Dzieci lepszego Boga

Akademia MAM przemyca pop-psychologiczne bzdurki w sosie ‚chrześcijańskim” czyli jedynie etycznym, jedynie słusznym, wyższym i obowiązującym. Ostatnio tak reklamuje seans o bogactwie: „Biedę i bogactwo mamy… w głowie. A potem w kieszeni a także w sercu. To układ zamknięty. Rządzą nami PRZEKONANIA które wcale nie są nasze choć oddalibyśmy za nie życie. Jak zobaczyć to czego nie widać… czyli PODświadomość? Jak się wyzbyć „prawd” nieprawdziwych …”

Oraz zaprasza na spotkanie z miłym młodym człowiekiem, ekspertem od źródlanie czystego chrześcijańskiego biznesu, autorem strony o rozwoju osobistym, z której kilka cytatów poniżej.  Bo żeby nie było, że czepiam się tylko azjatyckich kadzidełek, dziś o chrześcijańskiej drodze rozwoju i pomnażaniu… No, pomnażaniu.

Już na początku lektury czuję, że nie będzie łatwo:

„…większość najwybitniejszych idei została stworzona, gdy ich twórcy mieli 25-40 lat. Potem większość twórców leci z szablonu. Nie sam też wymyśliłem co należy robić w obliczu śmierci, lecz nauczyłem się tego od prawników i od pewnego 30-latka: Jezusa Chrystusa.”

Poleciałam więc z szablonu już dawno, tylko dlatego że kiedyś gdzieś ktoś zamordował trzydziestolatka. Ale jednak zapytam starczym głosem: co my tu mamy – na stronce i zajawce MAM?

Echa absurdalnej koncepcji przyciągania „podświadomością” bogactwa. Podtekst, że pieniądze dają szczęście a szczęście pieniądze. Że wszyscy marzymy o pracy, pieniądzach i bogactwie duchowym (ja, do cholery, nie!). W warstwie merytorycznej ten sam bełkot co w „szkoleniach umiejętności miękkich”. Czyli jak wcisnąć komuś szit i kit, zawrócić głowę telemarketingiem oraz zalać wkurzającym spamem, z którego oczyszcza się każdy odruchowo, jak z brudu:

„Skup się na problemach klienta, zastanów się jak możesz je rozwiązać…”Powinieneś być przywódcą, który wskaże klientowi najlepsze dla niego rozwiązanie i poprowadzi go w kierunku sfinalizowania transakcji”, ” Zacznij być proaktywny, wychodź z inicjatywą.” „Zacznij mu doradzać i służyć, traktować jak przyjaciela. Z takim nastawieniem zaczniesz zarabiać dużo więcej, a dodatkowo rozwiązując prawdziwe problemy klienta będziesz robił dobre rzeczy, co bezpośrednio przełoży się na Twoją satysfakcję i spełnienie.” „Poświęcenie własnego czasu, budowanie relacji umożliwia też wspieranie nie tylko finansowo, czy materialnie , ale również na innych płaszczyznach. Często ludzie potrzebują zauważenia, zrozumienia, docenienia, a nawet po prostu wysłuchania.” „Zacznij dawać bezinteresownie pamiętając o szacunku do samego siebie.”

Sprzedaż przyjaźni, „budowanie relacji”, „poświęć czas”, postawa patriarchy wobec klienta, który sam nie wie czego chce, bogactwo jako wartość – ta sama nudna mantra jak wszędzie…

Przeraża mnie coś innego – umotywowanie nierówności i niesprawiedliwości tego świata religią, prawem naturalnym i boskim. Przeraża dorabianie ideologii do przemocy, na przykład tak:

„…fakt zarabiania przez mały wycinek społeczeństwa większych pieniędzy jest nie tylko zupełnie normalny, ale wręcz sprawiedliwy, wynika bowiem z zasad działania wolnego rynku. Rynek duszy nie ma i każdego traktuje tak samo – według zasad, a więc sprawiedliwie, a nie miłosiernie”.

