Karolcia i magiczny kwant

Jedyna możliwość

„Jedyna możliwość, by żyć w poczuciu szczęścia, radości i spełnienia, by żyć w zachwycie, polega na odrzuceniu rozumowania„.

„Nasz rozum bardzo nie lubi zmian i stawia opór pod wszelkimi możliwymi postaciami. W dodatku, kiedy sięgamy do jakiegoś obszaru, w którym chcielibyśmy coś zmienić, często aktywują się stare programy, wszystko, co świadome, nieświadome i wyparte. My musimy się z tym mierzyć, co zazwyczaj nie jest miłym doświadczeniem.” Z pomocą przychodzi Metoda Dwupunktowa – najszybsza, najskuteczniejsza i najdelikatniejsza z metod, jakie poznałam. Nie musisz wiedzieć, dlaczego pewne nieprzyjemne sprawy goszczą w Twoim życiu. Nie musisz sięgać do przeszłości, żeby znaleźć i odczarować przyczynę. Nie musisz na nowo przeżywać przykrości opowiadając o tym terapeucie. Wystarczy Twoja chęć zmiany, intencja, gotowość. Reszta dzieje się sama, poprzez proces kwantowej transformacji.”

Po rzuceniu okiem na reklamy „Matrixa Metody Dwupunktowej”, np. takiej to strony,  zaczęłam ziewać. W marketingowym bełkocie kolejnej metody uzdrawiania wszystkiego łącznie z psem, kotem, rybkami i paprotką, w tym kolejnym cudzie „transformacji życia” [ziew], kryją się bowiem ciągle te same, do wyrzygania nudne [ziew, rzyg] chwyty, które już widziałam i słyszałam tyle razy, że nawet się już nie uśmiecham z grzeczności, jak je mijam.

Efekt placebo, rozentuzjazmowani poczuciem wspólnotowości uczestnicy warsztatów, błędy poznawcze. Niczym nie pokryte zapewnienia o możliwości zmiany [ziew]. Bowiem To-Co-Jest jest poronione i musi być „zmienione”. Nęcenie autorytetem Zachodu, wpływy filozoficzne Wschodu [ziew]. Sławetne „nie myśl, nie pytaj, nie sprawdzaj”, bo rozum to wróg twój i lepiej -dla zachowania zdrowia psychicznego- nie myśleć [ziew]. Dwupunkt podciągnąć można pod nurt mindfulness, więc twoim wrogiem będzie też „automatyzm” oraz „klatka opinii i postaw” [ziew]. Są też – a jakże!- certyfikaty [ziew], trenerzy, stopnie wtajemniczenia… Ba! naród szarpnął się nawet na słowiańską swojskość w postaci „polskiej szkoły dwupunktu”… Stawki na warsztaty są zaporowe, bo jasne jest, że „zmiana świata” to nie zabawa dla obesranych pijaczków i studencików a menedżerów, specjalistów. Elitarność łechtana „otwartym umysłem” (my, którzy mamy „otwarte umysły” na tyle, żeby zapłacić 600 zł na naukę medytacji). Oczywiście, przebija z tego współczesny system wartości: zdrowie, radość, witalność, szczęście, „jakość życia” [ziew] oraz wolność wyboru czyli tworzenia siebie [ziew].

Znany już zewsząd bełkot o „tworzeniu swojej rzeczywistości”, „przyciąganiu szczęścia” [ziew], co w zasadzie sprowadza się do manipulacji postrzeganiem: w pole uwagi wchodzą fenomeny, na które do tej pory nie zwracaliśmy uwagi a olewamy to, co nie wychodzi (Matryca tak chciała, puść to!) [ziew].

Hasło przewodnie: wszystko jest możliwe, to co masz stworzyłeś sam [ziew], nawet raka i strukturalne bezrobocie.

****

Możesz być kim chcesz…

… oto wielka ułuda współczesności, wielkie oszustwo Systemu…
„Możesz doświadczyć wszystkiego – niezależnie od tego, czy wydaje ci się to możliwe czy nie; jesteś świadomy istnienia Matrixa. Jesteś stale połączony z polem i wszystkimi możliwościami. Potrzebujesz tylko dokonać wyboru, czego chcesz doświadczać. Musisz tylko pozwolić, żeby to się mogło zdarzyć.”
 
