąda całkowitego i bezwarunkowego uwolnienia. Budowane dotąd życie staje się klatką zobowiązań, którą trzeba rozbić; w wypadku mężczyzny odbywa się to często poprzez przemoc męskiej siły, w wypadku kobiet poprzez rozpłynięcie się w łagodnie gościnnym łonie natury, tak jak ma to miejsce podczas utonięcia, otrucia lub zaśnięcia. To, co nastąpi później nie jest rozpatrywane w kategoriach lepsze-gorsze; to co nastąpi później, będzie w każdym razie inne, całkowicie inne; „całkiem inne”. To, co nastąpi później nie ma znaczenia, gdyż odwodzi od doświadczenia śmierci i pozbawia je skuteczności.

A właśnie ta skuteczność jest ważna. To, kiedy i jak się pojawia, jest mniej ważne wobec kwestii, dlaczego się pojawia. Z tego, co na jej temat dowiadujemy się od samej psyche, wynika, że skuteczność doświadczenia śmierci polega na tym, by w krytycznym momencie spowodować radykalną przemianę. Jeśli w takiej chwili podniesiemy argument prewencji w imię zachowania życia, udaremnimy radykalną przemianę. Dogłębny kryzys jest doświadczeniem śmierci; nie można mieć jednego bez drugiego. Na tej podstawie wysuwamy przypuszczenie, że doświadczenie śmierci jest dla życia fizycznego nieodzowną koniecznością. To oznaczałoby jednak, że również kryzys suicydalny będący określoną formą doświadczenia śmierci musi być traktowany jako konieczny dla życia i duszy.

O przejawach potrzeby doświadczenia śmierci

Continue reading


Wszyscy mamy źle w głowach

metaforyzm-ryzykŻe żyjemy.

I pocieszamy się, że to ma sens.

 Zbierałam się do tego artykułu od dawna, ale choć temat czuję (myśli o „nieistnieniu” – jak większości ludzkości – towarzyszą mi od zarania samo-świadomości) to wiem, że naruszam pewne tabu. Ba, każde poruszenie tematu inne niż „samobójca jest chory”, „samobójca to wariat”, „nie wolno tego robić” etc. można dziś podciągnąć pod naruszenie medialnego, obarczonego paragrafem zakazu „podżegania do samobójstwa”. Żadne zachęcanie kogokolwiek do czegokolwiek nie jest moją intencją. Cela dit, z ryzykiem niezrozumienia za plecami- piszę dalej.

Na portalu psychologia.net ukazał się artykuł Mariusza Sobkowiaka „Jak rozpoznać symptomy samobójcze i czy samobójcy naprawdę pragną własnej śmierci?”, poznawczo poprawny i ciekawy (artykuł oczywiście, bo nie wiem jak Autor), nie wychodzący jednak poza obowiązujący schemat „samobójstwo=choroba”. Autor reasumuje (podkreślenia w cytatach moje):

„…stwierdzić należy, że akt odebrania sobie życia nie jest zachowaniem incydentalnym, odizolowanym od wcześniejszego spektrum myśli, poglądów, zachowań i działań. Samobójstwa można w pewnym zakresie przewidywać, spoglądając na zachowania suicydalne jako continuum pewnej psychologicznej reakcji. Reakcja ta związana jest ze specyficznym typem zaburzenia myślenia i postrzegania pod nazwą „zawężenie suicydalne”. Mając na względzie fakt, iż zamiar odebrania sobie życia wynika ze swego rodzaju błędu myślowego, z którego sam suicydent nie jest w stanie się wydostać, daje to nam prawo, a nawet nakłada na nas obowiązek reagowania na symptomy samobójcze i obliguje do zapobiegania ewentualnej śmierci suicydenta.”

To klasyka tematu (jak ją widzę): potencjalni samobójcy są wśród nas, ich głowa myśli z sposób „zawężony”, anormalny, a my wiemy co jest normalne, więc mamy moralny obowiązek rozszerzenia ich horyzontów – nawet kosztem wolności. Gdyby tylko zmienić ich „błędy myślowe” to do samobójstw by nie dochodziło.