Czyli, jeśli nie masz pracy; należysz do masy niewolników, którzy stają się niepotrzebni i którzy – upodleni – kurczowo trzymają się jakiegokolwiek zajęcia; jeśli otworzyłeś biznes, który upadł bez zysków a państwo z banksterami odebrało ci resztę – nie buntuj się. Bóg tak chciał. Takie jest prawo naturalne, prawo boże, tak jest normalnie. Sprawiedliwość to wolny rynek. Rynek dobrych wynagradza i złych karze. Słabi przegrywają, zwyciężają silni.  Czyńcie sobie ziemię poddaną. Pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim. Takie są zasady.

„Ciągiem dalszym kwestii sprawiedliwości wynagrodzeń pozostają pytania: (1) czy motywacja osób zarabiających była sprawiedliwa (czy kierowali się chciwością, czy służbą), (2) czy ich metody były sprawiedliwe, (3) czy teraz, mając pieniądze, postępują z nimi sprawiedliwie (czy kierują się egoizmem, czy miłością do ludzi). To kolejne zasady, czy raczej pytania z rachunku sumienia uczciwego dystrybutora.”

Rachunek sumienia i fałszywe przedstawienie walki o pomnażanie swojego jako „służby innemu” mają przesłonić brudny akt udziału w systemie wyzysku jakim jest kapitalizm. Autor buduje pozory, że marketing, biznes, handel „chrześcijańskie” nie są uwikłane w Zło leżące w samym systemie. To taka Korporacja, która mówi: ” ufundowaliśmy to czy tamto, dzięki nam ludzie się bawili na festynie…” a jednocześnie podkręca normy „szarakom” tak, że będą się w pracy zabijać. Oczyszczający zabieg magiczny „rachunku” nie dziwi, ponieważ instytucja zwana Kościołem ma sporo tutaj na sumieniu. Głosząc miłosierdzie, żeby było zabawniej, stoi po stronie całkiem ziemskich dóbr od początku swego powstania, kurczowo trzymając się Tronu i ideologii wspomagających kumulację zysku w swoich rękach.

Tyle o sprawiedliwości a teraz wypiski o człowieczeństwie:

„A Ty, co wybierasz? Marzenia o milionach, jachtach i luksusach? Czy może mniej ambitne o domku jednorodzinnym, wygodzie i grillu? A może wybierzesz coś mniej wygodnego: wyższe wartości, służbę, zmianę świata i walkę ze złem?”

Człowiek, który chce zapewnić byt swojej rodzinie i marzy o domku z ogródkiem jest określony jako „nieambitny i wygodny”. Chce pobawić się z dzieckiem, przytulić żonę (o ile ma), popatrzeć na kwiaty i spokojnie przy browarku połowić ryby. Nie w głowie mu, zwłaszcza po piwku „wyższe wartości i walka ze złem”. Przykre, ale ni huk nie dorasta do bycia Ludzkością ani Nadczłowiekiem. Jest częścią pospólstwa. Pospólstwem się manipuluje, pospólstwo się „uduchawia”, pospólstwo się wyśmiewa i okrada, nad głową pospólstwa podpisuje się korporacyjne ugody. Czasem pospólstwo wypuszcza się na wojnę, gdy już nikt nie ma pomysłu, co z tym zrobić. Religijną wojnę, żeby było jeszcze weselej. I żeby nie było zarzutów, że pogardę dla szaraków wykazuje tylko „prawica”! „Lewica” redukuje marzycieli o świętym spokoju i ogródku do „pingwinów” (http://www.krytykapolityczna.pl/felietony/20140602/siedmiu-swietych-i-pingwiny)

„Sama motywacja finansowa – chęć zarobienia na życie – zwykle jest zbyt słabym motywatorem, aby odnieść sukces w trudnej branży wymagającej konsekwencji i ciężkiej pracy. Stąd w moim nauczaniu wyraźna koncepcja odnalezienia swojej pasji, misji, wizji i powołania, czyli spójnej drogi życiowej.” „Aby to powołanie skutecznie realizować, potrzebujemy przedmiotów takich jak: kształtowanie silnej woli i charakteru; harmonia i balans w życiu zawodowym, prywatnym i duchowym; przedsiębiorczość i kreatywność; a także poznanie typów osobowości i temperamentu, by lepiej zrozumieć siebie i innych ludzi.”