„Nie ma rozdzielenia – wszystko jest jednym – Matrycą. W Matrycy (Polu) „zapisane” są wszystkie informacje dotyczące wszystkiego we Wszechświecie – jest to kipiący potencjał możliwości. Możemy swobodnie czerpać z tego potencjału – wykorzystując narzędzie zwane Metodą Dwupunktową (dwupunkt). Nic nie możesz zrobić źle. Połączenie ze Źródłem następuje tylko poprzez pole serca. Będąc w tej przestrzeni, podnosisz swoje wibracje, w innej sytuacji dwupunkt po prostu „nie zadziała”.

Dwupunkt mruczy neoliberalną mantrę „ty wybierasz, ty decydujesz”. Zdaje się otwierać oszałamiającą wolność wyboru, napełniać mocą tworzenia siebie i rzeczywistości.  Ta wolność to jednak pozór, gdyż w tym wyborze nie pozostajemy sami. Jest obok nas Matryca, Wielka Matka, która Kocha i Wie. Jej gruby brzuch mieści w sobie wszystkie możliwości; potrójny cyc zalewa oczy mlekiem cudów. Gdy jednak dzieciątka zażądają czegoś, co dla Matki jest „fe!”, cyc zostanie łagodnie od ust spragnionych odsunięty. Robiąc „dwupunkt” (cokolwiek by to nie było) nie można się pomylić. Oszałamiający wybór jest oszałamiająco bezpieczny. Żadnego prawdziwego ryzyka, żadnej odpowiedzialności, żadnego Taty. Świat betryzowany, pojęć lemowskich używając. Nie możesz się pomylić, nie możesz nikogo skrzywdzić, jeśli kieruje Tobą „serce”. Wyściełana miękko Matryca, Wielka Miłość, o jakiej piszą propagatorzy dwupunktu to fatalizm łagodzący samotne „stwarzanie siebie”. Cokolwiek się nie zrobi, zawsze wpada się w pulchne, matczyne ramiona. Bowiem im większy kulturowy wymóg self-heroizmu tym większa potrzeba bycia dzieckiem. Zamknięcia się w Mamusi, jak Wtedy.

****

Świat jest inny

„Świat jest taki, jaki myślisz, że jest – nie są to już tylko przebudzające i uświadamiające słowa, ale fakt potwierdzony naukowo.”
 

„świat, który uznajemy za prawdziwy, jest, zgodnie z tym, co udowadnia fizyka kwantowa, tylko projekcją, która powstaje w naszych głowach… Niestety, ta projekcja warunkowana jest naszymi własnymi myślami i programami, których mocno się trzymamy – zazwyczaj bardzo nas ograniczającymi.

 
Twoje życie może się całkowicie przeobrazić, o ile na to pozwolisz. Dzięki rezonansowemu splątaniu możliwa jest bowiem zmiana w polu kwantowym – cząsteczki stają się falą najróżniejszych możliwości.„
 

Dwupunkt (cokolwiek by to nie było) używa w swojej ofercie nachalnie argumentu naukowego. Ta nachalność jest charakterystyczna dla „nowych nurtów samo-uzdrawiania”. Przewija się, a jakże!, fizyka kwantowa, a raczej „fizyka kwantowa”. Piszę świadomie w cudzysłowie, bo jest to obraz, koncept, hasło, które ma wzmóc siłę marketingowego przekonywania. Nie ma mowy o kontrowersjach, dyskusjach między fizykami. Nie ma miejsca na „nie wiemy”. Wystarczy, że myśl „świat nie jest taki, jaki nam się wydaje” jest analogią do mistycyzmu, hermeneutyki, ezoteryki.

 

Jeśli ktoś oczekuje, że rozstrzygnę jednym ruchem spory fizyki kwantowej i „kwantowej ezoteryki”, to napiszę od razu: dalszą lekturę może sobie podarować. Nie rozstrzygnę, nie mając do tego ani wiedzy ani prawa. Nie napiszę również, czy „dwupunkt działa”, bo pewnie w indywidualnych przypadkach „działa”, tak jak działa sympatyczny kontakt społeczny, wspólne przeżywanie nadziei na zmianę, gesty magiczne, postawa Pollyanny czy modlitwa. Rozsądnych badań skuteczności nie ma, bo to wymaga użycia rozumu a rozum jest w tej koncepcji i podobnych- fe!. Przytoczę jednak ostrożne wypowiedzi Jana Chwedeńczuka, fizyka kwantowego, prowokowanego przez Tomasza Stawiszyńskiego (linki poniżej-całość lektury czy odsłuchu polecam). Mnie uderzył rozziew między wyważonym językiem nauki a pochopnością fantazji o miłości unifikującej  i „potwierdzonej naukowo”.

