Kulturowa amputacja

Poniżej kilka złotych myśli o „kobiecości” przetłumaczonych z języka marketingowego na język biologiczny przez kosmitę odwiedzającego po raz pierwszy Ziemię. Biedny tłumacz z kosmosu, nie rozumie nic i męczy się nad translacją strasznie. Wie tylko, że materiał genetyczny, który określa wszelkie cechy wrodzone homo sapiens zgromadzony jest w 23 parach chromosomów. Jedna para chromosomów wyznacza płeć i to jest podobno na Ziemi ważne. Człowiek o podwójnym chromosomie X nazywa się „kobieta”. Człowiek, mający w każdej komórce jeden chromosom X i jeden Y, to „mężczyzna”.

Czym jest dla mnie kobiecość ?
Tłum: Czym jest dla mnie, człowieka o chromosomach XX, fakt bycia człowiekiem o chromosomach XX?

Czy zdarza ci się zastanawiać, co zrobić, aby być postrzeganą jako kwintesencja kobiecości?
Tłum: Człowieku o podwójnym chromosomie X, czy zdarza ci się zastanawiać co zrobić, żeby być postrzeganym przez człowieka o chromosomach XY jako człowiek o podwójnych chromosomach XX?

wizja katolicka: Czy warto być kobietą?
Tłum: Czy ma jakąś wartość bycie człowiekiem z chromosomami XX?

Najwspanialszą ozdobą, najpiękniejszym klejnotem niewiasty jest jej kobiecość.
Tłum: Najwspanialszą ozdobą, najpiękniejszym klejnotem człowieka o chromosomach XX jest fakt, że jest człowiekiem o chromosomach XX.

wersja literacka: Kobiecość – dar czy przekleństwo?
Tłum: Być człowiekiem z chromosomami XX – dar czy przekleństwo?

wersja poradnikowa: W byciu kobiecą bardzo ważna jest pewność siebie, świadomość własnych atutów, optymizm, posiadanie radosnego nastawienia do życia. Mężczyznom również podobają się kobiety inteligentne, istotny jest sposób bycia: zachowanie powinno być taktowne, pasować do sytuacji, kobiecie nie przystoi np. śmianie się na całą ulicę, brak subtelności, zbyt głośne zachowanie,  przekleństwa, plucie na chodnik itp.

Tłum: W byciu człowiekiem o chromosomach XX ważna jest pewność siebie, świadomość swoich pierwszorzędowych, drugorzędowych i trzeciorzędowych cech płciowych, optymizm, posiadanie radosnego nastawienia do życia. Ludziom o chromosomach XY podobają się również inteligentni ludzie o chromosomach XX, istotny jest sposób bycia człowieka o chromosomach XX: człowiekowi o chromosomach XX nie przystoi śmianie się na całą ulicę, brak subtelności, zbyt głośne zachowanie, przekleństwa, plucie na chodnik itp.

i czysto marketingowa: Kobiecość dobrze opakowana – zniewalające stroje kąpielowe.
Tłum: Trzeciorzędowe cechy płciowe, a zwłaszcza gruczoł mlekowy, dobrze podparte – kawałek materiału, którym wzbudzisz emocje i erekcję człowieka o chromosomach XY

Gdy czytam takie kawałki, przekładam je sobie na język kosmity i pytam, kto i co chce mi sprzedać używając kategorii: kobiecość/ męskość. Jaki produkt: ideologię, usługę, rzecz? Bo to między innymi dla marketingu rzeczy, usług i idei wkłada się w szufladki wspólne człowieczeństwo.

Kobiecość, męskość to kulturowe kategorie, mało pojemne. W kulturze „człowiek o chromosomach XX” przycina swoją ludzką naturę, aby nie przestraszyć mężczyzny fizjologią, brutalnością czy bezradnością wobec starzenia się. „Człowiek o chromosomach XY” kaleczy swoją ludzką naturę, żeby nie wystraszyć kobiety lękiem, biernością czy, Boże uchroń, płaczem. Głupio to urządzone, myślę. Wyjściem byłoby pewnie zaakceptowanie tych wszystkich cech w sobie, żeby nie bolały, gdy mają je inni, ale kulturowe schematy nie zachęcają do tego. Ja mam w sobie cechy i „męskie” i „kobiece”. Więc co mam sobie w duszy amputować, żeby się dostosować do kulturowego wzorca? I co materialnego zakupić?

