Zwariowaliśmy

obraz-beksinskiego-obrazy-olejne-kopie-i-reprodukcje-na-plotniePoniżej tekst sprzed sześciu lat. Nieaktualny, bo dziś już  z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że homo sapiens popełnia samobójstwo zabierając ze sobą wszelkie wyższe formy życia.  Nie pomogą nam ptaki wymalowane na muralach, piękne plakaty z błękitnymi wodami mórz ani też żarcie vege w czyściutkich, plastikowych restauracjach. Bez względu na to, czy przyjmiemy to do wiadomości czy nie, bez względu na samo-oszustwa, pocieszajki, wystudiowaną ślepotę, plastry jakie nakleimy na lęk, rzeczywistość jest jedna (mimo iż złożona) i nie jest zmiennym ludzkim dyskursem. Choć my żyjemy w szponach narracji, które kupujemy od tych, którzy pociągną z tego (jeszcze przez chwilę) zyski. Te narracje są fałszywe i mnóstwo ich: „możesz być kim chcesz”, „chcieć to móc”, „co z tego będziesz mieć”, „ty wybierasz ty decydujesz”, „zrównoważony wzrost”, „miłość bliźniego”, „korona Stworzenia”, „racjonalność, „wolność”, „postęp”, „czyńcie sobie ziemię poddaną…”, „na koniec czasów przyjdzie Pan” czy też znów „integracja Ja”, „prawo do szczęścia”…

No i daliśmy sobie wmówić, że myślenie „katastroficzne”, będące w zasadzie alarmem i ostrzeżeniem, jest objawem ciężkiej choroby, depresji, i należy je leczyć tak jak „pesymizm”. Nauki o człowieku przecież też są narracją nie dotykającą rzeczywistości, bo nauka dziś gada sama ze sobą.

Nie nauczono nas twardości  i odwagi spojrzenia prawdzie w twarz.

Proszę wyobrazić sobie Ziemię jako pustynię, martwy fioletowy ocean i …nie zapłakać nad Stratą. Nie da się.

Continue reading


Kłamstwa Rozwoju Osobistego

b1297052e506Dziś w psycho-kit Grzegorz Gajcy i jego artykuł „30 Kłamstw Rozwoju Osobistego, Które Niszczą Ludziom Życie (cz.1)” 

Za miłym pozwoleniem Autora.

Trzeźwe, realistyczne spojrzenie na bzdurki dotyczące „rozwoju osobistego”. Powiedziałabym: spojrzenie bezlitosne, ale dzięki temu mądre. A bzdurki rozbrajające w swojej naiwności. Pod tekstem się podpisuję, serdecznie polecam i czekam na ciąg dalszy, bo lista kłamstw rozwoju osobistego długaśna.

„Czy wierzysz w zestaw głupot i kłamstw, którymi bombardowani są klienci branży rozwoju osobistego? Nie, nie jestem przeciw niej. Sam interesuję się nią od 7 lat. Tyle tylko, że tak jak nauka bez moralności prowadzić może na ścieżkę doktora Mengele, tak też rozwój osobisty oparty wyłącznie o marketing i biznes niszczy ludziom życie. Bo chcą mieć łatwo, szybko i bezboleśnie, a by im to obiecać, musisz skłamać. Jak więc kłamie się w branży „rozwojowej”, by dobrze zarobić? To część pierwsza wpisu, bo czuję, że będzie tego baaaaardzo dużo.

 

Życie jest po to, by być szczęśliwym

Nie, nie jest po to. W zasadzie, według wielu różnych filozofii nie jest po nic. Podporządkowywanie wszystkiego w życiu tylko i wyłącznie własnemu szczęściu i zachciankom to bardzo egoistyczne zachowanie, często także prowadzące do szkody innych. Bo przecież skoro celem mojego życia jest moje szczęście, to co mnie obchodzą inni? Niestety, rozwój osobisty wkłada ci do głowy zbyt dużo „ja chcę”, a zbyt mało „powinienem” lub „dobre dla nas wszystkich jest”.

 

Każdy może mieć swoje poglądy i powinniśmy wszystkie tolerować

Idiotyzm. Rozumiem, że lewicowe środowiska takich krajów jak Holandia, czy USA ostro działają na rzecz legalizacji pedo, czy nekrofilii (poczytaj o partii Martjin i obejrzyj film dokumentalny pt „Syndrom Kinseya”, jeśli uważasz, że sobie to wymyśliłem) ale to naprawdę nie świadczy o tym, że mają rację. To samo tyczy się religii i poprawności politycznej. Jeśli twoja religia nakazuje ci zabijać, kraść, palić homoseksualistów, czy oszukiwać, zacznij od siebie i na sobie skończ. Ogromny problem z tolerancją polega na tym, że większość tak naprawdę nie rozumie, czym tolerancja jest. Dlatego rozum przegrywa z poprawnością polityczną i dlatego 98% daje sobie wsadzić do głów nonsensy 2%, które wiedzą, jak robić sobie dobry PR i zgrywać uciśnione ofiary.

