Zwariowaliśmy

obraz-beksinskiego-obrazy-olejne-kopie-i-reprodukcje-na-plotniePoniżej tekst sprzed sześciu lat. Nieaktualny, bo dziś już  z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że homo sapiens popełnia samobójstwo zabierając ze sobą wszelkie wyższe formy życia.  Nie pomogą nam ptaki wymalowane na muralach, piękne plakaty z błękitnymi wodami mórz ani też żarcie vege w czyściutkich, plastikowych restauracjach. Bez względu na to, czy przyjmiemy to do wiadomości czy nie, bez względu na samo-oszustwa, pocieszajki, wystudiowaną ślepotę, plastry jakie nakleimy na lęk, rzeczywistość jest jedna (mimo iż złożona) i nie jest zmiennym ludzkim dyskursem. Choć my żyjemy w szponach narracji, które kupujemy od tych, którzy pociągną z tego (jeszcze przez chwilę) zyski. Te narracje są fałszywe i mnóstwo ich: „możesz być kim chcesz”, „chcieć to móc”, „co z tego będziesz mieć”, „ty wybierasz ty decydujesz”, „zrównoważony wzrost”, „miłość bliźniego”, „korona Stworzenia”, „racjonalność, „wolność”, „postęp”, „czyńcie sobie ziemię poddaną…”, „na koniec czasów przyjdzie Pan” czy też znów „integracja Ja”, „prawo do szczęścia”…

No i daliśmy sobie wmówić, że myślenie „katastroficzne”, będące w zasadzie alarmem i ostrzeżeniem, jest objawem ciężkiej choroby, depresji, i należy je leczyć tak jak „pesymizm”. Nauki o człowieku przecież też są narracją nie dotykającą rzeczywistości, bo nauka dziś gada sama ze sobą.

Nie nauczono nas twardości  i odwagi spojrzenia prawdzie w twarz.

Proszę wyobrazić sobie Ziemię jako pustynię, martwy fioletowy ocean i …nie zapłakać nad Stratą. Nie da się.

Continue reading


Kłamstwa Rozwoju Osobistego

b1297052e506Dziś w psycho-kit Grzegorz Gajcy i jego artykuł „30 Kłamstw Rozwoju Osobistego, Które Niszczą Ludziom Życie (cz.1)” 

Za miłym pozwoleniem Autora.

Trzeźwe, realistyczne spojrzenie na bzdurki dotyczące „rozwoju osobistego”. Powiedziałabym: spojrzenie bezlitosne, ale dzięki temu mądre. A bzdurki rozbrajające w swojej naiwności. Pod tekstem się podpisuję, serdecznie polecam i czekam na ciąg dalszy, bo lista kłamstw rozwoju osobistego długaśna.

„Czy wierzysz w zestaw głupot i kłamstw, którymi bombardowani są klienci branży rozwoju osobistego? Nie, nie jestem przeciw niej. Sam interesuję się nią od 7 lat. Tyle tylko, że tak jak nauka bez moralności prowadzić może na ścieżkę doktora Mengele, tak też rozwój osobisty oparty wyłącznie o marketing i biznes niszczy ludziom życie. Bo chcą mieć łatwo, szybko i bezboleśnie, a by im to obiecać, musisz skłamać. Jak więc kłamie się w branży „rozwojowej”, by dobrze zarobić? To część pierwsza wpisu, bo czuję, że będzie tego baaaaardzo dużo.

 

Życie jest po to, by być szczęśliwym

Nie, nie jest po to. W zasadzie, według wielu różnych filozofii nie jest po nic. Podporządkowywanie wszystkiego w życiu tylko i wyłącznie własnemu szczęściu i zachciankom to bardzo egoistyczne zachowanie, często także prowadzące do szkody innych. Bo przecież skoro celem mojego życia jest moje szczęście, to co mnie obchodzą inni? Niestety, rozwój osobisty wkłada ci do głowy zbyt dużo „ja chcę”, a zbyt mało „powinienem” lub „dobre dla nas wszystkich jest”.

