Bogactwo

We wstępie do bloga, kilka lat temu,  napisałam: „Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że żyjemy w wielkiej „kąpieli pop-psychologicznej”, mieszance faktów i kłamstwa, zalewie półprawd, ćwierćprawd, bzdur i małych bzdurek, które, wielokrotnie powtarzane, stają się pomału „oczywistą prawdą”. Nie da się z tej kąpieli wypłynąć, zaczerpnąć czystego powietrza, nawet jeśli wyrzuci się telewizor i komputer za okno.” Nie ma co się oszukiwać: przyszło nam żyć w postmodernistycznej, redukcjonistycznej paplaninie, nic nie wnoszącej; w wieku Bez-Rozumu i Nie-Mądrości; w czasie uwiądu woli i działania. Bańka ideolo nam się rozszerzyła, rozszerzył się świat bodźców a ograniczył świat reakcji. Nadal próbuję spazmatycznie gdzieś zaczerpnąć czystszego powietrza. Uważam, że odurzeni odrealnionymi i antyhumanistycznymi narracjami, plotkami zwanymi „wiadomościami”, szumem, psycho-papką, zewnątrzsterowni a uwewnętrzniający wartości rzekomych „autorytetów” – zagubiliśmy „dotyk prawdy”. Trochę w stronę „dotyku prawdy” zmierza nurt mindfulness, ale to jest psycho-maseczka dla mieszczuchów a miasto czy miejski lajfstajl nas zabija, ogłupia. Dotyk ziemi, rośliny, fizyczna praca – to dla mnie prawda, baza i odtrutka na odurzenie pustymi do wyrzygu ideami.

Zamieszczam dziś tekst zatytułowany „Dotyk prawdy” z pięknej strony Krystyny Cornuet. [blog oryginalny: http://krycor.blogspot.com/ ]

Wpis dotyczy permakultury, ale proszę się nie bać. Ten termin nie jest ważny (akurat tutaj, bo w ogóle to jest). Jeśli ktoś nie grzebie się z upodobaniem w ziemi ani jak ja nie gapi się na świat spod wiejskiej sławojki – to nie ma problemu. No i proszę o wybaczenie: ten fragment nie jest upowszechnioną judeo-chrześcijańską narracją „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Trudno mi było napisać lepiej, prościej o prawdzie i o pokorze, dlatego ośmielam się cytować, za miłym pozwoleniem Autorki. Może kogoś zainspiruje.

„Wydaje się czasem, że w świecie nie ma już nic prawdziwego, że każda teoria ma swoje przeciwieństwo. Ludzie wierzą w to czy tamto, a inni w coś wręcz przeciwnego. Kłamstwa, manipulacje i półprawdy. Aż się w głowie kręci. Człowiek czuje się, jakby grzązł w bagnie. Czego się wtedy uchwycić? Co jest autentyczne, prawdziwe, co nie zawiedzie?

Najbardziej prawdziwą jest Natura, Ziemia i to, co na niej rośnie i żyje. Prawdziwi też jesteśmy my, nasze ręce i twórczy duch. Kiedy znajdziemy czas i ochotę, żeby się nad ziemią pochylić, dotknąć ją gołymi rękami, poczuć jej zapach, kiedy włożymy w nią z miłością nasiona i będziemy je pielęgnować z uwagą, kiedy starczy nam ochoty, aby zagłębić się w zachodzące w niej złożone procesy i związki, to zetkniemy się z czymś absolutnie prawdziwym, szczerym i prawym. Co więcej, ta natura nie jest nam wroga. Jeśli tylko przestajemy traktować ją jak wroga, którego trzeba poskromić, a szczerze i prawdziwie chcemy z nią współpracować i uczyć się od niej, bo ona jest mądrzejsza od najmędrszych ludzi, to zyskamy wspaniałego przyjaciela i współpracownika, który nas nigdy nie zawiedzie.

Potrzeba pewnej pokory, żeby zrozumieć, że nie wszystko musi tak być, jak my byśmy sobie chcieli. Nie zawsze wszystko się udaje. Bywają lata zbyt chłodne i deszczowe, to znów suche i gorące. Bywają zimy, kiedy wiele roślin wymarza. Mimo to, jeśli nie gwałcimy natury, nie zatruwamy jej, nie chcemy być mądrzejsi, a tylko podpatrujemy naturalne procesy, będziemy wręcz zasypani wspaniałymi jej darami. Nie tylko będziemy się zdrowo odżywiać, ale w dodatku dostaniemy piękno, zapachy, sprawność ciała i ogromną satysfakcję. Oraz takie poczucie więzi i przynależności, wręcz przyjaźni i miłości, że chce się śpiewać z zachwytu.

