Przepracować problem rodziców

152„Czcij ojca swego i matkę swoją” czyli… coś nam się po drodze zagubiło, twierdzi James Hillman. Żeby umieć zaśpiewać o świecie musimy znać odpowiednie słowa. Niewiele już ze słów pieśni nam zostało. Potężna Pieśń o Życiu zamieniona została na kwilenie, i to nie o tworzeniu, a o poczuciu krzywdy. Krzywda wyrządzona przez rodziców, krzywda wyrządzona przez dzieci (a także krzywda wyrządzona kobietom, krzywda wyrządzona mężczyznom). Las oskarżeń. Zło tu i teraz, nasze porażki mają pochodzić z błędu rodzicielskiego sprzed kilkudziesięciu lat (w niektórych absurdalnych bajkach- np. hellingerowskiej – nawet sprzed kilku pokoleń). Jasne, krzywda się zdarza, czasem prze-Ogromna, przesłaniająca pierwszy plan. Nie twierdzę, że nie należy odreagować emocji lub krzywdę przesłonić milczeniem. Ale niestety: w naszej pop-kulturze ci, co zostali skrzywdzeni nie znają i nie poznają innej opowieści o sobie; a ci, którzy nie zostali skrzywdzeni tkwią mimowolnie w dyskursie poczucia krzywdy. Nie mamy innej, alternatywnej narracji, niż  „to wszystko przez to,  że matka to nam zrobiła a ojciec tego nie zrobił” (lub odwrotnie). To nam układa (zawęża?) świat.  Narracja kulturowa: nasz Los zależy od (toksycznych!) postępków wszechmocnych rodziców nas zubaża. Ba! Im bardziej głowa siwa, tym mam większe wrażenie, że to w ogóle nie ta bajka.

Kolejny fragment rozdziału „Przodkowie” z  „Kodu Duszy”, w którym to rozdziale James Hillman – „duchowo”, ale ramię w ramię z psychologami naukowcami, o paradoksie!- polemizuje z obowiązującym i szkodliwym paradygmatem „wpływu rodziny pochodzenia”, cytując inne, zapomniane już narracje [podkreślenia moje]: Continue reading


Skok w świat

09_img_6446James Hillman pastwi się nad współczesnym „sofizmatem rodzicielskim”, winnym, jego zdaniem, postępującej katastrofie ekologicznej. Niestety, ludy nie wyznające religii „rodzice są winni” także potrafiły do wyczerpania korzystać z zasobów, więc nie jestem pewna na ile argumentacja Hillmana ma odzwierciedlenie w faktach. Jednak nie da się ukryć, odrzuciliśmy świat jako „wychowawcę”… Czyż nie wychowuje nas kultura pełna pustych słów, odcięta coraz bardziej od rzeczywistości ( i oczywistości) ziemi, nieba, wiatru i wody? Mylimy człowieczych rodziców i Rodziców. Ukonkretnienie chyba nie wychodzi nam na dobre, podobnie jak przyjęcie jako faktu – a nie obrazu – bełkotów psychoanalitycznych. Trudno się z Hillmanem tutaj nie zgodzić: z wykorzenionej z natury narracji krzywdy i winy nic dobrego  nie będzie.

Fragmenty rozdziału „Przodkowie” z książki „Kod Duszy”:

„Wiara w to, że rodzice od początku kształtują nasz świat, jest dla mnie jednym z klasycznych przykładów sofizmatów „konkretności nie na miejscu”. Termin ten zaczerpnąłem od angielskiego filozofa Alfreda Northa Witheheada. Błąd „konkretności nie na miejscu” polega na pomyleniu konkretów z abstrakcjami. W naszym przypadku kosmiczni, mityczni rodzice utożsamiani się błędnie z naszymi własnymi, osobowymi matkami i ojcami. W konsekwencji potężne formatywne moce i tajemnice przydawane takim abstrakcjom jak niebo i ziemia, Bóg Nieba i Bogini Ziemi (lub odwrotnie, jak w mitologii egipskiej), stają się konkretnymi matkami i ojcami, podczas gdy matki i ojcowie ulegają ubóstwieniu, powodując zamieszanie o kosmicznych wprost proporcjach. Continue reading