 

Każdy może mieć swoje poglądy i powinniśmy wszystkie tolerować

Idiotyzm. Rozumiem, że lewicowe środowiska takich krajów jak Holandia, czy USA ostro działają na rzecz legalizacji pedo, czy nekrofilii (poczytaj o partii Martjin i obejrzyj film dokumentalny pt „Syndrom Kinseya”, jeśli uważasz, że sobie to wymyśliłem) ale to naprawdę nie świadczy o tym, że mają rację. To samo tyczy się religii i poprawności politycznej. Jeśli twoja religia nakazuje ci zabijać, kraść, palić homoseksualistów, czy oszukiwać, zacznij od siebie i na sobie skończ. Ogromny problem z tolerancją polega na tym, że większość tak naprawdę nie rozumie, czym tolerancja jest. Dlatego rozum przegrywa z poprawnością polityczną i dlatego 98% daje sobie wsadzić do głów nonsensy 2%, które wiedzą, jak robić sobie dobry PR i zgrywać uciśnione ofiary.

 

Jesteś stworzony do wielkich rzeczy

Nie jesteś stworzony do żadnych rzeczy. Nawet do przetrwania nie jesteś stworzony, bo zawsze zdarzają się defekty, które mogłyby ci to uniemożliwić. Jeśli tak jak ja, interesujesz się socjocybernetyką, czy religioznawstwem, łatwo zauważysz, że rozwój osobisty spełnia praktycznie wszystkie kryteria, które pozwalałyby uznać go za religię. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo nie o tym jest artykuł, ale możesz to zobaczyć sam. Jako quasi religia ustawia system wartości, celów w życiu, jego sens i charakter działań, jakie człowiek uważa później, że powinien lub chce podejmować. Rozwój twierdzi, że jesteś stworzony by być wielkim. Inna filozofia może mówić, że jesteś stworzony do rozmnażania się i przetrwania. Jeszcze inna, że jesteś stworzony by zabijać niewiernych, a kolejna – by kochać swoich bliźnich i czynić rzeczy, które są miłe wam obu. Choose wisely.

 

 

Każdy ma równe szanse, startujemy z czystą kartą

Nie ma czegoś takiego, jak czysta karta. Masz geny, rodzice mają przeszłość społeczną, prawną, finansową, edukacyjną. Rodzisz się i rozwijasz w określonym położeniu geopolitycznym, masz dostęp do określonych rzeczy, a do innych być może nigdy nie będziesz miał. Nie daj sobie wkręcić, że wychodzisz z bloków tak samo przygotowany i przystosowany, jak inni. Nie dorobisz się miliardów w jedno pokolenie, tak jak nie zbudujesz idealnego zdrowia, jeśli twoja matka była narkomanką, przeżyła ogromny i długotrwały głód, piła w ciąży lub cierpi na choroby genetyczne, które przeszły także na ciebie. Zapoznaj się z tym, czym jest i co mówi epigenetyka, by wiedzieć więcej i móc wpływać na siebie i przyszłe pokolenia pod kątem biologicznym. Wszystko, czego nie dostałeś od rodziców, musisz wypracować i nie ma mowy o starcie na równi z innymi.

 

Musisz myśleć pozytywnie, wtedy więcej osiągniesz

Pozytywne myślenie jest cholernie groźne i naiwne. Jest przyjemne, ale to nic nie znaczy, bo wiele rzeczy zbyt przyjemnych źle się kończy. Praktyka pokazuje, że ludzie myślący realistycznie lub nawet negatywnie osiągają lepsze efekty, bo po prostu się zabezpieczają. Trzeba jednak odróżnić dwie sprawy: myślenie pozytywne od pozytywnego nastawienia. Pozytywne nastawienie jest ważne i pożyteczne. Z kolei myślenie, że wszystko zawsze pójdzie super jest po prostu idiotyzmem i kończy się porażką. Nie wpadaj w ten schemat i patrz na sprawy realnie. Brian Tracy zawsze mówił, że najważniejsze to poznać rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaka byśmy chcieli, by była. Tracy to chyba jedyny guru rozwojowy, w którego wypowiedziach i karierze nie udało mi się znaleźć żadnych oszustw, przekrętów i perfidii (czego niestety nie można powiedzieć o Robbinsie, Kiyosakim, Trumpie i „elicie” polskich trenerów). Możesz wierzyć Brianowi – nigdy nie myśl pozytywnie. Zawsze zastanawiaj się, co może się zepsuć, po czym od razu stwórz plan naprawy lub najlepiej przeciwdziałania.