Fragmenty:

Tomasz Stawiszyński: Byłem jakiś czas temu na wykładach Stanislava Grofa, twórcy psychologii transpersonalnej. Podczas tych wykładów Grof przekonywał – powołując się na Fritjofa Caprę, swojego przyjaciela, autora bestselerowej niegdyś książki Tao fizyki – że z fizyki kwantowej wyłania się taki obraz świata, który mówi nam: mistycy mieli rację. Co ty na to?

 Jan Chwedeńczuk: Nie do końca rozumiem, co to znaczy. Mistyczna rzeczywistość to znaczy jaka?
TS: Mistyczna, czyli niedualna. Taka, w której podmiot i przedmiot nie są wcale czymś innym od siebie, w której ja i coś, co jest przedmiotem mojej obserwacji, to nie są dwa rozłączne byty. My naprawdę na tym najgłębszym poziomie jesteśmy jednym.

JCh: To są bardzo ogólne stwierdzenia. Jedyny sposób, w jaki mogę się do tego odnieść, to próbować wyjaśnić, czym jest fizyka kwantowa. Być może na tej podstawie jakoś uda się nam uzyskać porozumienie. Aczkolwiek nie jestem przekonany.W największym skrócie – fizyka kwantowa jest współczesną i obowiązującą teorią, opisującą zjawiska zachodzące we wszechświecie. Szał wokół niej wynika z tego, że niektóre jej przewidywania stoją w sprzeczności z tym, co znamy z życia codziennego. Kiedy pójdziemy do lasu i widzimy spadające liście i biegające jelenie, to są to zjawiska, które obserwujemy od tysięcy lat, tworzące świat, który rozumiemy.

 TS:W którym czujemy się bezpiecznie…

JCh: …i który zawsze możemy sprowadzić do jakichś prostych zjawisk. Okazuje się, i to jest kluczowe, że zgodnie z przewidywaniami mechaniki kwantowej świat, który nas otacza, jest zupełnie inny, niż się nam wydaje. Mechanika kwantowa przewiduje istnienie zjawisk, których nie doświadczamy w życiu codziennym.

 *

TS: Jest wielu fizyków, popularyzatorów fizyki, już właściwie celebrytów, jak np. Michio Kaku, którzy przedstawiają takie niesamowite i fantastyczne koncepcje. Często trudno odróżnić, co jest jakąś sensowną hipotezą, a co propozycją, powiedziałbym, strzelistą.

 

JCh: Należy ostrożnie podchodzić do fantastycznych wizji popularyzatorów fizyki. Chodzi o to, aby rozbudzić ciekawość i rzeczywiście wielu studentów na wydziale mówi, że te książki były dla nich inspiracją. To nie szkodzi, że nie jesteś w stanie stwierdzić, gdzie przebiega granica między nauką a swobodną myślą. W związku z tym nie należy narzekać, że ktoś sobie lekko odpłynął, to naprawdę czemuś służy.

TS: 95% nieznanego wszechświata daje spore pole popisu dla wyobraźni.

JCh: Powiedziałbym, że samo to twierdzenie, że nie wiemy, z czego się składa znacząca większość wszechświata, jest dość frapujące. To więcej niż pole do snucia rozmaitych fantazji. Oznacza, że wiemy, że jest coś, o czym nie wiemy. Pytanie -co to jest? Jak należy poprawić Model Standardowy, opisujący w ramach mechaniki kwantowej typy cząstek elementarnych i ich oddziaływania? Pytanie, czy kiedyś się okaże, że współczesna fizyka jest tylko przybliżonym opisem świata, a istnieje bardziej ogólna wiedza i lepsza teoria. I czy kiedyś będzie można powiedzieć: mamy ogólną teorię wszystkiego…A może wystarczy załatać pewne dziury w teorii, by przywrócić spójność? To jest piękno współczesnej nauki: prowadząc bardzo subtelne obserwacje, widzimy drobne anomalie i na ich podstawie tworzymy nowe potężne teorie. Postęp w nauce wiąże się z tym, że zgadza się prawie wszystko, ale nie wszystko. Jeśli jesteś dobrym naukowcem, nie ignorujesz tego, drążysz, idziesz za tym i potem nazywają twoim imieniem ulicę.