 

Jesteś stworzony do wielkich rzeczy

Nie jesteś stworzony do żadnych rzeczy. Nawet do przetrwania nie jesteś stworzony, bo zawsze zdarzają się defekty, które mogłyby ci to uniemożliwić. Jeśli tak jak ja, interesujesz się socjocybernetyką, czy religioznawstwem, łatwo zauważysz, że rozwój osobisty spełnia praktycznie wszystkie kryteria, które pozwalałyby uznać go za religię. Nie będę się na ten temat rozpisywał, bo nie o tym jest artykuł, ale możesz to zobaczyć sam. Jako quasi religia ustawia system wartości, celów w życiu, jego sens i charakter działań, jakie człowiek uważa później, że powinien lub chce podejmować. Rozwój twierdzi, że jesteś stworzony by być wielkim. Inna filozofia może mówić, że jesteś stworzony do rozmnażania się i przetrwania. Jeszcze inna, że jesteś stworzony by zabijać niewiernych, a kolejna – by kochać swoich bliźnich i czynić rzeczy, które są miłe wam obu. Choose wisely.

 

 

Każdy ma równe szanse, startujemy z czystą kartą

Nie ma czegoś takiego, jak czysta karta. Masz geny, rodzice mają przeszłość społeczną, prawną, finansową, edukacyjną. Rodzisz się i rozwijasz w określonym położeniu geopolitycznym, masz dostęp do określonych rzeczy, a do innych być może nigdy nie będziesz miał. Nie daj sobie wkręcić, że wychodzisz z bloków tak samo przygotowany i przystosowany, jak inni. Nie dorobisz się miliardów w jedno pokolenie, tak jak nie zbudujesz idealnego zdrowia, jeśli twoja matka była narkomanką, przeżyła ogromny i długotrwały głód, piła w ciąży lub cierpi na choroby genetyczne, które przeszły także na ciebie. Zapoznaj się z tym, czym jest i co mówi epigenetyka, by wiedzieć więcej i móc wpływać na siebie i przyszłe pokolenia pod kątem biologicznym. Wszystko, czego nie dostałeś od rodziców, musisz wypracować i nie ma mowy o starcie na równi z innymi.

 

Musisz myśleć pozytywnie, wtedy więcej osiągniesz

Pozytywne myślenie jest cholernie groźne i naiwne. Jest przyjemne, ale to nic nie znaczy, bo wiele rzeczy zbyt przyjemnych źle się kończy. Praktyka pokazuje, że ludzie myślący realistycznie lub nawet negatywnie osiągają lepsze efekty, bo po prostu się zabezpieczają. Trzeba jednak odróżnić dwie sprawy: myślenie pozytywne od pozytywnego nastawienia. Pozytywne nastawienie jest ważne i pożyteczne. Z kolei myślenie, że wszystko zawsze pójdzie super jest po prostu idiotyzmem i kończy się porażką. Nie wpadaj w ten schemat i patrz na sprawy realnie. Brian Tracy zawsze mówił, że najważniejsze to poznać rzeczywistość taką, jaka jest, a nie taką, jaka byśmy chcieli, by była. Tracy to chyba jedyny guru rozwojowy, w którego wypowiedziach i karierze nie udało mi się znaleźć żadnych oszustw, przekrętów i perfidii (czego niestety nie można powiedzieć o Robbinsie, Kiyosakim, Trumpie i „elicie” polskich trenerów). Możesz wierzyć Brianowi – nigdy nie myśl pozytywnie. Zawsze zastanawiaj się, co może się zepsuć, po czym od razu stwórz plan naprawy lub najlepiej przeciwdziałania.

 

Moralność jest tylko systemem, poza który warto wyjść, by osiągać więcej

Zsekularyzowane społeczeństwo zachodu bardzo lubi to hasło, bo jest wygodne i przyjemne. Pozwala na wyciszenie głosu sumienia i skoczenie w przepaść całkowitego hedonizmu i dbania wyłącznie o swoje potrzeby. Bo przecież moralność i dobro nie istnieją! Liczy się tylko moja przyjemność. Na szczęście lądując w więzieniach, na śmietnikach i marginesie społecznym przypominają sobie o podstawach i wracają do nich, choć nie każdemu jest to dane. Nonsens relatywizmu tak religijnego jak ideowego jest bezpośrednio związany z modernizmem, którym przesiąknięta jest lewicowa strona sceny politycznej wraz ze swoim wątpliwej jakości elektoratem. Jeden z popularnych polskich trenerów NLP i rozwoju często powtarzał „Ja się nie zajmuję etyką, tym się zajmuje ksiądz”. Na ironię zakrawa fakt, że powstało na temat jego przekrętów kilka blogów opisujących opinie i doświadczenia klientów, a jego biznes upadł już zdaje się trzy lub czterokrotnie.