Nasze wiary powszednie

03234Z ciekawością czekam na to, w jaki sposób Naczelna Superniania Rzeczpospolitej rozwiąże swój dysonans poznawczy. Czy uzna w obronie swojej (zadufanej) twarzy, że rodzice nie są (wszech)władni w kształtowaniu postaw swoich dzieci – podważając tym samym swoje tezy tresera i moc „karnego jeżyka”? Czy uzna się współodpowiedzialną za trudną sytuację syna, trzymając się twardo swojej religii? Tego nie wiem, ale czytając agresywne komentarze internautów do sprawy widzę, jak bardzo jesteśmy zakorzenieni w narracji „to wszystko wina naszych rodziców”.

Przytaczam więc dla otrzeźwienia fragment książki „Tabula rasa”, której autor, Steven Pinker, z lekka irytuje się na  „specjalistów od wychowywania dzieci”, wiary nasze i błędne wnioski z badań korelacyjnych [podkreślenia moje]:

„Dwoje dzieci dorastających w [jednej] rodzinie – z tą samą matką, ojcem, książkami, telewizorami i wszystkim innym – powinno być do siebie bardziej podobnych niż dwoje dzieci wychowywanych w dwóch różnych rodzinach. Ustalenie, czy rzeczywiście tak jest, stanowi test niezwykle bezpośredni i wiarygodny. Nie opiera się on na żadnej hipotezie dotyczącej tego, co muszą zrobić rodzice, żeby zmienić swoje dzieci, ani w jaki sposób dzieci reagują na działania rodziców. Jego wynik nie jest również zależny od tego, z jaką dokładnością mierzymy środowisko rodzinne. Jeżeli którekolwiek działania rodziców wywierają na ich dzieci jakikolwiek systematyczny wpływ, to dzieci dorastające z tymi samymi rodzicami powinny być do siebie bardziej podobne niż dzieci wychowywane przez różnych rodziców.

A jednak tak nie jest. Przypomnijmy sobie odkrycia naukowe potwierdzające drugie prawo genetyki behawioralnej [brak istotnego wpływu środowiska wspólnego– dop. mój]. Rodzeństwo dorastające w jednej rodzinie nie jest do siebie bardziej podobne niż rodzeństwo rozdzielone tuż po urodzeniu. Rodzeństwo adopcyjne nie jest do siebie bardziej podobne niż para losowo wybranych nieznajomych. Wreszcie, podobieństwo między rodzeństwem można przypisać działaniu wspólnych genów. Żadna z tych różnic pomiędzy rodzicami i rodzinami nie wywiera więc trwałego wpływu na osobowość ich dzieci. Mówiąc bez ogródek, większość rad udzielanych rodzicom przez specjalistów od wychowywania dzieci to po prostu bzdury. Continue reading


Matka na uwięzi

img_2198Zwrócił moją uwagę wywiad z psychoterapeutką Olgą Kersten-Matwin  „Uwolnić matkę” oraz komentarze do niego. W wywiadzie padają ważne słowa, które wzbudziły oburzenie ideologów spod znaku „kształtują nas rodzice”:

„Powiem pani, że mam dość słuchania o toksycznych rodzicach i o tym, co zrobić, by się z tych „toksycznych” kontaktów uwolnić. Takie podejście wyrządza krzywdę naszym relacjom z matkami i ojcami. Ludzie szukają winnych swoich porażek – niepowodzeń, zachowań, a nawet kompleksów – na zewnątrz. W ten sposób zwalniają się z obowiązku zajęcia się sobą i własnym życiem… przeciwstawiam się temu wpędzaniu matek w poczucie winy. Lubimy się w ten sposób usprawiedliwiać, powiedzieć na przykład: „Byłam zdominowana przez matkę, a teraz boję się szefa”, „Ona mnie krytykowała, więc to jej wina, że nie wierzę we własne możliwości”, „Całe życie buntowałam się przeciwko matce, teraz nie radzę sobie w związkach z innymi ludźmi”. Nie zdajemy sobie sprawy, że przerzucenie na innych odpowiedzialności za to, jakie jesteśmy, sprawia, że stoimy w miejscu i się nie rozwijamy. Ale obwiniamy, bo nie umiemy inaczej albo jest nam tak wygodniej.” Continue reading


