Rozpusta

Wisława Szymborska

Głos w sprawie pornografii

Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie.
Pleni się ta swawola jak wiatropylny chwast
na grządce wytyczonej pod stokrotki.

Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic.
Zuchwałe nazywanie rzeczy po imieniu,
rozwiązłe analizy, wszeteczne syntezy,
pogoń za nagim faktem dzika i hulaszcza,
lubieżne obmacywanie drażliwych tematów,
tarło poglądów – w to im właśnie graj.

W dzień jasny albo pod osłoną nocy
łączą się w pary, trójkąty i koła.
Dowolna jest tu płeć i wiek partnerów.
Oczy im błyszczą, policzki pałają.
Przyjaciel wykoleja przyjaciela.
Wyrodne córki deprawują ojca.
Brat młodszą siostrę stręczy do nierządu.

Inne im w smak owoce
z zakazanego drzewa wiadomości
niż różowe pośladki z pism ilustrowanych,
cała ta prostoduszna w gruncie pornografia.
Książki, które ich bawią, nie mają obrazków.
Jedyna rozmaitość to specjalne zdania
paznokciem zakreślone albo kredką.

Zgroza, w jakich pozycjach,
z jak wyuzdaną prostotą
umysłowi udaje się zapłodnić umysł!
Nie zna takich pozycji nawet Kamasutra.

W czasie tych schadzek parzy się ledwie herbata.
Ludzie siedzą na krzesłach, poruszają ustami.
Nogę na nogę każdy sam sobie zakłada.
Jedna stopa w ten sposób dotyka podłogi,
druga swobodnie kiwa się w powietrzu.
Czasem tylko ktoś wstanie,
zbliży się do okna
i przez szparę w firankach
podgląda ulicę.

„Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie”, tak. I ja takiego wyuzdania Państwu życzę. Czystej perwersji zaglądania rzeczywistości pod spódnicę, rozkoszy kwestionowania „prawd” i „autorytetów”, nie tylko medialnych psycho. A najlepiej seksu grupowego w tym kwestionowaniu. Radosnych uniesień nad ludzką głupotą czyli człowieczeństwem.  Zapładniania ideami bez granic. Gwałcenia oczywistości. Otwarcie, nie w strachu i zza firanki mimo iż w stronę totalitaryzmu w ostatnim paroksyzmie naszej cywilizacji idziemy.

Tym przesłaniem żegnam się z psycho-kit. Artykuły pozostaną jakiś czas do czytania.

Czy będzie odsłona druga bloga i jaka- Los odpowie.


Podrap mnie w plecy

Zacznę od cudownej wyklejanki Wisławy Szymborskiej, która (wyklejanka nie poetka) posłużą jako wstęp do humoreski Bogusława Włodawca pt „Algorytm postępowania z mężczyzną, który nie spełnia oczekiwań”

04_wyklejanki

Piszę z nadzieją „humoreski”, bo jeśli nie jest to tekst żartobliwy to … źle z nami. Choć artykuł wydaje się  poważną poradą dla pań, które przeżywają kryzys w związku, bo ich faceci nie robią tego, czego one chcą by robili. No, klasyka tragedii codziennej.

Porada psychoterapeuty obejmuje:

1) Instrukcję Obsługi Kobiety wraz ze słownikiem (bezcenna)

2) opatrzony komentarzem wykres etapów podejmowania decyzji o odejściu/zostaniu w związku oraz  kalkulacja zysków i strat

„Instrukcja obsługi kobiety”  zaczerpnięta została od niejakiej pani Natalii (która, jak przypuszczam, nie istnieje). Instrukcja zaczyna się od „poświęcaj mi uwagę” poprzez oczywiste „macaj mnie po dupsku” do „śmiej się razem ze mną”. Nie wiem jak partner pani Natalii, ale ja wybucham tu śmiechem, choć to wcale nie śmieszne a żałosne. Pani Natalia, pochwalona za napisanie takiej ładnej instrukcji przez terapeutę, nie zdaje sobie sprawy z tego, że nie o macanie tyłka chodzi. Chodzi o spontan. Chodzi o to, żeby jej niewydarzony partner kochał ją na tyle, że sam z siebie – bez instrukcji, nagabywania, przypominania i tresury – ją po tyłku klepał. Bo nagabywane, po instruktażu i wysilone „wykonanie punktu drugiego podpunktu piątego” niszczy sedno owego poklepywania. Zabiera sedno miłości. Po prostu jasne jest, że jak się kogoś kocha to ręce same chcą przytulić, pogłaskać i poklepać. Przy miłości – a nie wymuszonej instrukcji – chce się z tym drugim człowiekiem śmiać, być, opowiadać i słuchać. To jest miłość. Bez spontanu jest schizofrenia, lasujący mózg paradoks w stylu „żądam, żebyś mnie natychmiast kochał”.

Tu miłości nie ma i założę się, że wkrótce papierowa pani Natalia z tresowanym partnerem (przecież pełnym dobrej woli, rokującym, bo instrukcję dostał) trafią na terapię par. Mam nadzieję że nie do pana Bogusława, bo ten nie ogarnia.