 

Nigdy się nie poddawaj, wtedy osiągniesz sukces

Poddawanie się jest bardzo fajne, gdy próbujesz osiągnąć szkodliwy cel. Nierentowne biznesy, szkodliwe diety, kontuzjogenne treningi i toksyczne relacje to rzeczy, które wręcz proszą się o poddanie. Nieustępliwość jest świetna, gdy grasz o wysoką stawkę, ale nie daj sobie wmówić, że cokolwiek zaczniesz robić, jest dobre. Nie, nie jest. Realnie podejdź do tematu, badaj wyniki i poddawaj się, gdy strategia nie działa lub cel okazuje się zbędny. Robienie rzeczy tylko po to, by powiedzieć o sobie, że jesteś konsekwentny i nic więcej to po prostu głupota.

 

Najważniejsza jest ciężka praca, niezależnie od tego co robisz

Ciężka praca to podstawa sukcesu, pod warunkiem, że cel jest jej wart. Wiele osób wkłada w swoją pracę niewiarygodne pokłady sił. Czy osiągają sukces? Rzadko, ponieważ praca wymagająca tytanicznego wysiłku nie zawsze jest pracą WARTĄ tego wysiłku. Możesz wkładać w roznoszenie ulotek 100% swoich sił 24 godziny na dobę. Czy staniesz się milionerem? Nie, bo ta praca nie ma możliwości doprowadzenia cię do sześciu zer na koncie. Gloryfikacja pracy za wszelką cenę była dobra w stalinowskiej Rosji, gdy miliony ginęły z głodu, a kolejne w obozach. Najpierw wybierz właściwą pracę i warte jej cele, dopiero później włóż w to wszystkie swoje siły.

 

Wszystko, co ci się przydarza, zależy od ciebie

Jadący z zawrotną prędkością autobus uderzył w ciebie, bo miałeś negatywne myśli! No tak, dajmy sobie spokój z „sekretową” jazdą. Rhonda Byrne zarobiła swoje, pewnie teraz produkuje inne pierdoły, a ci, którzy łyknęli jej filmy żyją w rozczarowaniu lub depresji. Nie, nie wszystko co się z tobą dzieje zależy od ciebie. Masz na to duży wpływ, ale nie stuprocentowy. Dlatego tak ważne jest inwestowanie w świadomość tego, co cię otacza (polityka, społeczeństwo, kultura, koniunktura, geopolityka, prognozy eksperckie itp), bo wspaniały spec od wszystkiego może w jednej chwili zostać zdmuchnięty przez falę kryzysów finansowych, czy parę bombek zrzuconych na niego dzięki kochanym politykom.

 

Rozwój służy do tego, by życie było łatwe i przyjemne

Byłoby to piękne, gdyby istniała taka możliwość. Ale nie na tym polega rozwój i osiąganie rzeczy. To, co robimy korzystając z narzędzi rozwoju osobistego staje się coraz trudniejsze, bo ciągle podnosimy poprzeczkę. Najczęściej nie można mieć więcej, łatwiejszymi sposobami. Owszem, są możliwości pójścia na skróty, podłączenia się pod dochodowy trend i osiągnięcia szybkiego sukcesu, ale to nikły procent wszystkich osiągnięć, jakie są udziałem ludzi na świecie. W większości przypadków w miarę osiągania kolejnych szczytów wszystko staje się coraz trudniejsze, bo nagrody dostajesz właśnie za to, że umiesz zabijać coraz większe smoki, a nie dlatego, że dajesz z siebie coraz mniej.

 

Powinieneś pracować dla pasji

Czy wiesz, że jaskiniowcy odkryli pierwsze prawa rozwoju osobistego? Dokładnie, to nie błąd w tekście! Odkryli oni mianowicie, że jeśli nie będą pracować, zginą tak jak 90% ich braci, bo praca nie jest dla pasji, tylko dla poprawienia i utrzymania poziomu życia. Idea rozwoju osobistego, który już wcześniej nazwałem quasi religią, zakłada podejście oparte o przyjemność, ambicję, marzenia i bezproblemowe życie. To oczywisty nonsens, ale świetnie się sprzedaje. Praca w tej religii ma być źródłem przyjemności, sukcesów, ogromnej kasy, zaszczytów i nie wiadomo czego jeszcze. No niestety, fakty niszczą tą wizję, podobnie jak spotkanie z pierwszym lepszym problemem zawodowym, bo praca nigdy nie była i nie będzie stworzona dla ciebie, czy dla przyjemności, ale dla osiągnięcia zysku, utrzymania lub podniesienia standardu życia, czy też odkrycia czegoś. Praca, która daje sukcesy wcale nie musi być przyjemna. Wręcz przeciwnie – największe sukcesy, pieniądze i honory spotykają tych, którzy mają cholernie ciężkie i wymagające zawody.