TS: W różnych dyskusjach ze strony osób, których przekonania nie noszą stempla: „naukowo potwierdzone”, pada zarzut dogmatyczności nauki. Że nauka odrzuca rozmaite dane czy fakty, które mogłyby podważyć światopogląd, który generuje. Opiera się przed ich uznaniem. Odrzuca pewne rzeczy a priori dlatego, że nie mieszczą się w aktualnie obowiązującym paradygmacie i ten paradygmat kosi wszystko, co się w nim nie mieści. Słowem, wcale nie jest zainteresowany własną zmianą czy poszerzeniem perspektywy. Tymczasem ty mi mówisz, że współczesna nauka to skromna dyscyplina, która jest cały czas otwarta na weryfikację swoich twierdzeń, w której każde ego, które się nadmiernie rozrośnie, zostanie sprowadzone do parteru, i tak dalej. Że ten system polegania na metodzie, w której eksperyment jest fundamentem – istnieje konieczność uzyskiwania powtarzalnych wyników, cały szereg różnych wymogów – sprawia, że nauka nieustannie sama siebie weryfikuje, sprawdza i koryguje.

JCh: Ale czemu opiera się nauka? Powiedziałeś takie zdanie: często ludzie zarzucają że nauka jest dogmatyczna i opiera się czemuś, to czemu?

TS: Innemu paradygmatowi. Gościłem w „Niedzieli filozofów” w RDC raz czy dwa przedstawicieli czegoś, co się nazywa nowym paradygmatem. Oni uważają, że wszystko tak naprawdę jest umysłem. Twierdzą, że z mechaniki kwantowej wynika, że nasza świadomość jest nielokalna, że nasze umysły są tylko przejawami wielkiego kosmicznego umysłu, który jest miłością, i możemy mieć do niego dostęp poprzez wiele technik medytacyjnych.

JCh: No dobrze, ale czego oczekujesz od nauki? Bo ja oczekuję od nauki, w każdym razie od fizyki, że będzie tworzyła teorie, które po pierwsze będą wyjaśniały stan obecny, a po drugie będą pozwalały przewidywać wyniki przyszłych doświadczeń. Jeśli te teorie, który oni tworzą, spełniają te kryteria, jestem w pełni otwarty.

TS: Nie zawsze muszą spełniać, bo to inny paradygmat. Zresztą może trochę spełniają. Doznania mistyczne zostawiają swój ślad w klasycznym świecie – pojawiają się doświadczenia, o których można w przybliżeniu opowiedzieć i porównywać te opowieści. Świata kwantowego też zazwyczaj nie widzisz, tylko poznajesz pośrednio. Astrologia, medycyna chińska, różne systemy dywinacyjne, niezwykłe synchroniczności, głęboko transformujące człowieka sny, czasami sny prorocze… To są wszystko zjawiska będące częścią doświadczenia wielu ludzi. A nauka kompletnie się nimi nie interesuje, albo okazuje im lekceważenie.

JCh: Nie można odrzucać żadnych dociekań czy metod badawczych, które koniec końców prowadzą do poszerzenia naszej wiedzy o świecie, pogłębienia zrozumienia. Tak długo jak stwierdzenia dotyczące natury świata można empirycznie zweryfikować, są one ważne z poznawczego punktu widzenia. Nie znaczy to, że należy się usztywniać i negować nawet dość luźne metody badawcze. Lecz na końcu zawsze mówimy „sprawdzam”.

TS: Jako fizyk, którym z tych zjawisk byłbyś gotów się zainteresować?

JCh: Z tego, co wymieniłeś, najciekawsze są dla mnie teorie o snach. A to dlatego, że wiąże się to z próbą zrozumienia, jak działa mózg.

TS: No właśnie.

JCh: Czy to jest obiekt, którego niezwykła elastyczność, zdolność kojarzenia, wynika ze zjawisk kwantowych? Być może.

TS: I co to by znaczyło?

JCh: To by znaczyło, że nie da się go odtworzyć przy pomocy jakiejś prostej sieci neuronowej, gdzie wymianie podlegają tylko klasyczne bity informacji. Pytanie, dlaczego mózg jest tak wydajny, to nieskończenie ciekawe zagadnienie. Jak to jest możliwe, że taka mała kupa mięsa, produkuje to wszystko?