Psychoterapeuta poleca kobietom, by kilkukrotnie ponawiały swoje prośby, a w przypadku pozytywnego responsu „wzmacniały chwaleniem”. Tak się tresuje psy. Skierowane do psów komunikaty nie mogą być, broń Boże!, podszyte aluzją, podobnie jak: „w przypadku większości mężczyzn nie sprawdzają się subtelne aluzje, które z reguły pozostają przez nich niezrozumiane lub zignorowane – należy powiedzieć to wprost”. Do nogi! Siad! Czy jestem wystarczająco dobrą treserką klientką, panie Mądry?

Dalej Autor ułatwia kobietom zrozumienie sytuacji, w jakiej tkwią,  płachtą wykresu. Lepszego „Algortymu postępowania z…” nie stworzyłby komputer. Wszystko jasne, ze strzałkami, na wypadek, gdyby jakaś nieszczęśnica w swoim myśleniu się pogubiła i nadal upierała się żyć z psychopatą. Pięknie. Problem jednak nie leży w tym, że kobiety nie wiedzą według jakiego schematu myśleć (szczęściem są terapeuci co im powiedzą…). Kobiety doskonale myślą i czują; wiedzą, że tkwią w iluzorycznych związkach, ale ich nie opuszczają – mimo tej algorytmicznej wiedzy i wewnętrznego przekonania, że powinny.

Człowiek nie jest racjonalny. Myśli, dochodzi do słusznych, logicznych wniosków. I robi coś innego i nie wie dlaczego to robi, więc wymyśla kolejne racjonalne powody, dla których coś zrobił, mimo iż z logiki wynikało coś innego. Wszyscy jesteśmy szaleńcami i hipokrytami przecież. Palimy papierosy, wiedząc, że nam szkodzą; wywołujemy wojny świadomi cierpienia; niszczymy Planetę wiedząc, że bez Niej nie mamy dokąd pójść i razem z nią umrzemy. Mówimy „zawsze”- i już kombinujemy, żeby było „no, czasem”… Mówimy „nigdy” – a jednak się nam zdarza. Odrzucamy – świadomi, racjonalni, zważywszy za i przeciw- jakąś opcję, za którą za moment boleśnie tęsknimy. Z uporem maniaka dążymy do atrakcyjnego celu, który nagle zaczyna nas mierzić. Wygibasy i wewnętrzny sabotaż pokrywamy racjonalnymi etykietkami „postępu”, „oczywistości”, „konieczności” lub … milczeniem. Nie ma bowiem dobrych racjonalnych wyborów, bo jesteśmy irracjonalni, wielopłaszczyznowi, obciążeni swoją tajemnicą, wewnętrznymi konfliktami i głęboko wplecionym szaleństwem.  Taka też jest de facto ludzka kultura: prelogiczna czy alogiczna, kwantowo rozlana, synchroniczna, niespójna. Antropolodzy pisali tak kiedyś o „kulturach prymitywnych”, „ludowych” Ad1), ale to wypływa nadal w zdawałoby się racjonalnej cywilizacji przemysłowej. Nasz „racjonalizm” to jednak niedopasowana przykrywka, niedomknięta waliza, z której coś ciągle wystaje i … zaskakuje głupców.

Rozbawił mnie – jako nieadekwatny do tematu miłości a przez to komiczny-  język tych porad. Mowa jest o instrukcji obsługi, bilansie, algorytmie, pozycji negocjacyjnej, inwestycji, konstruktywnych opcjach czy skalach 0-10. Jest to język głębokiego odczłowieczenia, język programowania, korporacyjny język konfrontacji, produkcji masowej gadżetów i behawioralnej tresury zasobów ludzkich. Polecane w artykule zwroty do użycia przypominają podręcznik przeprowadzania rozmów sprzedażowych w call center. Continue reading


Wybaczcie mi, dalekie wojny

Cóż stąd, że umieramy? Życia jest wciąż tak dużo… Wszystko mija, a nic się nie zmienia. Po złotym tle wciąż płyną szare obłoki…
Basia Niechcic

tumblr_m58gh2zuh91qdtnz6o1_500

Czasem zastanawiam się, co mają w głowach ludzie, którzy „walczą o dobro świata/Ziemi” i jakie problemy osobiste podkładają pod ów „świat/Ziemię”. Po co im taki podniosły, tragiczny, wręcz histeryczny, dyskurs i dlaczego usiłują zadławić się własnym sarkazmem i rozpaczą na złość babci. Inspiracją do tego wpisu jest jeden z blogów lisiego natemat.