 

Moralność jest tylko systemem, poza który warto wyjść, by osiągać więcej

Zsekularyzowane społeczeństwo zachodu bardzo lubi to hasło, bo jest wygodne i przyjemne. Pozwala na wyciszenie głosu sumienia i skoczenie w przepaść całkowitego hedonizmu i dbania wyłącznie o swoje potrzeby. Bo przecież moralność i dobro nie istnieją! Liczy się tylko moja przyjemność. Na szczęście lądując w więzieniach, na śmietnikach i marginesie społecznym przypominają sobie o podstawach i wracają do nich, choć nie każdemu jest to dane. Nonsens relatywizmu tak religijnego jak ideowego jest bezpośrednio związany z modernizmem, którym przesiąknięta jest lewicowa strona sceny politycznej wraz ze swoim wątpliwej jakości elektoratem. Jeden z popularnych polskich trenerów NLP i rozwoju często powtarzał „Ja się nie zajmuję etyką, tym się zajmuje ksiądz”. Na ironię zakrawa fakt, że powstało na temat jego przekrętów kilka blogów opisujących opinie i doświadczenia klientów, a jego biznes upadł już zdaje się trzy lub czterokrotnie.

 

Nigdy się nie poddawaj, wtedy osiągniesz sukces

Poddawanie się jest bardzo fajne, gdy próbujesz osiągnąć szkodliwy cel. Nierentowne biznesy, szkodliwe diety, kontuzjogenne treningi i toksyczne relacje to rzeczy, które wręcz proszą się o poddanie. Nieustępliwość jest świetna, gdy grasz o wysoką stawkę, ale nie daj sobie wmówić, że cokolwiek zaczniesz robić, jest dobre. Nie, nie jest. Realnie podejdź do tematu, badaj wyniki i poddawaj się, gdy strategia nie działa lub cel okazuje się zbędny. Robienie rzeczy tylko po to, by powiedzieć o sobie, że jesteś konsekwentny i nic więcej to po prostu głupota.

 

Najważniejsza jest ciężka praca, niezależnie od tego co robisz

Ciężka praca to podstawa sukcesu, pod warunkiem, że cel jest jej wart. Wiele osób wkłada w swoją pracę niewiarygodne pokłady sił. Czy osiągają sukces? Rzadko, ponieważ praca wymagająca tytanicznego wysiłku nie zawsze jest pracą WARTĄ tego wysiłku. Możesz wkładać w roznoszenie ulotek 100% swoich sił 24 godziny na dobę. Czy staniesz się milionerem? Nie, bo ta praca nie ma możliwości doprowadzenia cię do sześciu zer na koncie. Gloryfikacja pracy za wszelką cenę była dobra w stalinowskiej Rosji, gdy miliony ginęły z głodu, a kolejne w obozach. Najpierw wybierz właściwą pracę i warte jej cele, dopiero później włóż w to wszystkie swoje siły.

 

Wszystko, co ci się przydarza, zależy od ciebie

Jadący z zawrotną prędkością autobus uderzył w ciebie, bo miałeś negatywne myśli! No tak, dajmy sobie spokój z „sekretową” jazdą. Rhonda Byrne zarobiła swoje, pewnie teraz produkuje inne pierdoły, a ci, którzy łyknęli jej filmy żyją w rozczarowaniu lub depresji. Nie, nie wszystko co się z tobą dzieje zależy od ciebie. Masz na to duży wpływ, ale nie stuprocentowy. Dlatego tak ważne jest inwestowanie w świadomość tego, co cię otacza (polityka, społeczeństwo, kultura, koniunktura, geopolityka, prognozy eksperckie itp), bo wspaniały spec od wszystkiego może w jednej chwili zostać zdmuchnięty przez falę kryzysów finansowych, czy parę bombek zrzuconych na niego dzięki kochanym politykom.

 

Rozwój służy do tego, by życie było łatwe i przyjemne

Byłoby to piękne, gdyby istniała taka możliwość. Ale nie na tym polega rozwój i osiąganie rzeczy. To, co robimy korzystając z narzędzi rozwoju osobistego staje się coraz trudniejsze, bo ciągle podnosimy poprzeczkę. Najczęściej nie można mieć więcej, łatwiejszymi sposobami. Owszem, są możliwości pójścia na skróty, podłączenia się pod dochodowy trend i osiągnięcia szybkiego sukcesu, ale to nikły procent wszystkich osiągnięć, jakie są udziałem ludzi na świecie. W większości przypadków w miarę osiągania kolejnych szczytów wszystko staje się coraz trudniejsze, bo nagrody dostajesz właśnie za to, że umiesz zabijać coraz większe smoki, a nie dlatego, że dajesz z siebie coraz mniej.