TC: Szara breja. Może w niej mieszka dusza, konkretnie w szyszynce, której fizyka nie potrafi ogarnąć? Czy poznanie tajemnic mózgu pozwoli nam na jakieś nowe podejście do rozumienia fizyki?

JCh: Wybitni naukowcy, tacy jak Roger Penrose, ongiś współpracownik Hawkinga, twierdzą że tak. Jego zdaniem mózgiem rządzą subtelne zjawiska z pogranicza mechaniki kwantowej i ogólnej teorii względności. A zatem dopiero poznanie kwantowej teorii grawitacji doprowadziłoby nas do zrozumienia tego, jak działa mózg. Jego poglądy są krytykowane, niemniej również w tej kwestii mało jeszcze wiemy.”

*****

Cudowność

„Fizyka kwantowa jest nauką, która na obecnym etapie rozwoju nauki daje odpowiedź, przynajmniej hipotetycznie, na pytanie, dlaczego dwupunkt MOŻE spowodować zmiany w Twoim życiu.”

Jak jest rola tych odwołań naukowych w „dwupunktowej metodzie transformacji”, było nie było „duchowej”?

 

„Fizyka kwantowa” to obraz niepewności. Proste zjawiska okazują się być pułapką; drzewo nie jest drzewem, kot jest martwy i żywy jednocześnie. Czy ktoś jest w stanie wyobrazić sobie takiego np. żywozdechłego maine-coona? Do tego dodajmy teorię chaosu: coś małego zawsze może wykopać nasz światek z – wydawałoby się – ustalonych, trwałych ram. Resumując: mamy obraz rozedrganego świata, probabilistycznego, który cudem jakimś trafia na swoje (??) miejsce. Świat jest niestabilny – jak to odnosi do systemu gospodarczego, prekariatu, chwilówek i etycznego relatywizmu! Niestabilność, probabilistyka, wachlarz możliwości i żadnego punktu podparcia. Taki obraz zaszczepia nam kultura racjonalizmu i filozofie „podejrzeń”.

Proszę zauważyć: „dwupunkt” i jemu podobne „metody” odwołują się do nauki jako wiedzy. Nie odwołują się do wiary, przypuszczenia czy hipotezy. Nauka jest niepewnością par excellence, ale psychobiznesmeni piszą tak, jakby nauka faktycznie dawała odpowiedzi. Ciekawe, że w świecie rozedrganym, losowym, oszukańczym nie ma miejsca na niepewność wiary. Może to już zbyt duży wysiłek? Bóg gra w kości. A stworzenia jego walczą o poczucie bezpieczeństwa. Nie chcą skoczyć w wiarę, chcą pewności wiedzy. Chcą wiedzieć nawet ci, którzy rozumowi mówią nie. Paradoksalnie, scjentyzm użyty jako rynkowy argument skuteczności, jest wyrazem racjonalizacji u tych, którzy ratio nie szanują. Czy dwupunkt bez argumentu „fizyki kwantowej” sprzedałby się?

Oczywiście, użycie języka naukowego, a wręcz wystraszenie klienta „fizyką kwantową” (której nie pojmuje wielu, może i nikt) sprawia, że propozycja wydaje się „poważna” i opiera się na autorytecie. Ech, te bełkoty o „splątaniu kwantowym między lekarzem, pacjentem a wodą z cukrem” czy „makrokwantowe teleportacje” w homeopatii…  Jak to brzmi! Od razu logicznie, mądrze. I uspokaja: jest ktoś, kto wie. Nie lękajcie się.

Ponadto, użycie „argumentu naukowego” racjonalizuje szaleństwo. Stanowi pretekst do tego, by oddać się czemuś szalonemu. Ego przecież racjonalnie uzasadnia swoje działania i emocje. Nic głupiego nie robię! Nie ja! Myślenie o obu dłoniach jednocześnie i „wchodzenie w pole serca” (cokolwiek by to nie było) nie wydaje się już irracjonalne: jest rozsądne, celowe. Bo robi się to po coś: na przykład, żeby miejsce na parkingu znaleźć.