 

***

Niewiele jest materiałów wychodzących poza schemat „samobójstwo=choroba=złe myślenie”. Jednym z nich jest artykuł Tomasza Stawiszyńskiego „Obrona przed chaosem” http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20140830/stawiszynski-obrona-przed-chaosem.  Autor widzi  w samobójstwie pełnoprawny akt kulturowy a w oburzeniu po śmierci Williamsa- hipokryzję.

Ciekawy jest też fragment książki Anny Bojarskiej „Biznesmen idzie do raju”, w którym Autorka łączy tematykę samobójstwa oraz ludzkiej wolności i podmiotowości. Oto mój ulubiony kawałek:

„Profesor filozofii i medycyny, Tadeusz Bilikiewicz, przedstawił ( znowu staroć, ale naprawdę TO nie ulega zmianie) przepisy dotyczące umieszczania chorego w polskim szpitalu psychiatrycznym: „… podać należy, czy chory jest niebezpieczny dla porządku prawnego lub w razie zamiarów samobójczych dla samego siebie. (…) Sprzeciw samego chorego lub jego nieuświadomionego otoczenia należy przezwyciężać usilną i rozumną perswazją. (…) Jeżeli lekarz dopatrzy się złej woli w postępowaniu faktycznych opiekunów chorego odmawiających wyrażenia zgody na leczenie szpitalne, a chory może stanowić niebezpieczeństwo dla porządku prawnego lub samego siebie, ma wtedy obowiązek powiadomić o tym właściwego prokuratora”

Podkreślone słowa : dla siebie samego, znowu prowadzą do problemu, który ustawicznie tu powraca – do granic wolności jednostki. Co one właściwie oznaczają? Oczywiście – że nie jesteśmy właścicielami samych siebie, że nawet wobec samych siebie nie mamy żadnych praw. Cała psychiatria zresztą jest tego dowodem, pojęcie choroby psychicznej potwierdza to w wystarczający sposób. A przecież tak definitywne odarcie człowieka ze wszystkiego nie jest bynajmniej właściwe każdej teorii politycznej, każdemu systemowi władzy: prawo do samego siebie posiadał, na przykład, obywatel starożytnego Rzymu. Tu również zmiany (wydawałoby się, że nieodwracalne) wprowadziło chrześcijaństwo. Jeżeli własne ciało jest tylko depozytem Boga, nie wolno, rzecz jasna, depozytu unicestwić. Ale jak mogły motywować podobny zakaz świeckie władze polityczne?

Grzech przeciw Stwórcy zmienił się po prostu w chorobę. Chorobę, której najostrzejszym bodaj wyrazem jest pragnienie zniszczenia tego, co stanowi depozyt już nie Boga, ale państwa. Przymusowi leczenia podlegają niektóre choroby zakaźne: dla dobra ogółu. To da się racjonalnie uzasadnić. Podlegają temu zaburzenia psychiczne, objawiające się irracjonalną agresją wobec innych: uzasadnienie jest podobne. Ale przymus objął tendencje, w których doszukać się można „niebezpieczeństwa dla siebie samego”. To nie ma już nic wspólnego z imperatywami społecznymi, takimi, jak je pojmuje człowiek nie będący wyznawcą Platona. […]

Zbrodnią szczególną jest usiłowanie opuszczenia tego świata. Naturalna decyzja wolnego człowieka w oczach Rzymian; grzech śmiertelny według Kościoła chrześcijańskiego; objaw choroby psychicznej zdaniem prawodawców epoki post-feudalnej.”