Cóż, oto objawił się nam nowy Zbawiciel, nowy guru, który „naucza”. Jednak to nie uderza tak bardzo jak koncepcja „pasji, misji, wizji i powołania”. Czyli nonsensy, które wmawia się młodym na pierwszych korpo-szkoleniach, po to żeby się samo-motywowali i nie żądali wzajemności za nadgodziny. To także echa koncepcji kościelnej, ideologii instytucji dysponującej armią bezżennych mężczyzn, którym „pasją” przesłonić trzeba (przynajmniej teoretycznie) brak rodziny i kobiety.  Problemy z koncepcją życiowej pasji widzę trzy: raz, gdy się ją sprzedaje przestaje być pasją a staje się zarobkowaniem; dwa: samą pasją nie da się zatrzymać pracownika; i trzy: można z taką samą pasją mordować jak i kochać . Z pasją można knuć w korporacjach, z pasją wmawiać sobie, że niesprawiedliwość to sprawiedliwość, z pasją bredzić jak MAM (i mnie tu nie wykluczając, wiem). Naziści z pewnością także służyli z pasją wyższej idei oczyszczania świata z plugastwa, „walki ze złem”, przy wsparciu KK zresztą, a bogactwo jakie zgromadzili po prostu im się należało jako bardziej przedsiębiorczym,  prężnym, służącym Idei, Narodowi i Partii.

Dziwnie, zewsząd krzyczą o życiu ideami i pasjami. A potem, już ciszej, proponują darmowe staże…

***

Jaki mam oddźwięk w duszy po lekturze tych kołczingowych, wręcz klerofaszystowskich, mądrości- oprócz nudności, rzecz jasna?

Prosty wniosek: jeśli ci się nie powodzi, to oznacza, nie tylko że nie „żyjesz pasją”, ale także, że Bóg i Rynek ci nie sprzyjają. Dzieci lepszego Boga mają kasę a ty nie masz, bo jesteś pociotek innego boga, tego gorszego. Eksperci od Boga, Rynek i Bogacze przekonają nas, że to jest właściwy, jedyny możliwy, oczywisty Porządek Świata. Eksperci niosą jednak Dobrą Nowinę maluczkim: odniesiesz sukces finansowy, osobisty i duchowy, jeśli tylko zaczniesz „nad sobą pracować”. Niestety, jest to kłamstwo takie samo jak „jeśli skończysz studia będziesz mieć pracę”, „jeśli jesteś fachowcem to będziesz mieć dobre warunki pracy” czy ogólnie: „Jeśli pracujesz, to dostaniesz nagrodę na ziemi tej ziemi”. Takie zasady się, jak wiemy już, nie sprawdzają w płynnym świecie.

A jeśli tej nagrody nie masz, argumentuje Autor, to znaczy, że nie pracowałeś wystarczająco ciężko (bo przecież ci co mają pieniądze ciężko pracują, np. Paris Hilton). A może nie trzymałeś grzecznie rączek na kołdrze? Może za mało kochasz klienta? Problem jest w każdym razie w tobie. Bóg, strażnik Wolnego Rynku, sprawiedliwych bogaczy wynagradza a złych nieudaczników karze, czyż nie? Oto religia umoczona w kulcie konsumpcji i łagodząca nadzieją podskórną wściekłość prekariatu. I prekariat będzie w takiej religii,  w takim kulcie kryzysowym, samobójczym, szukać Ładu i Sensu. Więc na dobry początek zapłacisz 35 zł za wstęp na MAM, by poznać „prawdę nieprawdziwą”, że „biznes może być etyczny, oparty o wartości i służący całemu społeczeństwu, a właścicielom i pracownikom przynoszący dobrobyt.”  Fakt, bo w końcu ktoś szczęśliwie zarobi (zanim nie wypalą się ziemskie zasoby), ale to nie będziesz ty.

Sorry, taki mamy system klimat (vide prawo naturalne).

 

***

Odkładamy sprawy na później, ponieważ robimy to, na co mamy ochotę. To natomiast czynimy, bo ulegamy pokusom i rozproszeniom, które atakują nas w ciągu dnia i odciągają od zaplanowanej pracy.

A że diabeł to ponoć karykatura nabzdyczona, bez uśmiechu, bez cienia zwątpienia i śmierdząca kadzidłem, wypisz wymaluj jak Autor cytowanego bloga, dla rozluźnienia proponuję hasło na dziś:

 

„Jeśli nie możesz dopiąć celu… chodź z rozpiętym!”

 

Amen.

Dodaj komentarz