Mówiono, że żyjemy w odczarowanym świecie, po upadku Boga i cudów. Nic z tych rzeczy, myślę. Potrzeba cudowności istnieje w człowieku i istnieć będzie. Homo sapiens tworzy swój własny świat ze strachu przed tym Realnym. „Fizyka kwantowa” nie matowi cudownego świata, ona ten świat pełen niewidocznych cudów tworzy.  Nauka zastępuje cudowność: piękno, boskość, nieziemskość, magię, zjawiska nadprzyrodzone, Tamten Świat. Jesteśmy Jednią z wrzeszczącym szefem, gównem, storczykiem i lwem, czyż to nie cudowne?

 

****

 

Ta niewiadoma

 Z wywiadu:

„JCh: Trudno wymienić wszystko, czego jeszcze nie wiedzą fizycy. Przede wszystkim nie wiemy, z czego się składa 95% materii we wszechświecie.

TS: Całkiem sporo.

JCh: Tak, całkiem sporo. „Tradycyjna” energia i materia, z którą obcujemy: gwiazdy, planety, światło, to  jest najprawdopodobniej tylko 5% świata. Reszta to ciemna materia i ciemna energia, których natura nie jest jeszcze jasna.

TS: Skąd więc wiemy, że jest?

JCh: Mamy pewne przesłanki. Od czasów Einsteina wiemy, że obecność materii, która generuje siłę grawitacji, przyciągającą nie tylko masywne przedmioty, tak jak my jesteśmy przyciągani do Ziemi, ale bardziej ogólnie: zakrzywia czasoprzestrzeń. Jeżeli z odległej gwiazdy zmierza do nas światło i na jego drodze do nas mija masywne obiekty, jego tor lekko się zakrzywi. Widzimy to zakrzywienie i na tej podstawie stwierdzamy, że było po drodze. Coś, czego poza tym nie widać. A zatem mówimy ? to jest ciemna materia. I do tego dochodzi ciemna energia, coś co sprawia, że wszechświat rozszerza się coraz szybciej, rozpycha go.

TS:To robi wrażenie.

JCh: Mocne, prawda? Cały ten świat, który znamy, składa się z materii opisywanej przez mechanikę kwantową, elektronów, protonów, cząstek światła i tak dalej, zwanych ogólnie materią barionową. To jest raptem 5% zawartości wszechświata,  reszta jest nieznana. Są różne hipotezy, łącznie z takimi lekko trącącymi science fiction, że istnieje jakiś inny wszechświat, który się z naszym pokrywa i obecność tych tajemniczych bytów jest wynikiem tego przekrywania.

TS: Równoległy?

JCh: Który jednak jakoś z naszym oddziałuje, a ciemna materia to jest tego ślad.

TS: Czy to może być wszechświat podobny do naszego?

JCh: Nie wiadomo.”

Uważam za szalenie ciekawy moment, gdy spod nie-wiedzy zaczyna wyrastać nadzieja i fantazja, jakiś wspólny sen, tu zwany „nauką”. I tak, w tym przypadku z ostrożnego „nie wiemy” fizyków propagatorzy dwupunktu lepią Wielką Matkę Kochającą,  Przy Której Nie Można się Pomylić.

Uczestnicy dwupunktu i jemu podobnych metod przypominają mi Karolcię z niebieskim magicznym koralikiem spełniającym życzenia. Spod „nie wiem” przebija odwieczne pragnienie „wpływania”. Pragnienie pyłu, by być bogiem. Pragnienie niczego w skali wszechświata by rozszerzyć siebie, swoje (puste) ego w nieskończoność i na zawsze, przy jednoczesnym zwolnieniu się z odpowiedzialności, bo Ktoś Inny Wie. Pragnienie Karolci, by spełniać swoje zachcianki przy pomocy magicznego koralika, nawet jeśli byłoby to bogobojne i infantylne życzenie „chcę, żeby wszyscy byli szczęśliwi”.

Zabawne to pragnienie: nie dlatego, że to pragnienie pyłu, ale dlatego, że mu się wydaje, że wie czego chce.

****

PS. Gdyby kogoś znudziły te psychokitowe rozważania spokojnie niech uderzy w ziew i rzyg. Rzygowiny przecież Tak Naprawdę są czymś innym, reakcja jak najbardziej biologiczna więc i racjonalna, ja się nie obrażę, a Matryca nie Ojciec Karzący, nie patrzy.

Źródła

Cytaty ze stron reklamujących warsztaty metody [podkreślenia moje]:

 

http://dwupunkt-krakow.pl/
http://www.dwupunkt.com

Dodaj komentarz