Continue reading


Konfesja pod lupą

img_3350Zaznaczę od razu: nie jest celem tego tekstu podważanie czyjejś narracji. Bajki (nudne) o swoich sukcesach, rozwojach, zwłaszcza w stanie 40+, opowiadają sobie wszyscy, którzy tego szczęśliwego wieku dożyli. Ja czasem też. Z tego opowiadania (jakby w kościelnym języku powiedzieć: „świadectwa”), zaczerpniętego z Mętnego Lustra, wyłuskałam jednak kilka typowych dla pop-psychologii konstruktów. Sam artykuł jest przykładem modnej, ekshibicjonistycznej konfesji. Opiera się na mitach kulturowego, miłościwie nam panującego narcyzmu. Mnie kulturowy narcyzm/ekspresyjny indywidualizm osobiście mierzi, ale z drugiej strony: jest fascynującym, opisywalnym zjawiskiem i zdaję sobie sprawę z tego, że uczestnikom takiej narracji daje poczucie stabilności, sensu, uczestnictwa- jak niegdyś religia.

Warto jednak sobie uświadamiać, że jest to tylko opowieść i że możliwe są inne.

Kilka wątków z materii:

 

Mit braku wpływu czynników zewnętrznych

„Powodów do bycia szczęśliwą lub nieszczęśliwą upatruję w sobie, w swoim widzeniu i interpretowaniu świata, a nie w czynnikach zewnętrznych”

Współczesna narracja ignoruje istnienie opresji zewnętrznej. Może dlatego, że owa opresja nie jest namacalna. Czymże są „prawa rynku”, „bank”, „bezrobocie”, „terroryzm”, „wojna hybrydowa”, „państwo”? Kogo uderzyć? Niemodne jest więc pisanie o buncie zewnętrznym, zresztą już dawno urynkowionym czy upolitycznionym… Opresja z zewnątrz zmienia się na wewnętrzną: naszym wrogiem stały się „demony wewnętrzne”, „brak rozwoju”, „swoje (w domyśle – błędne) interpretacje”. Samo-opresja pięknie współbrzmi z procesami auto-ekspresji. Im więcej „demonów wewnętrznych”, tym więcej bohaterstwa w „pracy nad sobą” i tym większa koncentracja jednostki na sobie. No, i tym bardziej jest o czym pisać.

„Nie w czynnikach zewnętrznych” to mantra współczesności i niewielu ośmieli się powiedzieć inaczej. Może przez tę mantrę nie jesteśmy w stanie skonfrontować się z otaczającą rzeczywistością? Z bezsensem, z zanikiem sacrum, z bezrobociem, z agresją, z zaczynającą się właśnie wojną, z bezczelnością politykierów, z manipulacją mendiów, z poprawnością polityczną, z niszczeniem Ziemi, z procesami akulturacji i masowym światowym przesiedlaniem taniej siły roboczej… Tytani próbują rozwiązać lokalnie globalne problemy – co oczywiście jest skazane na porażkę – lub też zamknąć się przed cierpieniem „w swoim widzeniu”. „Swoje widzenie” wypiera istnienie „rzeczywistości uzgodnionej”, intersubiektywnie komunikowalnej i przeżywanej, a co za tym idzie: wspólnego działania i protestu. Żyjemy w indywidualnych i grupowych narracjach, w wielkiej wieży Babel, skłóceni między sobą, nadający inne znaczenia słowom. System umacnia ten stan kłamstwem: „poczucie szczęścia jest kwestią twojego spojrzenia”. Daje też technologiczną możliwość odseparowania się od innych narracji, z których część zostaje napiętnowana i usuwana dla podtrzymania iluzji pięknego świata (hejt). Uważam, że taki mit czyni nas de facto bezbronnymi wobec świata. I budzi – w złej a niezawinionej sytuacji ekonomicznej, rodzinnej, społecznej czy też w depresji – samotnie przeżywane poczucie winy za „błędne widzenie i interpretację „.

Continue reading


Związki do przeglądu

img_1686Związki rozwiązki czyli: musi zawsze świecić słońce a związek należy przeżywać świadomie, dojrzale i Boże broń, nie za blisko. (A bliskości, wolności i intymności- jak podkreśla pani psycholog- sprzyja użycie odpowiedniego papieru toaletowego). Musi być przestrzeń, w której hula wiatr czyli bufor na wypadek niepowodzenia. No i przyjrzyj się, czy nie dajesz więcej niż bierzesz, czy dostajesz, co chcesz i co Ci się należy dla rozwoju. Uważaj! zobowiązanie jest toksyczne, niszczy świętą wolność. Czy nie tego uczą nas pop-psycholodzy? Użyć i wymienić na nowe dla krótkoterminowych zysków i wartości „rozwoju”. Nieustanna kontrola jakości i ocena dostawcy zewnętrznego (Twojej satysfakcji!). Znak ISO w samo-zarządzaniu i procesach zwrotu/neutralizacji odpadów. REACH (rejestracja „statutu związku” na FB oraz ewaluacja) czyli bezwonny rozwód i rozstanie bez emocji, będące nie porażką a wręcz radośnie witanym otwarciem na „nowe doświadczenia”. Continue reading


Ta nieprawda w relacjach

velazquez_wenus_z_lustremDomniemaną prawdę o miłości posiadł Michał Duda, psychoterapeuta, który w Mętnym Lustrze tłumaczy maluczkim świat według psychologii zorientowanej na proces.

