Asertywność nie działa

W prywatnej nomenklaturze nazywam asertywność sztucznością i odmianą współczesnego chamstwa. Rymuje się z ideałem „autentyczności” i emocjoholizmem, z przekonaniem, że człowiek- nawet działając sam- ma zawsze rację a jego „autentyczność” jest moralnie słuszna bo „jego”. Ale że teraz manipulacja, pewność siebie, wysilane „bycie sobą” i osiaganie swoich celów bez względu na społeczne koszty są na topie jako rozwiązanie wszystkich naszych bolączek, robię bohaterski rachunek sumienia wg listy z Mętnego Lustra.
Wychodzi fatalnie.

„Czy w swoim związku:

jasno wyrażasz oczekiwania, potrzeby, życzenia i opinie, nie obawiając się reakcji drugiej strony- oj, z pewnością nie jasno, obawiam się reakcji i na niej mi zależy… (zero punktów)
potrafisz odmawiać w sposób nieuległy, ale i nieraniący Twojego partnera – czasem ulegam, zaskakująco zmieniam zdanie i nie pretenduję do wszechwiedzy o tym, co rani mojego mężczyznę (zero punktów)
radzisz sobie z przyjmowaniem komplementów, pochwał a także krytyki – ups, komplementy mnie peszą… (zero punktów)
jesteś autentyczna/y, czujesz się w pełni w zgodzie ze sobą? – oczywiście, że nie, bo ogranicza mnie czasem savoir vivre i poczucie przyzwoitości; ponadto uważam, że moje maski to też ja, ale nie ośmielę się z takim nie-pop-psychologicznym poglądem wychylić. (dodać kolejne zero punktów)

„Jeśli odpowiedziałaś „tak”, to oznacza, że zbudowaliście wspierający, szczery związek. Jeśli jednak dochodzisz do wniosku, że brak Ci asertywności, chociażby w części,  oto sposoby na to, by poprawić tę umiejętność”. Przy wszystkich odpowiedziach „nie” też dochodzę do takiego wniosku. Rozpoczynam więc ćwiczenia wg porad Joanny Godeckiej, dawniej pani astrolog a dziś coacha (widać szarlatani też idą z Duchem Czasu).

Ja tam sobie ćwiczę a w moim związku coraz weselej.

Ćwiczenie 1 „Asertywnie zredaguj swoje oczekiwania”

Zapoznaję się z przykładowym tekstem z artykułu i układam sobie w pamięci asertywną przemowę. Po kolacji nabieram w płuca dużo powietrza i mówię, zgodnie z poradami:

– Chciałabym, żeby fronty szafek w naszej nowej kuchni były żółte. Żółty, jak twierdzą psycholodzy, dodaje optymizmu i dobrze wpływa na relacje. Też tak czuję. Wiem, że wolisz niebieskie, ale dla mnie kolor żółty jest bardziej przyjemny. Rozumiem doskonale (wiem, nic nie mów!), że szafki niebieskie przypominają ci, kochany, kuchnię w domu twojej babci i budzą miłe skojarzenia. Wobec tego zróbmy szafki żółte, ale z niebieskimi uchwytami. Gdy naciskasz, żeby kuchnia była cała niebieska, czuję że moje potrzeby są pomijane i jest mi baaaardzo przykro.

-…

Musi działać, musi, modlę się w duchu, bo – jak twierdzi lifecoach – „tak sformułowaną wypowiedź trudno jest zignorować”. Za chwilę słyszę nutę zdumienia w głosie mojego mężczyzny:

– Kocie, po jakiemu ty gadasz… odbiło ci? Herbaty chcesz?

No, faktycznie, przejął się mną, nie zignorował…

Ćwiczenie 2 „Bądź konkretna”

Artykuł zaleca podawanie jasnych i konkretnych poleceń, takich podobnych do komend dla psa, poprzedzonych słówkiem „oczekuję”. Jestem więc konkretna aż do bólu:

– Oczekuję, że dziś o 18.00 wyniesiesz śmieci.
– Nie.

„Jasno sformułowane prośby są czytelne. Obligują do wywiązania się z nich lub podania powodu odmowy”. Widać, kurczę, że on nic nie wie o tych obligacjach.

Ćwiczenie 3 „Podawaj przyczyny odmowy oraz pozytywne konsekwencje swoich próśb”.

Tak jak podano w zaleceniach odnoszę się do faktów, manipuluję i odsuwam wyrzuty sumienia. Mamię pozytywnymi konsekwencjami. Z zapałem kontynuuję ćwiczenia:

-W niebieskich pomieszczeniach czuję się przytłoczona, depresyjna i nieszczęśliwa. Żółć mnie pobudza i z pewnością da mi niezwykłą energię do przygotowywania ci codziennych wymyślnych obiadów – tu uśmiecham się zachęcająco – Z kompotem.

