Asertywna czyli wytresowana

Z poznawczą nadzieją zaczęłam lekturę artykułu Renaty Mazurowskiej Asertywna czyli jaka? Może wreszcie się dowiem? Choć po Autorce, która promuje nonsensy takie jak „dieta wg grupy krwi”,  „interesuje się parapsychologią” i wynajmuje się jako przyjaciółka „pomagająca” (bez psycho-uprawnień) kobietom na zakręcie nie spodziewałam się zbyt wiele. I miałam dobrą intuicję, niestety.

Zdumiewa oto pop-psychologiczny obraz świata w tym artykule. Nie ma w tym świecie hierarchii. Nie ma wspólnoty. Nie ma wagi spraw. Nie ma ambiwalencji. Nie ma przemocy. Od prostego świata przechodzimy do prostych zaleceń i ocen (pop-psycholożki Joanny Boj). Nie musisz przepraszać. Nie musisz tłumaczyć. Masz tendencję do uległości, dbasz o innych, a to niedobrze!

Zdumiewa prostotą wewnętrzne życie. Myślę nie i mówię nie. A co w niezręcznej i nagminnej sytuacji, gdy myślę taknie nietak (wstyd się przyznać…)? „Dobre granice, to granice elastyczne, które świadomie dostosowujemy odpowiednio do sytuacji, samopoczucia, woli, chęci”– ani słowa o oczywistym między nimi konflikcie. (Choć podobno zdrowy człowiek nie ma wewnętrznych konfliktów. Przy takiej definicji wszyscy jesteśmy chorzy, wiem.)

Zdumiewa wewnętrzna sprzeczność zaleceń: z jednej strony asertywność „wypływa z wnętrza”, z drugiej mamy ją ćwiczyć. Nie pada głupie pytanie, czy etyczne jest ćwiczenie na kimś, no i jak tu ćwiczyć skoro nie wypływa. Może najpierw sprawić, żeby wypływało? Zakorzenić się w sobie i dać sobie prawo do bycia w świecie? Niekoniecznie „asertywnego”.

Pojęcie i postawa „asertywna” zastąpiły otwartość, szczerość, odwagę (cywilną), szacunek do siebie i innych czy zasady współżycia społecznego, pojęcia dawniej wystarczające. Może dlatego, że odwaga czy szczerość to moralne cnoty, efekt świadomych wyborów, zważenia wartości, namysłu, dojrzałości, doświadczenia. Nie da się ich kupić na jednodniowym warsztacie. „Asertywność” sprowadza się do tresury, maski; to fast Self, osobowość instant, spod której wystaje często niepewność, nieśmiałość czy dziecięce strachy.

No, i mamy w tej koncepcji dużo iluzji. Dziś wspomnę dwie.

„Mów nie bez wyrzutów sumienia.”

Po pierwsze, asertywność wypływa, moim zdaniem, z dość ryzykownej postawy etycznej zwanej emotywizmem: nie wiemy, ale czujemy co jest dobrem, wartością czy słusznością. Zdanie „to jest słuszne” znaczy to samo co: JA CZUJĘ, że to jest słuszne. Zło sprowadza się do tego, co wywołuje naszą negatywną reakcję uczuciową. A to, co lubię staje się moim „prawem”. Niektórzy nazywają emotywizm etyką „Hurra! Fuj!”. Czy obozy koncentracyjne były dobre? Hurra! krzyczy coś w Gieniu. Fuj! krzywi się Stasia. (przyznam, że fuj/hurra często mieszają się ze sobą w mojej głowie dając hurrafuj czyli .H.UJ. Ups). Gienio i Stasia nie dojdą do żadnego porozumienia, do żadnego spójnego działania, choć wyrażą swoje zdanie pop-psychologicznie poprawnie: otwarcie i asertywnie. Nie są w stanie bez racjonalnych argumentów przekonać kogokolwiek do czegokolwiek, bo czują coś innego i to czucie jest wyznacznikiem wiedzy. Dylemat moralny sprowadza się do psychicznego napięcia. Co więcej, emotywizm zaciera różnicę między manipulatorskimi a uczciwymi stosunkami społecznymi (co ma miejsce współcześnie): jeśli etykę sprowadzimy do subiektywnych odczuć można nami łatwo manipulować.