Link podesłany przez Czytelnika (dziękuję i pozdrawiam) zawiera wywiad typu: pani pyta pana. Pani nie jest mądra i zadaje pytania kucharki Ad1). Pan jest mądry i Wie. Czyż to nie znany nam układ współczesnych poradników i wioskowej filozofii, psycho-biblii współczesnych? Mądrzy Panowie mówią o Ważnych Życiowych Sprawach  podpytywani przez (po pytaniach sądząc) głupiutkie kobietki. Ot, dżender taki.

I zauważyli Państwo, że już w zasadzie nie mówi się o miłości? Zamiast miłości jest „relacja”. Termin – choć niedookreślony („Pojęcie relacji jest tak bogate, że ujęcie jej w jedną definicję nie wydaje mi się możliwe” mówi pan Duda) brzmi „matematycznie”, co znamienne. Mi przypomina „funkcję” czyli „przyporządkowanie”. Pan Duda dzieli się z nami swoją wiarą i „perspektywą gabinetu”. Taka cudza wiara to rzecz straszna acz wygodna. Straszna, bo pan Duda nie daje nadziei a iluzje; wygodna- bo zwalnia nas z krytycznego myślenia a świat układa w pozornie bezpieczny schemat.

Biada tym, co – wiary szukając jak czystego powietrza – zachłystują się gazem spod Ypres. Niektórzy uważają, że perspektywa „gabinetu terapeutycznego” jest perspektywą humanistyczną, opozycyjną do mechanistycznego i utylitarnego pojmowania świata. Jednak nie. Mimo gładkich słówek o akceptacji, prawdzie, szaleństwie, pan Duda rysuje obraz z perspektywy kapitalizmu, kultury indywidualizmu, biznesu, systemowego współczesnego odczłowieczenia. Człowiek-lustro, człowiek-produkt, miłość-biznes z określoną stopą zwrotu, kontrola jakości… Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to metafora. Jednak metafory, jakimi się posługujemy są ważne. Muszą trzymać się rzeczywistości a jednocześnie odnosić do innej, wyższej płaszczyzny. Metafory przez Miłego Pana użyte nie podnoszą. Skarlają. Mam wrażenie, że cywilizacja kończy się, gdy kończą się obrazy, wyczerpują się, karłowacieją.

Kilka wątków:

1.Człowiek-lustro

„Relacje są jak lustra – w drugiej osobie widzimy nieznane aspekty siebie, przy niej możemy z nimi przebywać i przez to czujemy się pewniejsi.”

Lustro- tu nieodmiennie przypomina mi się Solaris Lema. Dlaczego Harey, neutrinowa zjawa, usiłowała się zabić? Bo była tworem niepojętej plazmy? Bo odtwarzała czyjeś wspomnienia czyli swój Los? Nie. Bo nie chciała być lustrem, chciała znaczyć coś dla kogoś, chciała być człowiekiem z ułomnościami a nie projekcją.

Nie chcę, żeby religia pop-psychologiczna robiła ze mnie rzecz.

Bo wyobraźmy sobie lustro- w ramie dowolnej, może być z IKEA, albo takie vintage. I z tym lustrem uprawiamy seks, lustro karmimy, z lustrem pijemy wino, do lustra opowiadamy, co się w ciągu dnia wydarzyło, do lustra płaczemy. Lustro zapładnia, lustro rodzi. Lustro zarabia pieniądze. Dla lustra robimy prezenty. Lustro czasem na nas krzyczy. W filmach lustro mówi do lustra „w tym życiu się rozstaniemy, ale w dziesięciu tysiącach światów będę cię szukał aż cię znowu znajdę”. I wtedy przytulamy się, zapłakani, do lustra. Jak dla mnie nie ma lepszego obrazu ilustrującego „kulturę narcystyczną” niż wizja Człowieka-Lustra. I pojęcia nie mam, dlaczego samotni płaczą i czego im trzeba. Takie małe lusterka toaletowe już od paru złotych się na bazarze znajdzie. Ale czegoś brak. Czego?

2. Człowiek-produkt

„Ukształtowani jesteśmy przez to, co przeżyliśmy w dzieciństwie i jak reagowaliśmy na otoczenie, w którym wyrośliśmy. Trzeba było jakoś się z tym uporać, jakoś na to odpowiedzieć. Sposób poradzenia sobie z rzeczywistością w tym wczesnym okresie życia przekłada się na to, jak funkcjonujemy w relacjach. Ludzie żyją jakąś historią ze swojej przeszłości i to, co robią w związkach – z kim się wiążą, jakich jakości szukają – czasami wydaje się kompletnie nielogiczne. Ale staje się bardzo logiczne i zrozumiałe w kontekście właśnie tej historii.”