Niezborny protest song o niebezpieczeństwie etykietowania

09_img_6498

Przyznam się szczerze, że szlag mnie trafia, gdy co rusz natrafiam na przekonanie, że nasze charaktery determinuje dzieciństwo. Czarno mi się robi przed oczami z wściekłości, gdy czytam, że „nie da się przepisać skryptów rodzinnych”, „osoby z domów dysfunkcyjnych nigdy nie będą żyły „pełnią życia” jeśli nie „przepracują urazów”; że „zaniedbane dzieci nie dają sobie rady w szkole”, że „dzieci z domów przemocowych odstają od grupy”, „DDA zachowują się nieadekwatnie” czy „twoje relacje z szefem wynikają z relacji z ojcem”. Może tak, może nie, nie wiemy, człowiek jest kształtowany przez wiele czynników. To wszystko byłoby zabawne, gdyby kończyło się na upraszczających świat wypowiedziach pop-psychologów. Jednak te schematy poznawcze pulsują, wpływają na nasze postrzeganie świata, decyzje.

Etykiety ranią i zmieniają percepcję. Continue reading


Po co babcię denerwować…

…Niech się babcia cieszy img_1003

Zastanowił mnie jeden z blogowych wpisów terapeutki Joanny Boj a dotyczący problemu DDA i opinii Tomasza Witkowskiego.

Po pierwsze, sprostowanie: Tomasz Witkowski nie jest profesorem.
Po drugie: zarysowuje się w tej wypowiedzi psychoterapeutki ciekawy obraz klientów.

Autorka uspokaja swoich pacjentów, że nie zwariowali, analizując swoje dzieciństwo. Być może niektórzy klienci nie zwariowali a być może niektórzy się nacięli. Tego nie wiemy. Ja za to uspokajam panią Boj, że – z tego co dr Witkowski pisze w „Zakazanej Psychologii”- nie wynika wcale, że podważa czyjekolwiek uczucia. Wystarczy książkę otworzyć i przeczytać. Nawet Joel Paris, którego cytuje, tego nie robi. Nawet znielubiana przez psycho a nie cytowana przez autora „Zakazanej” Judith Rich Harris. Przecież nie o podważaniu ludzkich uczuć oni piszą, co powinno być jasne dla psychologa. I pewnie jest.

Martwi mnie coś innego. Autorka pisze „Który zwyczajny (nie związany profesjonalnie z psychologią) człowiek, nie znający się na zawiłościach nauki, teorii psychologicznych, itp., zrozumie problem związany ze zbytnią ogólnością syndromu DDA? Kto rozróżnia naukowo-badawcze niuanse i ich związek z praktyką? Continue reading


Rodzice w terapii

011Pop-psychologiczny mit rodziny jest jak miecz obosieczny. Nasza rodzina pochodzenia musi być „wystarczająco dobra”, żebyśmy nie zwariowali, mieli „dobry obraz siebie”, „zdrowe związki”, umieli „stawiać granice”, no i nie zostali Hitlerami (patrz Alice Miller). Wszystkie klęski życiowe mają ponoć źródło w pielęgnowanym w naszej nieświadomości „obrazie rodziców”, w nieuświadamianych błędnych „schematach poznawczych”, które nabyliśmy od „toksycznych rodziców”  a „ciało pamięta” wszystkie świństwa jakie nam zrobiono („Nie bądź bezpieczny, Ciało pamięta”). Co oczywiście jest półprawdą, ponieważ na naszą osobowość i działanie wpływa cała masa czynników i nie stwierdzono jednoznacznego związku przyczynowo-skutkowego pomiędzy „niewystarczająco dobrym domem” a dalszym życiem delikwenta. Za to dzisiejsi super-uświadomieni rodzice starają się bardzo, aż tak bardzo, że dzieci mieć nie chcą (i ja ich doskonale rozumiem). A dorosłe dzieci w gabinetach budują w sobie trwałą tożsamość skrzywdzonego po to, żeby „żyć lepiej”. W tym kontekście perspektywa „przepracowania relacji z rodzicami” to obietnica wiecznego szczęścia i przyszłego braku problemów. Któż by się na to nie nabrał? Continue reading