Ziemia powoli, wręcz niedostrzegalnie uczy mądrości, cierpliwości, prawdy. Pomaga wyzbyć się egoizmu i wchłania nasze stresy. Dobrze, powiecie, to dlaczego rolnicy nie są najmądrzejszymi i najszczęśliwszymi ludźmi na świecie? Prawdopodobnie jest to kwestia podejścia. Jeśli podchodzisz do kogoś, jak do wroga, którego trzeba zniewolić, albo jak do niewolnika, z którego trzeba wycisnąć jak największy zysk, to trudno mówić o przyjaźni i wzajemnym uczeniu się, prawda? W swoim ogródku czy na skrawku pola można czuć się jak nędzarz czy wyrzutek i wtedy będzie się nędzarzem i wyrzutkiem, a można czuć się jak milioner i król świata i wtedy będzie się milionerem i królem świata. Tych milionów nie da się złożyć w banku, ale można z nich korzystać do woli- błysk słońca w kropli rosy, pieszczota wiatru i źdźbła trawy, kolor otwierającego się kwiatu, zapachy ożywcze i owijające nas, jak najdroższe perfumy, niezrównany smak owocu zerwanego w pełnej dojrzałości, marchewki świeżo wyjętej z ziemi i opłukanej w beczce z deszczówką.

Często słyszę: „Ile to trzeba pracy, to harówka!”, a potem często mówiący to idą na siłownię albo na gimnastykę do dusznej sali, żeby poprawić sprawność ciała. Praca i ruch na świeżym powietrzu są dla nas jak najbardziej naturalne i potrzebne. Można też tak to wszystko urządzić, żeby nie było to harówką ponad siły, a przyjemną gimnastyką na powietrzu, w dodatku przynoszącą korzyść. Dlatego sprawdzam różne sposoby ułatwiania sobie pracy i dzielę tym to sprawdziłam.

Są jeszcze inne prawdziwe rzeczy – kiedy bierzesz kawałek drewna, kamienia lub nici i tworzysz coś z tego, coś użytecznego i pięknego zarazem. Naczynie, mebel, suknię, ozdobę. Tutaj też nie ma miejsca na matactwa. Albo coś jest zrobione pięknie i solidnie, albo nie. Kiedy miesisz chleb, kroisz warzywa, gotujesz posiłek – to też jest prawda. O ile nie użyjesz sztucznych polepszaczy, to będzie to albo dobre, albo wręcz przeciwnie, to zależy od Ciebie. Podobnie ze zwierzętami – jeśli są szczęśliwe, zadbane i ufają Ci, jeśli czujesz z nimi więź i wiesz, czego im trzeba, to jest autentyczne. One kochają nas i uczą miłości, wychodzenia poza swoje egoizmy i wygodnictwo.

Czytałam kiedyś o idealnym społeczeństwie, gdzie każdy, nawet król czy najwyższy urzędnik, musiał znać i praktykować codziennie jakieś rzemiosło, choćby przez godzinę. Jest w tym wielka mądrość. Jeśli robimy coś konkretnego i użytecznego naszymi rękami, to zmieniamy nie tylko materię, ale zmieniamy też siebie. Odnajdujemy prawdę o sobie, godność, solidność, umiejętność skupienia i współpracy, odzyskujemy nasz honor. Dziś coraz bardziej odchodzi się od pracy z konkretnym przedmiotem, od początku do końca. Może stąd bierze się ten zanik jądra naszej osobowości. Można je jednak odzyskać i pielęgnować – trzeba tylko chcieć.

Idę teraz do ogrodu, trochę już smutnego w listopadowy sposób i będę go podziwiać i kochać. Wiem, że wrócę mądrzejsza i pogodniejsza. Zajrzę do kur, a one przybiegną do mnie, pogadam do owiec, a one, wyjątkowo płochliwe, wtulą pyszczki w moją rękę. Jestem milionerką i królową na swojej ziemi.”

PS. Mój Znajomy Rolnik wyznaje, jak już jest trochę podpity i mniej męski: „Ja niewiele z tego mam… Ale wie pani, ja to kocham.”. A czy miłość nie czyni nas bogatymi :)?

Dodaj komentarz