„I mówili zmiana klimatu”… Ziemia się zmienia, pod wpływem ludzkiej globalnej działalności także. Tak jak zmieniała się zawsze i zawsze będzie. Były kiedyś kangury kilkumetrowe, ptaki moa, olbrzymie ważki i pteranodony. Nie było kiedyś trawy. Były cywilizacje, jakich już nie ma. Co rodzi się, musi umrzeć, co umiera daje życie – jaki to banał a jednak powszechnie nieprzyswojony… Cykl Życie-Śmierć-Życie, kończy się jednak na życiu, bo życie przetrwa, przechodzi z formy w formę. Jednak, tych co „kochają Ziemię” czy „Naturę” dziwnie taka cudowna, naturalna zmiana form nie cieszy. Ich przerażenie budzi fakt, że owe zmiany są inne niż wizje z ich egocentrycznych, małych snów a gatunek homo sapiens w tych zmianach może się nie zmieścić. A jakie to poszanowanie praw Natury, gdy chce się wywinąć z Jej jurysdykcji?  Obrońcy „umierającego świata”  tak naprawdę bronią swojego „światka”, w którym nie może być Śmierci i płaczą, gdy Natura chce na nim dokonać oczywistej egzekucji. Piszą o „obowiązkach wobec Stworzenia”, obrażając się jednocześnie na antropocentryzm; przy tym zapominają, że człowiek podlega takim samym biologicznym prawom jak bakterie a „Stworzenie” radzi sobie samo. Wypierają ludzką biologię (np. wszystkożerstwo) i to, że Matka Natura wykorzysta skrzętnie ich ciała i ciała ich dzieci,  które to ciała wzbogacą glebę i w ten sposób spłacą dług wobec życia. Nie zmarnuje się z nas nic, nawet memy, jedynie bezlitośnie zmieni formę. Czy utylitaryzm biologii pozbawionej łagodzącej nakładki ludzkiej narracji przeraża? Czy przeraża niewzruszoność drzewa znaczonego znakiem śmierci, przyszłego wyrębu – a mimo to gotującego się do kwitnienia? Pewnie większość przeraża, choć mam nadzieję, że mądrych nie, bo wiedzą, że śmierć to życie a nie koniec. Continue reading


Utopia

Nie ma chyba większej (psycho)ściemy niż deklaracja: „człowiek dąży do samopoznania” (lub w imperatywie: „poznaj siebie!”). Po pierwsze, wcale nie dąży, po drugie nie jesteśmy mechanizmem, po trzecie… przecież nie ma po co.

Nigdy nie chciałabym dożyć chwili, w której sama przestałabym się zaskakiwać.

Wybór wiersza zainspirowany wiecznymi dyskusjami między zwolennikami naukowego mechanistycznego ujęcia człowieczeństwa a zwolennikami nie-naukowego mechanistycznego ujęcia człowieczeństwa.

 Wisława Szymborska

Utopia

Wyspa na której wszystko się wyjaśnia.
Tu można stanąć na gruncie dowodów.
Nie ma dróg innych oprócz drogi dojścia.
Krzaki aż uginają się od odpowiedzi.

Rośnie tu drzewo Słusznego Domysłu
o rozwikłanych wiecznie gałęziach.

Olśniewająco proste drzewo Zrozumienia
przy źródle, co się zwie Ach Więc To Tak.

Im dalej w las, tym szerzej się otwiera
Dolina Oczywistości.

Jeśli jakieś zwątpienie, to wiatr je rozwiewa.

Echo bez wywołania głos zabiera
i wyjaśnia ochoczo tajemnice światów.

W prawo jaskinia, w której leży sens.

W lewo jezioro Głębokiego Przekonania.
Z dna odrywa się prawda i lekko na wierzch wypływa.

Góruje nad doliną Pewność Niewzruszona.
Ze szczytu jej roztacza się Istota Rzeczy.

Mimo powabów wyspa jest bezludna,
a widoczne po brzegach drobne ślady stóp
bez wyjątku zwrócone są w kierunku morza.
Jak gdyby tylko odchodzono stąd
i bezpowrotnie zanurzano się w topieli.

W życiu nie do pojęcia.

(„Życie nie do pojęcia” na obrazeczku poniżej. Prawda, że ładne?) Continue reading


Niepolitycznie czyli dajcie mi spokój

 

 

 


Innego diabła nie ma

Postanowiłam, choć to niemodne i nikt tego czytać nie będzie, dodać nową kategorię: Wiersze Ważne. Uważam bosurrealizm-balonikiwiem, że w obliczu psycho-bełkotu, zwierciadlanego ględzenia o niczym, mowy nienawiści i mowy pseudo-miłości, wywiadów głupich pań z mądrymi panami i nie odwrotnie, prozy codziennej, którą mówimy, i medialnego gwałcącego szumu zajaśnieć może tylko mowa wolna, czyli mowa wiązana.

Zaszczycą tego mizernego bloga (bo nie śmiem napisać, że zaproszę) i Szymborska i Osiecka i Leśmian. I Inni, moi ulubieni.

Dziś, żeby w temacie psychokit pozostać, kawałek dla przeciwników farmakoterapii.

 

Wisława Szymborska

PROSPEKT

Jestem pastylka na uspokojenie.
Działam w mieszkaniu,
skutkuję w urzędzie,
siadam do egzaminów,
starannie sklejam rozbite garnuszki –
tylko mnie zażyj,
rozpuść pod językiem,
tylko mnie połknij,
tylko popij wodą. Continue reading