-Ale co ty opowiadasz. Co ma kolor szafek do obiadów??! I jaki kompot? Nie lubię. Zresztą jeść mogę w pracy.

„Asertywne odmawianie z podaniem powodu nie wywołuje poczucia winy”. Pewnie tak, ale mam za to silne wrażenie że się wcale nie zrozumieliśmy. O tym w poradniku nie było…

Ćwiczenie 4  „Kiedy spotykasz się z krytyką  nie reaguj automatycznie , dokonuj wyboru”.

W czasie między krytyką a reakcją należy zrobić rachunek sumienia, przeanalizować błędy i wybrać podział obowiązków- jak w podanym przykładzie. Postanawiam wiernie skopiować, w artykule brzmi przekonywająco.

Mój miły, nieco poirytowany:
-Oj, daj mi już spokój z tą kuchnią. Żółta czy niebieska, cholera. To już nie ma innych kolorów?

Liczę po cichu do dziesięciu i dokonuję wyboru tekstu od pani coach.

– Faktycznie, ostatnio często do tego wracam. Wiem, to może być irytujące. Jestem taka zmęczona. Proponuję, żebyś ty dopilnował projektu. Jesteś w tym lepszy.

Podsumowanie zwierciadlanych porad: „I w ten sposób asertywnie rozwiązujesz problem.” Nie da się ukryć, rozwiązałam, przegrywając asertywnie…

A teraz na serio. Krytycy asertywności, podobnie jak krytycy psychoanalizy czy innych pop-psychologicznych pomysłów w stylu afirmacji czy prawa przyciągania, zawsze dostają jedną odpowiedź: ależ to działa, tylko trzeba umieć użyć! Tymczasem nie ma „asertywności”, są ludzie, którzy usiłują być / są asertywni i na tej podstawie ten koncept oceniam. Zauważam dziwną prawidłowość: gdy tylko aplikuję pop-psychologiczną asertywność i zaczynam intensywnie „stawiać granice”, wszystko się chrzani. Świat staje się wiecznym i męczącym polem walki. Nikt jakoś nie chce być tym manipulowanym kundlem, któremu podaje się mniej lub bardziej eleganckie komendy i którego zawsze kopie się w tyłek dla zasady. Ludzie wolą jednak bezpieczeństwo i przewidywalność w gromadzie niż tolerancję dla czyjejś nieprzydatnej wolności. Ja wolę szacunek i społecznie akceptowalne  formy jego wyrażania, które Rodzice uporczywie wpajali mi w dziecięctwie. Są bardziej przystosowawcze.

Czasami po prostu nie wypada „być sobą”, dręczyć kogoś emocjami czy walić prawdę między oczy w ramach „autentyczności”, nawet z uśmiechem, bo są wyższe wartości od naszego komfortu. Kontakt np. z asertywnym wspólpracownikiem to męka, choć czasem z komizmem sytuacyjnym w tle, bo on nie wyczuwa, że pewnych rzeczy się nie robi i nie mówi. Że są różne skrypty, role i hierarchie a milczenie otoczenia wyraża też dezaprobatę. Postawa asertywna: „ty masz swoje zdanie a ja mam swoje” nie buduje niczego, bo te przekonania nie ścierają się, nie tworzą nowej jakości. Ciekawe jest w tej koncepcji wyparcie agresji i skłonności do czynienia zła nieobcych przecież ludzkiej naturze. Asertywność pociesza przekonaniem, że się nikogo nie rani, choć nie ma przecież dowodów na poparcie takiego przekonania.

Co więcej, asertywność, zwłaszcza takie prymitywne porady jak cytowane, sprowadza subtelną międzyludzką komunikację do prostactwa środków, koronkę zamienia na betonową wylewkę.  Wyznam więc pani Godeckiej z wrodzoną nieśmiałością: nie będę pracować nad rozdęciem swojego ego do granic absurdu, choć to ma być panaceum na wszystko. Po prostu w swoim systemie aksjologicznym nie uważam swojego ego za tak dużą wartość, żeby dla niego i dla idei niszczyć innych i moje związki z innymi. A są to związki oparte na wzajemnej współpracy i wymianie, czasem na ustępstwach i milczeniu, często na podporządkowaniu się pewnej hierarchii, na odegraniu (tak, tak!) roli. Jak niektórzy twierdzą, bez takiej międzyludzkiej współpracy do dziś siedzielibyśmy na drzewie.  A ja się odzwyczaiłam, wolę stąpać wśród ludzi po ziemi i już nie umiem skakać jak małpa po gałęziach, sorry.

Dodaj komentarz