 

Powinieneś pracować dla pasji

Czy wiesz, że jaskiniowcy odkryli pierwsze prawa rozwoju osobistego? Dokładnie, to nie błąd w tekście! Odkryli oni mianowicie, że jeśli nie będą pracować, zginą tak jak 90% ich braci, bo praca nie jest dla pasji, tylko dla poprawienia i utrzymania poziomu życia. Idea rozwoju osobistego, który już wcześniej nazwałem quasi religią, zakłada podejście oparte o przyjemność, ambicję, marzenia i bezproblemowe życie. To oczywisty nonsens, ale świetnie się sprzedaje. Praca w tej religii ma być źródłem przyjemności, sukcesów, ogromnej kasy, zaszczytów i nie wiadomo czego jeszcze. No niestety, fakty niszczą tą wizję, podobnie jak spotkanie z pierwszym lepszym problemem zawodowym, bo praca nigdy nie była i nie będzie stworzona dla ciebie, czy dla przyjemności, ale dla osiągnięcia zysku, utrzymania lub podniesienia standardu życia, czy też odkrycia czegoś. Praca, która daje sukcesy wcale nie musi być przyjemna. Wręcz przeciwnie – największe sukcesy, pieniądze i honory spotykają tych, którzy mają cholernie ciężkie i wymagające zawody.

Continue reading


Przepisanie narracji

sag-3Fragment eseju Papież versus Dalajlama autorstwa Slavoja Żiżka. Całość tutaj, gdyby ktoś gustował w mękach lacanowskiego rozwarstwiania świata  i powidoku leninowskich idei.

Ale tu ciekawy fragment o nieskończonym i coraz wygodniejszym przepisywaniu narracji:

 „Nie idzie więc tylko o to, że akt etyczny – oprócz tego, że dokonuje się go w imię obowiązku – ma także rzeczywiste skutki, także ingeruje w rzeczywistość. Posiadająca rzeczywiste konsekwencje ingerencja w rzeczywistość to nie wszystko; akt etyczny redefiniuje to, co za rzeczywistość się uważa. We właściwym akcie etycznym to wewnętrzna intencja i zewnętrzne konsekwencje zbiegają się; są dwiema stronami tego samego. Nawiasem mówiąc, odnosi się to także do nauki. Nauka dotyczy Realnego nie tylko w tym sensie, że objaśnia rzeczywistość (na przykład mówiąc nam, że wzór wody to H2O), ale także dlatego, że generuje nowe obiekty, które są częścią naszej rzeczywistości i jednocześnie rozsadzają jej ustalone ramy (bomba atomowa czy klony – jak nieszczęsna Dolly). Stwierdzenie, że woda to pewien związek wodoru i tlenu, pozostawia naszą rzeczywistość taką, jaka była przedtem – po prostu dubluje ją na innym poziomie (wzorów chemicznych i tak dalej), informując, czym rzeczywistość jest „tak naprawdę”. Potworność Realnego staje się oczywista wtedy, gdy za pośrednictwem wiedzy naukowej nowe, pozornie nienaturalne obiekty stają się częścią naszej zwykłej rzeczywistości.

Jakie są praktyczne konsekwencje tego stanowiska? Kiedy kończyłem pracę nad jedną z moich pierwszych anglojęzycznych książek, wydawca uparł się, bym sporządził przypisy zgodnie z niesławną zasadą „autor” „data” (w tekście głównym umieszcza się tylko nazwisko autora, rok publikacji i numer strony, pełna bibliografia w porządku alfabetycznym podana jest na końcu książki). Aby odegrać się na wydawcy, objąłem tą zasadą także cytaty z Biblii. W bibliografii umieściłem ją jako „Chrystus, Jezus. 33. Myśli i przemówienia zebrane, red. Mateusz, Marek, Łukasz, Jan, Jerozolima”, zaś w głównym tekście zawarłem uwagi w rodzaju „(W kwestii tego pojęcia zła patrz interesujące uwagi w: Chrystus, 33)”. Wydawca odrzucił manuskrypt, twierdząc, że uprawiam obrazoburstwo, i nie wykazał zrozumienia dla mojego kontrargumentu, że taka procedura – traktowanie Chrystusa-Boga jak zwykłego człowieka, który został ukrzyżowany pomiędzy dwoma złoczyńcami – jest głęboko chrześcijańska. Chrystus jest pierwszym i jedynym „gotowym” Bogiem (ready-made God) w historii religii. Jest całkowicie ludzki, w jego cielesnej postawie nie ma niczego, co wyróżniałoby go spośród innych.