Rodzice-źródło naszych kłopotów?

img_1077Czyli parafraza freudowskiego „Kultura jako źródło cierpień”. Tym, którzy uwierzyli fałszywym prorokom, że nie można dobrze żyć, gdy „mamusia była toksyczna” i czują się wyjątkowi, bo rodzice zgotowali im TAKI straszny los, dedykuję kolejny fragment książki Psychologia jako religia:

„[…] Antyrodzinne skutki selfizmu są potęgowane przez dominujące teoretyczne nastawienie przeciw rodzicom. Nastawienie to pojawiło się z chwilą, kiedy Freud wystąpił z koncepcją kompleksu Edypa1): że silna nienawiść między synem a ojcem, po raz pierwszy ujawniająca się w wieku około czterech lat, jest podstawowym i uniwersalnym doświadczeniem, jeśli chodzi o kształtowanie się osobowości mężczyzny. Nie bardzo wiadomo, co ojciec zrobił, by zasłużyć sobie na tę nienawiść. Pewnie chodzi o to, że poślubił matkę dziecka i że jest wielki. Edypalna wrogość może zostać zneutralizowana na różne sposoby, na przykład poprzez strach. Jednak u wielu osób, jak się zakłada, pozostaje aktywna przez całe życie, a ponadto zawsze może ponownie się ujawnić. Zarówno we freudowskiej, jak i w selfistycznej terapii, nie ma odpowiedniego nacisku na miłość ojca, choć przejawy takiej miłości są powszechne. Continue reading


Wyśniło się do dna

I zamiast mówić cokolwiek, zamiast złorzeczyć i przeklinać, pomyślisz, że wszystko, co oglądały twoje oczy, i wszystko, czego dotykały twoje ręce, dawno już rozsypało się w proch. Patrzeć będziesz przed siebie tępym, nieruchomym spojrzeniem, nie słysząc już wody ani wiatru, który targać będzie twoje zlepione włosy.
Paweł Huelle „Weiser Dawidek”

Dziś będzie o wspomnieniach z dzieciństwa. Czy mojego? Nie, ja nic nie opowiem o czasach „Solidarności” i Trzech Krzyżach, o coniedzielnych, rytualnych i przewidywalnych bitwach z zomowcami pod oknami mojego domu, ani o smrodzie gazu łzawiącego i krwi na drzwiach. Continue reading


Nie bądź dziecinny

Jednym z elementów klimatu poznawczego, jakim oddychamy, jest przekonanie o potężnym, wręcz deterministycznym wpływie doświadczeń wczesnodziecięcych i dziecięcych na nasze dorosłe życie. Doświadczenia dzieciństwa mają być – od „odkryć” psychoanalizy – przyczyną chorób i zaburzeń psychicznych a tropienie wczesnodziecięcych traum (np. sceny pierwotnej) -zadaniem psychoanalityka. Pop-psychologiczny nurt karmi nas do dziś wizją „bagażu dzieciństwa”, „toksycznych rodziców”, „nieświadomych scenariuszy”, „wypartych wspomnień” etc, z czym musimy się uporać, żeby osiągnąć szczęście osoby dojrzałej o zastygłej osobowości. Przekaz w skrócie jest taki: jeśli się nam nie powodzi w życiu, jest to wina naszych rodziców a osoby zaburzone psychicznie miały z pewnością ciężkie dzieciństwo. Prawda, o ile jest człowiekowi dostępna, jest zupełnie inna i bardziej złożona: Continue reading