„Nie uległa, ale i nie agresywna”

Po drugie: Asertywność nie jest agresją – ile razy to słyszałam! Przyjmijmy podręcznikową definicję agresji: zachowanie ukierunkowane na zadanie cierpienia innemu człowiekowi, który jest motywowany do uniknięcia tego cierpienia. Problem w tym, że nie uświadamiamy sobie w pełni swoich intencji, czasem sprzecznych, a agresja stanowi narzędzie do osiągnięcia jakiegoś innego celu (agresja instrumentalna). I tak, jesteśmy aby pewni, że odmawiając koleżance pomocy nie chcemy jej dokopać? Czy bezpośredniość nie rani? Mnie na przykład tak. Czy „unikanie robienia rzeczy, których nie lubisz” to nie przejaw biernej agresji? Czy „otwarte wyrażanie emocji” może być częścią gry w dominację czy manipulację? Tego nie da się określić w sposób jednoznaczny. Trudno więc stawiać tak jasną granicę między agresją a postawą asertywną. Ale agresja ma złą prasę, zwłaszcza kolorową, babską. To facetom z agresją do twarzy. Ludzie przyjmujący asertywność za kanon odbierani są często jako agresywni, opryskliwi, ale i miło wygadani. W konflikcie gryzą i jednocześnie merdają ogonkiem na wszelki wypadek, gdyby ktoś chciał na serio oddać.

Bo co jak natkniemy się na najprawdziwszą przemoc i kogoś kto w jelicie grubym będzie miał nasze „elastyczne granice”? Z łokcia czy w płacz? Szef nie wypłacił pensji na czas. Fuj! krzyczą nasze emocje. Najchętniej takiego gnoja rozszarpać. Mamy prawo! Agresja dziesięć. Ale jesteśmy przecież asertywne i eleganckie, nie zawiesimy dupka za jaja, nie popłaczemy się nie złożymy pozwu a zaprotestujemy godnie. Tylko co z tego, skoro konto puste? Skuteczna asertywna obrona granic w obliczu przemocy to często mit. Obrona siebie wymaga agresji, manipulacji, sprytu czy okazania uległości. Nasze małpie emocje nie znają asertywności. Znają walcz, uciekaj lub „się zawieś”. Pewnie dlatego ta asertywność taka trudna do wyuczenia a eksperci sami mylą się w zeznaniach.

Z jedną tezą artykułu się zgadzam: bezrozumne korzystanie z prostych rad pop-psychologów skutkuje pogorszeniem relacji z innymi i ze sobą. Dodam, że odbiera także przyjemność refleksji, dyskusji z autorytetami filozofii i etyki (choćby tylko we własnej głowie) i dzielenia się przemyśleniami z innymi. Autorka artykułu, opisywana „koleżanka Magda” czy „nauczycielka Ewelina” dały się już wytresować. Może czekają aż „eksperci” sami powiedzą, że możemy już ich nie karmić? To nie zadziała. Im głośniej psycho-eksperci mówią, że nie ma ekspertów, tym bardziej wydają się być ekspertami.

Bo niestety, im bardziej zaglądamy do środka, do Głębi naszej lęku pełnej, tym bardziej Prosiaczka tam nie ma. Ale tym bardziej za Prosiaczkiem tęsknimy. Ot, paradoks. Może czas najwyższy tęsknotę za Prosiaczkiem opłakać i wrócić dojrzale do rzeczywistości – tej innej niż prosta (żeby nie powiedzieć agresywnie prostacka) pseudo rzeczywistość pop-psychologów?

Źródła

Peter Vardy, Paul Grosch, Etyka, Zysk i S-ka, Poznań 1995

Dodaj komentarz