Tak jak rower i pisuar Marcela Duchampa nie są dziełami sztuki na mocy jakichś wewnętrznych własności, ale z racji swojego usytuowania, tak i Chrystus jest Bogiem nie z powodu wewnętrznych boskich przymiotów. Ma boskie cechy (zmartwychwstał, potrafił dokonywać cudów) dlatego, że jest synem bożym i zajmuje to symboliczne miejsce. W samym sercu chrześcijaństwa dokonuje się przejście od tragiczności do komizmu: Chrystus stanowczo nie jest postacią dostojnego, bohaterskiego mistrza.
 

 Jest to także powód, dla którego dobry chrześcijanin nie powinien czuć się obrażony, lecz szczerze rozbawiony takimi parodiami jak The Politically Correct Guide to the Bible Edwarda Mosera. Książka oparta jest na prostym zabiegu: poszczególne ustępy rozpoczynają się od znanych i dostojnych cytatów z Biblii, do których dodaje się rozmaite współczesne uzupełnienia (zgodnie ze znanym powiedzonkiem Marksa dotyczącym funkcjonowania w warunkach wymiany rynkowej praw człowieka zagwarantowanych przez rewolucję francuską: „Wolność, równość, Bentham”). „Choćbym szedł ciemną doliną, nie będę się lękał zła, bowiem zło i dobro to tylko logiczne konstrukty”. „Zaczęli mówić w różnych językach i każdy słyszał pozostałych w swoim, a to z racji dwujęzycznych programów nauczania”. To przepisywanie Biblii osiąga kulminację, kiedy Moser robi z Dziesięciu Przykazań „Dziesięć Zaleceń”. Wystarczy zacytować dwa z nich: „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił i robił w tym czasie wszystkie zakupy”, „Nie będziesz używał imienia Pana Boga swego nadaremnie, lecz wypowiadał je z werwą- szczególnie jeśli jesteś gansta-raperem”.

 
Kłopot w tym, że to, co tutaj jest tylko satyrą, ma w miejsce w rzeczywistości. John Gray, autor książki Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus, przedstawił w programach telewizyjnych Oprah Winfrey swoją zwulgaryzowaną wersję psychoanalizy narracyjno-dekonstrukcjonistycznej. Ponieważ ostatecznie jesteśmy opowieściami, które snujemy na swój temat [hmmm?-dop. mój], klucz do wyjścia z psychicznego impasu leży w twórczym, pozytywnym przepisaniu (rewriting) narracji dotyczącej naszej przeszłości. Tym, co Gray ma na myśli, nie jest po prostu standardowa terapia kognitywna polegająca na zastępowaniu negatywnych fałszywych sądów na własny temat pozytywnym przekonaniem, że jestt się kochanym i zdolnym do twórczego działania, lecz bardziej radykalny, pseudofreudowski zabieg polegający na cofnięciu się do sceny zadawania pierwotnej, traumatycznej rany. Gray akceptuje psychoanalityczne przekonanie o istnieniu traumatycznego doświadczenia z dzieciństwa, które odciska piętno na całym dalszym rozwoju podmiotu, ale nadaje temu doświadczeniu patologiczny rys. Uważa, że po regresji do pierwotnej traumatycznej sceny i stawieniu jej czoła podmiot powinien, pod kierunkiem terapeuty, uczynić tę scenę – ową ostateczną fantazmatyczną ramę swojej subiektywności – częścią bardziej pozytywnej, łagodnej i produktywnej narracji. Jeśli w pierwotnej traumatycznej scenie, która pozostawała w nieświadomości, deformując i hamując twoją kreatywność, ojciec krzyczał na ciebie: „Jesteś do niczego! Gardzę tobą! Nic z ciebie nie będzie!”, powinieneś przekształcić ją w nową scenę: łagodny ojciec uśmiecha się i mówi: „Jesteś w porządku. Całkowicie ci ufam!” (W jednym z programów Gray zademonstrował, na czym polega ów zabieg przepisywania przeszłości na przykładzie pewnej kobiety. Pod koniec seansu rzuciła mu się na szyję, szlochając ze szczęścia.).