Oto kwintesencja współczesnej psycho-religii. Jesteśmy „ukształtowani”, żadnej wolnej woli, nic. Determinizm gorszy niż wymyślony ponoć przez złych naukowców „determinizm genetyczny” (fuj, fuj). Człowiek w tym ujęciu (z punktu widzenia współczesnej wiedzy błędnym, o czym pisałam tu i tutaj też) jest rezultatem jedynie wpółświadomych działań taty i mamy. Taki mechanizm odtwarzający dawne historyjki. Ot, pozytywka taka, rodzice nakręcili i tak sobie gra. Plim, plim, plam, trrr. Zawsze to samo, jak w wierszu Czechowicza:

Żyjesz i jesteś meteorem /lata całe tętni ciepła krew

rytmy wystukuje maleńki w piersiach motorek/ od mózgu biegnie do ręki drucik nie nerw

Jak na mechanizm przystało/myśli masz ryte z metalu

krążą po dziwnych kółkach (nigdy nie wyjdą z tych kółek)

jesteś system mechanicznie doskonały…

Jest też w tym obrazie drobne wspomnienie Fatum. Mamy mieć  „świadomość uwarunkowań” jak niegdyś świadomość przepowiedni, świadomość Drogi. Niegdyś w Los grali  Bogowie, Parki, mieliło się koło Sansary. Dziś nawet Fatum skarlało do naszej rodziny (toksycznej, oczywiście). Żadni to przecież bogowie: matka w papilotach oglądająca „M jak miłość” i marudzący, wyprany z powagi roli ojciec. Żadnej Podniosłości. Żadnej wspaniałej Ananke, choć ponoć gramy w te same gierki jak zdarta płyta. Ale tu gra jest prosta. Jak mam problemy z facetem, trzeba „przyjrzeć się relacji z rodzicami”. Pomoże- deux ex machina  – terapeuta.

3. Relacja- handel

„Po co są relacje?

Odpowiadając na to pytanie, warto wykroczyć poza romantyczny stereotyp, który pokazuje relację i miłość jako przypadkowe, tajemnicze spotkanie, które nie wiadomo skąd się bierze i jest niezwykłe. Im dłużej zajmuję się relacjami, tym wyraźniej widzę, że pełnią one funkcję, są po coś. Na ogół z relacjami wiążą się nadzieje na lepsze życie, zaspokojenie jakichś potrzeb. Albo jest to ucieczka od czegoś, albo jest to cel dążenia ku czemuś. Relacja zwykle ma rozwiązać problemy, uratować, otworzyć jakieś nowe szanse, uchronić od trudności.”

„Nie ma jednej definicji relacji, ale relacje mają sens. Są wyrazem podjętych kiedyś decyzji, naszych nieświadomych, zapomnianych wyborów. Mają rozwiązać problemy z dzieciństwa. Kiedy to już się stanie, sens wiązania się z określonym typem mężczyzny czy kobiety znika. Po co są relacje? Myślę, że w dużym stopniu właśnie po to.”

Dowiadujemy się oto, że łączymy się z pary (niektórzy w grupy) żeby załatwić sobie  Coś. To jest więc biznes. Handele, handele! Po co miałyby łączyć się w pary osoby, które „dzieciństwo przerobiły” i same zaspokajają swoje potrzeby? Continue reading


Duchowość, Prawdziwe Ja… whatever

imagesGdy otrzymałam ten link od Czytelnika (pozdrawiam i kajam się, że tak długo komentarz się pisał) pomyślałam z zachwytem koprofaga nad kawałkiem wiecie-Państwo-czego „jaki piękny, wręcz doskonały, produkt masowej kultury indywidualizmu. Jaka cudowna ilustracja narcystycznego wątku naszych czasów, jaka perełeczka!:)”. Link odnosi do oferty „eksperta”, piszącego się Bogu-Sław, który porzucił życie korporacyjne na rzecz poszukiwań duchowych a po doznaniu oświecenia zaczął udzielać duchowego wsparcia maluczkim, którzy chcą odnaleźć swoje szczęście a raczej, jak pisze z rzygliwą, teatralną emfazą Autor: Szczęście.

Oferta i sama postać pana Bogu-Sława – wbrew pozorom luzackiej ekscentryczności i uduchowienia – wydaje mi się banalna i wpisuje się doskonale we współczesne miałkie prądy kulturowe. Bałdzo amełykańskie płądy: mamy tu american dream w postaci „prawdziwego sukcesu”, pustosłowne „prawdziwe Ja”,  Juniwers, njuejdż, to wredne unieszczęśliwiające ego, beeds-flowers-freedom-happiness…

I amełykański sukces: sprzedać totalne NIC za kupę całkiem realnej forsy.

Oferta nadana językiem cudownym, pełnym zapachów i podtekstów. A tam, gdzie nijak nie rozumiem, bo to język zbyt wonny i pusty, zaznaczam (lekceważąco, bo bezradnie) „whatever„. Przecież nie można zawężać sobie bramy poznania do jakichś tam znaczeń…

Kilka tagów, cytatów z książki Małgorzaty Jacyno, choć każde zdanie z podlinkowanej strony zasługiwałoby na pełny komentarz.