***

 Kilka myśli wokół (nieodkrywczych, ale zawsze dobrze, że się myśli, choć trochę).
 Gdy zaczyna się  ten dar boży życia analizować to wychodzą paradoksy. Z pewnością niektórzy będą się upierać przy „wartości ludzkiego życia”. Upór nic tu nie pomoże: patrząc na historię ludzkiego bydlęcia „życie ludzkie” nie stanowi żadnej wartości, choć ciągle fantazjujemy, że stanowi. Wystarczy wejść w dyskurs „poświęcenie”, „wojna”, „biznes”, „rozkaz Boga”, „honor” a życie ludzkie przestaje natychmiast istnieć jako wartość.  W naszej kulturze tabu nakłada się na samobójstwo; na zabójstwo się zezwala, jeśli zostaną spełnione określone warunki (wojna, samoobrona, wartość wyższa). Dopuszcza się metaforę samobójstwa w opisie bohaterskiej a beznadziejnej obrony Swoich (samobójcy-bohaterzy; „polegli za Ojczyznę”, „oddali krew za przyszłe pokolenia” etc). Jednak narracja wierności ideałom i indywidualnym wartościom (śmierć Sokratesa) wygasła i – założę się – jest już dziś synonimem „braku elastyczności” czy „braku zdolności adaptacji”.  Tym samym, nie ujmuje się samobójstwa wprost i świadomie jako części kultury, narracji kulturowej i historycznej czy efektu przywiązania do wartości uważanych za ważniejsze (Prawda).

W samobójczej śmierci wolimy widzieć dramat, szaleństwo lub chorobę – choć można też zobaczyć akt wolności, stworzenia, złamania naturalnych instynktów, wyraz szaleństwa-talentu, zmierzenia się z Bogiem. Z tą wolnością coś jest na rzeczy, jako że ludzi planujących samobójstwo po prostu – w imię prawa- się dziś więzi w psychiatryku, jak wytyka nam Bojarska.  I tak humanitarnie. Dawniej odratowanych samobójców uroczyście karano śmiercią a tych, którym się udało przejść na tamten świat bez tortur na rynku – symbolicznie separowano („ziemia niepoświęcona”). To wszystko w ramach kary za odrzucenie daru boskiego i wartości wspólnoty. I ta podskórna kara za samobójstwo (więzienie, pozbawienie praw dziś czy kara śmierci niegdyś, etykietka „tchórzostwa”) jest głęboko w naszej kulturze zakorzeniona. To nie jest tylko, moim zdaniem, kwestia kultury terapeutycznej (prykaz „czuj się dobrze”/”żyj pełnią życia”). Korzeni podejścia do samobójstwa jako czegoś nieludzkiego (czytaj: wyrazu wolności, indywidualizmu, nie-do-uniesienia talentu) szukałabym w chrześcijaństwie. Paradoksalnie, podstawową narracją chrześcijaństwa zabraniającego samobójstwa pod karą boską jest narracja o wyrafinowanym samobójstwie Jezusa z Nazaretu. (I pogardliwa krytyka samobójstwa judaszowego, jego dojmującego, arcy-ludzkiego aktu rozpaczy.) Continue reading


Odpowiedzialność psychologa/terapeuty-aspekty prawne(1)-samobójstwo klienta

14Jaka jest faktyczna możliwość pociągnięcia psychoterapeuty do odpowiedzialności karnej w przypadku, gdy jego pacjent targnie się na swoje życie?

Nie, nie, proszę się nie łudzić…

Żadna.

Jak argumentuje  Małgorzata Szeroczyńska w artykule „Odpowiedzialność karna psychoterapeuty w przypadku samobójstwa pacjenta” (Prokuratura i Prawo 4, 2012, http://www.ies.krakow.pl/wydawnictwo/prokuratura/pdf/2012/04/2szeroczynska.pdf) dzieje się tak z powodu m.in.

  • braku ustawowego obowiązku niesienia pomocy (odpowiadającego  art. 30 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty)
  • braku obiektywnych mierzalnych standardów diagnozy i terapii :” O ile w medycynie dość łatwo jest ocenić zarówno obowiązek podjęcia danych działań leczniczych, jak i ich skuteczność, o tyle weryfikacja dostępności, a tym bardziej skuteczności, metod terapeutycznych w psychoterapii pozostaje raczej domeną”wróżenia z fusów” niż wiedzy ścisłej.”
  • braku aktów wykonawczych do ustawy o zawodzie psychologa: Continue reading