Duchowość, Prawdziwe Ja… whatever

imagesGdy otrzymałam ten link od Czytelnika (pozdrawiam i kajam się, że tak długo komentarz się pisał) pomyślałam z zachwytem koprofaga nad kawałkiem wiecie-Państwo-czego „jaki piękny, wręcz doskonały, produkt masowej kultury indywidualizmu. Jaka cudowna ilustracja narcystycznego wątku naszych czasów, jaka perełeczka!:)”. Link odnosi do oferty „eksperta”, piszącego się Bogu-Sław, który porzucił życie korporacyjne na rzecz poszukiwań duchowych a po doznaniu oświecenia zaczął udzielać duchowego wsparcia maluczkim, którzy chcą odnaleźć swoje szczęście a raczej, jak pisze z rzygliwą, teatralną emfazą Autor: Szczęście.

Oferta i sama postać pana Bogu-Sława – wbrew pozorom luzackiej ekscentryczności i uduchowienia – wydaje mi się banalna i wpisuje się doskonale we współczesne miałkie prądy kulturowe. Bałdzo amełykańskie płądy: mamy tu american dream w postaci „prawdziwego sukcesu”, pustosłowne „prawdziwe Ja”,  Juniwers, njuejdż, to wredne unieszczęśliwiające ego, beeds-flowers-freedom-happiness…

I amełykański sukces: sprzedać totalne NIC za kupę całkiem realnej forsy.

Oferta nadana językiem cudownym, pełnym zapachów i podtekstów. A tam, gdzie nijak nie rozumiem, bo to język zbyt wonny i pusty, zaznaczam (lekceważąco, bo bezradnie) „whatever„. Przecież nie można zawężać sobie bramy poznania do jakichś tam znaczeń…

Kilka tagów, cytatów z książki Małgorzaty Jacyno, choć każde zdanie z podlinkowanej strony zasługiwałoby na pełny komentarz.

 

Prawdziwe Ja

W życiorysie pana Bogu-Sława czytamy:„Tam [na Hawajach] zaczęła się podróż do swojego wnętrza. Poprzez liczne Medytacje i pracę nad sobą, odpuszczałem warstwy obaw, ego oraz iluzje w których żyłem. Jednocześnie coraz bardziej poznawałem Prawdziwego Siebie.”

To Prawdziwe Ja (whatever) to przebój ostatnich czasów (wcześniej, zdaje się, była „dusza”). Jakże fajnie wpisuje się w świat sztuczności i reklamy. Nie jako odskocznia, ale „idealny produkt”. Jak w reklamie, która w życiu nie przedstawi prawdziwej (niedoskonałej) szynki i prawdziwego (jełczejącego mimo konserwantów) majonezu. Reklama pokazuje samą „szynkowość”, „majonezowość”, nasze wyobrażenie o „prawdziwości”. Symulakra udają – symulakrami będąc – „prawdziwość”, są destylatem prawdziwości, który poraża sztucznością. Podobnie jest z Prawdziwym Ja –  to „obiekt prawdziwy”, co nie znaczy idealny a będący raczej zbiorem naszych wyobrażeń, jak Ja powinno wyglądać.

Problem w tym, że samo pojęcie Ja jest dość iluzoryczne. Dziś – zgodnie z panującym sposobem opisu świata jako zdecentralizowanego, demokratycznego, pluralistycznego, płynnego, bez władzy zwierzchniej – w narracji psychoterapeutycznej mówi się raczej o tłumie wewnętrznych postaci (mindellowska POP)  a neurobiolodzy opisują mózg jako zbiór niezależnie od siebie działających ośrodków. Oczywiście owa iluzja jednego ośrodka wewnętrznej władzy jest jak najbardziej potrzebna, bo inaczej stalibyśmy się płynni jak schizofrenicy. Poczucie Ja przemienia się w naszym sztucznym świecie w Prawdziwe Ja, które ma być esencją, Graalem, czymś innym  niż wszystkie (nasze, bliskie) maski, jakie zakładamy wobec Innego. Ja jednak uważam, ze wszystkie nasze maski, Cienie i demony są jak najbardziej prawdziwą odpowiedzią na środowisko i nasze narracje. Jedyne, co możemy zrobić, to zmienić lajfstajl (co w zasadzie robi miły pan Bogu-Slaw) – nasze wewnętrzne postacie pójdą za nami wszędzie.