 

Prawdziwe Ja

W życiorysie pana Bogu-Sława czytamy:„Tam [na Hawajach] zaczęła się podróż do swojego wnętrza. Poprzez liczne Medytacje i pracę nad sobą, odpuszczałem warstwy obaw, ego oraz iluzje w których żyłem. Jednocześnie coraz bardziej poznawałem Prawdziwego Siebie.”

To Prawdziwe Ja (whatever) to przebój ostatnich czasów (wcześniej, zdaje się, była „dusza”). Jakże fajnie wpisuje się w świat sztuczności i reklamy. Nie jako odskocznia, ale „idealny produkt”. Jak w reklamie, która w życiu nie przedstawi prawdziwej (niedoskonałej) szynki i prawdziwego (jełczejącego mimo konserwantów) majonezu. Reklama pokazuje samą „szynkowość”, „majonezowość”, nasze wyobrażenie o „prawdziwości”. Symulakra udają – symulakrami będąc – „prawdziwość”, są destylatem prawdziwości, który poraża sztucznością. Podobnie jest z Prawdziwym Ja –  to „obiekt prawdziwy”, co nie znaczy idealny a będący raczej zbiorem naszych wyobrażeń, jak Ja powinno wyglądać.

Problem w tym, że samo pojęcie Ja jest dość iluzoryczne. Dziś – zgodnie z panującym sposobem opisu świata jako zdecentralizowanego, demokratycznego, pluralistycznego, płynnego, bez władzy zwierzchniej – w narracji psychoterapeutycznej mówi się raczej o tłumie wewnętrznych postaci (mindellowska POP)  a neurobiolodzy opisują mózg jako zbiór niezależnie od siebie działających ośrodków. Oczywiście owa iluzja jednego ośrodka wewnętrznej władzy jest jak najbardziej potrzebna, bo inaczej stalibyśmy się płynni jak schizofrenicy. Poczucie Ja przemienia się w naszym sztucznym świecie w Prawdziwe Ja, które ma być esencją, Graalem, czymś innym  niż wszystkie (nasze, bliskie) maski, jakie zakładamy wobec Innego. Ja jednak uważam, ze wszystkie nasze maski, Cienie i demony są jak najbardziej prawdziwą odpowiedzią na środowisko i nasze narracje. Jedyne, co możemy zrobić, to zmienić lajfstajl (co w zasadzie robi miły pan Bogu-Slaw) – nasze wewnętrzne postacie pójdą za nami wszędzie.

Oprócz „prawdziwości”, która zastyga w sztuczność, odnajdujemy w portrecie Autora pokłosie romantycznych idei szczęśliwego dzikusa (prawda, że pan Bogu-Sław na łonie natury wygląda na szczęśliwego?), naszych współczesnych fantazmatów „dobre bo naturalne” , tęsknot za „naturalnym , prostym życiem”, które tak naprawdę okazują się być jeszcze jedną maską, jeszcze jednym przebraniem, jeszcze jednym stylem życia do wyboru. A wybór siebie to dziś mus. Stoimy w samotności naszej dręczeni przymusem wyboru (nęka nas wizja „przegranego życia”, „życia bez rozwijających nas doświadczeń”). Zadręczeni przymusem samo-sterowania, samo-przedsiębiorczości, brania siebie i swoich spraw w swoje ręce, przymusem „rozwoju osobistego” (whatever), szukamy Prawdziwego Ja, gdyż wydaje się nam, że ktoś na zewnątrz nas steruje, przymusza, ogranicza, przytłacza, zamyka cudowny świat doświadczeń będących dziś najwyższą wartością. Niestety nie, jest jeszcze gorzej: sami się przymuszamy do wyboru, sami jesteśmy swoimi zarządzającymi, sami walimy się po głowie batem, gdy ciągle nie natrafiamy na nasze, te Prawdziwe, lajfstajl i twarz.

Racjonalizacja „sztuki życia”

W sytuacji przymusu wolności  przedmiotem wyboru  jest „dobre samopoczucie” (w wersji pana Bogu-Sława „Życie Lekkie, Przyjemne i pełne Pasji”). Życie jawi się jako projekt, zewnętrzna rzecz do obróbki. Rozwój- owo poszukiwanie „Prawdziwego Ja” – ma służyć szczęściu tu-i -teraz, najlepiej natychmiast. Sztuka życia została zracjonalizowana, życie podzielone na „obszary nad którymi się pracuje”. Pracuje się racjonalnie, skutecznymi terapiami, zorganizowanymi warsztatami, codzienną medytacją, najlepiej przy wsparciu eksperta.  Pod falbankami, koralikami i kadzidełkami ukrywa się cel czysto utylitarny i jednostkowy: „praca nad sobą” czy „duchowość” (whatever) mają nam służyć w drobnych aspektach codziennego życia. Continue reading