Oprócz „prawdziwości”, która zastyga w sztuczność, odnajdujemy w portrecie Autora pokłosie romantycznych idei szczęśliwego dzikusa (prawda, że pan Bogu-Sław na łonie natury wygląda na szczęśliwego?), naszych współczesnych fantazmatów „dobre bo naturalne” , tęsknot za „naturalnym , prostym życiem”, które tak naprawdę okazują się być jeszcze jedną maską, jeszcze jednym przebraniem, jeszcze jednym stylem życia do wyboru. A wybór siebie to dziś mus. Stoimy w samotności naszej dręczeni przymusem wyboru (nęka nas wizja „przegranego życia”, „życia bez rozwijających nas doświadczeń”). Zadręczeni przymusem samo-sterowania, samo-przedsiębiorczości, brania siebie i swoich spraw w swoje ręce, przymusem „rozwoju osobistego” (whatever), szukamy Prawdziwego Ja, gdyż wydaje się nam, że ktoś na zewnątrz nas steruje, przymusza, ogranicza, przytłacza, zamyka cudowny świat doświadczeń będących dziś najwyższą wartością. Niestety nie, jest jeszcze gorzej: sami się przymuszamy do wyboru, sami jesteśmy swoimi zarządzającymi, sami walimy się po głowie batem, gdy ciągle nie natrafiamy na nasze, te Prawdziwe, lajfstajl i twarz.

Racjonalizacja „sztuki życia”

W sytuacji przymusu wolności  przedmiotem wyboru  jest „dobre samopoczucie” (w wersji pana Bogu-Sława „Życie Lekkie, Przyjemne i pełne Pasji”). Życie jawi się jako projekt, zewnętrzna rzecz do obróbki. Rozwój- owo poszukiwanie „Prawdziwego Ja” – ma służyć szczęściu tu-i -teraz, najlepiej natychmiast. Sztuka życia została zracjonalizowana, życie podzielone na „obszary nad którymi się pracuje”. Pracuje się racjonalnie, skutecznymi terapiami, zorganizowanymi warsztatami, codzienną medytacją, najlepiej przy wsparciu eksperta.  Pod falbankami, koralikami i kadzidełkami ukrywa się cel czysto utylitarny i jednostkowy: „praca nad sobą” czy „duchowość” (whatever) mają nam służyć w drobnych aspektach codziennego życia. Continue reading


Kup se pan odlot

img_3789Scenka w hotelowej restauracji: przy sąsiednim stoliku siedzą dwie miłe panie (Pani Księgowość oraz Pani Marketing), które, jak wyznają, mają dość jarzma korporacji i pragną zostać kołczami. W tym celu, podsłuchałam, nieustannie same kroczą ścieżką „rozwoju osobistego”, aby w przyszłości móc „pomagać innym”. Pani Marketing, sympatyczna blondynka, wspomina ostatnie warsztaty. Została tam obsobaczona, gdyż chciała ustąpić miejsca prowadzącej- zabrakło krzesła. Okazało się, (tu moje uszy zamieniły się w gumowe ucho braci Weasley), że w oczach prowadzącej warsztat pseudoszamanki taki niewinny uprzejmy gest był… przemocą psychiczną i znakiem „nieprzerobionej relacji z matką”. Dziewczyna opowiadała Pani Marketing z zachwytem neofity, jak ta Głęboko Rozwojowa uwaga pchnęła ją na Drogę Refleksji. Tu zadławiłam się ze śmiechu kawą a mój mężczyzna dość nieszczęśliwie prychnął w jajecznicę. Siła Wyższa ukarała nas za podsłuchiwanie brakiem serwetek w zasięgu ręki.