Dzieci lepszego Boga

img_1700Akademia MAM przemyca pop-psychologiczne bzdurki w sosie ‚chrześcijańskim” czyli jedynie etycznym, jedynie słusznym, wyższym i obowiązującym. Ostatnio tak reklamuje seans o bogactwie: „Biedę i bogactwo mamy… w głowie. A potem w kieszeni a także w sercu. To układ zamknięty. Rządzą nami PRZEKONANIA które wcale nie są nasze choć oddalibyśmy za nie życie. Jak zobaczyć to czego nie widać… czyli PODświadomość? Jak się wyzbyć „prawd” nieprawdziwych …”

Oraz zaprasza na spotkanie z miłym młodym człowiekiem, ekspertem od źródlanie czystego chrześcijańskiego biznesu, autorem strony o rozwoju osobistym, z której kilka cytatów poniżej.  Bo żeby nie było, że czepiam się tylko azjatyckich kadzidełek, dziś o chrześcijańskiej drodze rozwoju i pomnażaniu… No, pomnażaniu.

Już na początku lektury czuję, że nie będzie łatwo:

„…większość najwybitniejszych idei została stworzona, gdy ich twórcy mieli 25-40 lat. Potem większość twórców leci z szablonu. Nie sam też wymyśliłem co należy robić w obliczu śmierci, lecz nauczyłem się tego od prawników i od pewnego 30-latka: Jezusa Chrystusa.” Continue reading


Kup se pan odlot

img_3789Scenka w hotelowej restauracji: przy sąsiednim stoliku siedzą dwie miłe panie (Pani Księgowość oraz Pani Marketing), które, jak wyznają, mają dość jarzma korporacji i pragną zostać kołczami. W tym celu, podsłuchałam, nieustannie same kroczą ścieżką „rozwoju osobistego”, aby w przyszłości móc „pomagać innym”. Pani Marketing, sympatyczna blondynka, wspomina ostatnie warsztaty. Została tam obsobaczona, gdyż chciała ustąpić miejsca prowadzącej- zabrakło krzesła. Okazało się, (tu moje uszy zamieniły się w gumowe ucho braci Weasley), że w oczach prowadzącej warsztat pseudoszamanki taki niewinny uprzejmy gest był… przemocą psychiczną i znakiem „nieprzerobionej relacji z matką”. Dziewczyna opowiadała Pani Marketing z zachwytem neofity, jak ta Głęboko Rozwojowa uwaga pchnęła ją na Drogę Refleksji. Tu zadławiłam się ze śmiechu kawą a mój mężczyzna dość nieszczęśliwie prychnął w jajecznicę. Siła Wyższa ukarała nas za podsłuchiwanie brakiem serwetek w zasięgu ręki.

Continue reading


Bezmiłość dojrzała

017

Pop-psychologiczny ideał „miłości dojrzałej” przypomina mi opis „czystej relacji” A. Giddensa. W skrócie: w „czystą relację” wchodzi się dla własnego zysku (cokolwiek by to nie było) i opuszcza ją, gdy przestaje dostarczać satysfakcji. To przeniesienie modelu konsumpcji. Lecz nie tylko. Mamy w nim ludzi-zabawki, którzy w zalewającym ich „płynnym świecie” drżą by nie zostać ludźmi-odpadami. Im bardziej drżą, tym bardziej są samotni, bo tym ostrożniej kalkulują w tej płynności ryzyko miłosnego zaangażowania oraz relacyjny rachunek zysków i strat. A pop-psychologiczne zalecenia, jak osiągnąć „dojrzałą miłość”, mam wrażenie, paradoksalnie gdzieś gubią miłość po drodze i stają się parawanem, wymówką na wypadek niepowodzenia w intymnej relacji. Podtrzymują i odzwierciedlają jednocześnie „płynność” tego świata, niestabilność współczesnych relacji. Continue reading


Pomyłka Orwella

12Orwell się pomylił pisząc Folwark Zwierzęcy. Na folwarku brakuje psycho-kaowca. Jest co prawda kruk Mojżesz, ale to inny ciężar gatunkowy.

Nie ma na folwarku nikogo, kto – bazując na autorytecie psychologicznego autorytetu- opowiadałby owcom takie bajki:
(fragmenty artykułów:  portal www.zwierciadlo.pl)
………………
Badania przeprowadzone w Brigham Young University pokazały, że pracownicy, którzy wierzą w sukces oraz w jego głębszy sens nazywany misją, są bardziej skuteczni, wydajni i osiągają swoje cele… Okazuje się, że gdy wiara w misję firmy bądź marki jest silna, lepsze są wyniki finansowe. … Jeśli wierzymy, że to co robimy jest dobre, mamy najlepszą motywację do pracy. Ludzie potrzebują idei. … Najlepszym kapitałem jest wierzący w misję pracownik.

lub też, gdy nie masz szans na urlop: Continue reading