Continue reading


Bezmiłość dojrzała

017

Pop-psychologiczny ideał „miłości dojrzałej” przypomina mi opis „czystej relacji” A. Giddensa. W skrócie: w „czystą relację” wchodzi się dla własnego zysku (cokolwiek by to nie było) i opuszcza ją, gdy przestaje dostarczać satysfakcji. To przeniesienie modelu konsumpcji. Lecz nie tylko. Mamy w nim ludzi-zabawki, którzy w zalewającym ich „płynnym świecie” drżą by nie zostać ludźmi-odpadami. Im bardziej drżą, tym bardziej są samotni, bo tym ostrożniej kalkulują w tej płynności ryzyko miłosnego zaangażowania oraz relacyjny rachunek zysków i strat. A pop-psychologiczne zalecenia, jak osiągnąć „dojrzałą miłość”, mam wrażenie, paradoksalnie gdzieś gubią miłość po drodze i stają się parawanem, wymówką na wypadek niepowodzenia w intymnej relacji. Podtrzymują i odzwierciedlają jednocześnie „płynność” tego świata, niestabilność współczesnych relacji. Continue reading


Samorozwój – dobro najwyższe?

Milutko łechta nasze ego kultura indywidualnego „samorozwoju”, okrywając zapomnieniem fakt, że obok praw mamy obowiązki, nie jesteśmy samotnymi wyspami a nasze postępowanie nie zawsze jest słuszne. Poniżej przytaczam fragment krytyki psychologii Self, psychologii humanistycznej (Jung, Fromm, Rogers, Maslow, May), który to nurt stawia na piedestale „samorealizację” jako bezwzględną kategorię etyczną. Autor tej krytyki zauważa również, że psycholodzy i terapeuci rozpowszechniają swoje systemy wartości i życiowe filozofie fałszywie jako „psychologię” czyli zasady zweryfikowane naukowo. O psychologii Autor pisze bez ogródek: jest obecnie bardziej emocjonalna niż naukowa, stanowi raczej problem współczesnego życia niż rozwiązywanie jego problemów”. Mimo że w odniesieniu do chrześcijaństwa i kultury amerykańskiej książka trafnie obrazuje kulturowe uwikłanie w (pop) psychologię, pomoc psychologiczną i psychobiznes. (a swoją drogą: czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić naszą kulturę bez żadnej formy pomocy psychologicznej?) Continue reading


To nie sztuka

Po co nam rozwój osobisty?” pyta (i odpowiada) Leszek Kapler, psychoterapeuta, terapeuta uzależnień i trener rozwoju osobistego. Sama chciałabym wiedzieć i ciekawa jestem odpowiedzi.

Najpierw pojęcie rozwoju. Rozwój ma być związany z „wkroczeniem na jakiś inny – wyższy niż dotychczasowy poziom funkcjonowania, zbliżający nas do osiągnięcia pełni, wewnętrznej całości, a co za tym idzie, do doświadczenia poczucia spełnienia, satysfakcji, a często także swoistego szczęścia.” Autor zapomina jednak, że szczęścia doświadczają także osoby niedojrzałe, dzieci, osoby niepełnosprawne umysłowo. Osiągnięcie jakiś mitycznych pełni nie jest warunkiem odczuwania zachwytu, spokoju czy radości.  Ponoć 80% Polaków deklaruje poczucie szczęścia. Continue reading


Zapgrejduj się

Kiedyś wspomniałam mojemu mężczyźnie, że ważna jest w życiu „praca nad sobą”. Byłam wtedy szalenie młoda, szczypiorkowato zielona, miałam ze trzydzieści lat. A on zapytał z naiwnością dziecka:

– A co to jest?
-No, praca, wiesz, rozwój, trzeba w życiu, to ważne…-mówiłam coraz mniej pewnie.
-Ale co to jest?- nie ustępował. Wreszcie umilkłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że nie wiem.

I dziś muszę przyznać się, pojmując całą śmieszność tego wyznania, że nie wiem. Nie wiem, co robią zdrowi psychicznie ludzie, nie wykazujący żadnych zaburzeń (podkreślam), którzy „pracują nad sobą” i wierzą w wartość „rozwoju osobistego”. To oczywistość pustosłowia, jak niepodważalna dziś wiara w nieświadomość. Termin jak woda wylewa mi się z garści. Myślę „praca nad sobą” i widzę jak ktoś próbuje nałożyć sobie maskę a gdy ta spada, przywiązuje ją recepturką. Gdy gumka pęka- przykleja maskę butaprenem. I tak maska sprawności, szczęścia i spełnienia zostaje kolejno w twarz wkopana, wszyta, przybita gwoździami. Byle się trzymała.

Nie mam nic przeciwko nabywaniu nowych umiejętności, poddawaniu się życiowym zmianom, jeśli trzeba ani – ważnej dla mnie – refleksji etycznej. Continue reading