Statystycznie rzecz ujmując, grupa „mężczyzn” i „kobiet” różni się od siebie. Niebo i Ziemia, Mars i Wenus, wierzą wręcz niektórzy. Posiadanie w genotypie chromosomów XX czy XY rodzi biologiczne a co za tym idzie, społeczne i kulturowe konsekwencje. Ale w indywidualnym podejściu, psychiczne cechy „kobiece” czy „męskie” (jakkolwiek by je nie rozdzielać, choć wszystkie ludzkie) mieszają się ze sobą u każdego inaczej. Co więcej, wydaje się, że dobrze mieć repertuar zachowań uszyty i z niebieskich i z różowych skrawków. W latach dziewięćdziesiątych pisał Bogdan Wojciszke: „...żyjemy w czasach, kiedy niezależnie od płci biologicznej, każdy z nas coraz bardziej zmuszony jest być i kobiecy (w bliskim związku z innym człowiekiem) i męski (poza tym związkiem)„.

Wtórują Joanna Nikodemska i Agnieszka Fiedorowicz: „Osoby o zdecydowanie męskich lub kobiecych cechach ograniczają swój potencjał, nieświadomie narzucając sobie normy kulturowe, podczas gdy osoby androginiczne lepiej się przystosowują do otoczenia i łatwiej sobie radzą w różnych sytuacjach. Ich zdolności adaptacyjne polegają na stosowaniu raz męskich, raz kobiecych wzorców zachowań – w zależności od potrzeb.”

Śmieszą mnie głupio-mądre dyskusje w stylu Małej Czarnej, że kobiety to a mężczyźni tamto, poparte anegdotkami zamienionymi w prawa ogólne. Tak naprawdę, ja nigdy nie spotkałam ani Mężczyzny ani Kobiety. Nikt się tak nie nazywa. Jest Jolka, Adam, Piotr, Magda. Są prawdziwi, żywi, ludzcy. I fajnie, że są różni i że nie aż tak różni. Różnice indywidualne wydają mi się często mniejsze niż statystyczne.

Niestety, „męskość” (cokolwiek to jest) to obecnie kulturowy wzorzec neutralnego człowieczeństwa. I tu jest problem, moim zdaniem. Ja nie chcę rozpychać się łokciami w świecie pustej autopromocji i samotnej rywalizacji, dążyć do tego, żeby zmienić się w faceta, twardego jak Roman Bratny i przechodzącego zawał przed pięćdziesiątką. Mam swoją własną (albo mi się tak zdaje) kombinację potrzeb, priorytetów i preferencji, „męskich” i „kobiecych”. I taką utopię, choć nie tylko moją: we wspólnej, neutralnej a nie kulturowo „męskiej” przestrzeni niech ma wartość i kobieta chcąca pucować kuchenny blat – jeśli taki jest jej suwerenny wybór; i ta, która zarządza korporacją, i ten mężczyzna, który odnajduje swoje powołanie w fizycznej obronie innych i także ten, który pisze poezje i wzrusza się losem zadeptanej mrówki. I ci, którzy robią jedno i drugie. Nie zgadzam się we wszystkim z Susan Pinker, ale ją zacytuję:

Cechą wolnego społeczeństwa jest możliwość kierowania się własnymi upodobaniami, a nie wyobrażeniami innych o swoich powinnościach. […] Statystyka nie może wypowiadać się w imieniu poszczególnych jednostek, ograniczać ich wyborów czy legitymizować niesprawiedliwych praktyk. Natomiast badania nad różnicami płciowymi w procesie uczenia się i rozwoju mogą pomóc wielu potrzebującym wsparcia chłopcom. A szacunek dla kobiecych potrzeb i upodobań pozwoli dziewczynkom wybierać własną drogę życiową, także zawodową.

Męskość, kobiecość- widzę je jako kategorie uprzedzeń, warto próbować poza nimi – uważnie, przyjmując rzeczywistość taką, jaka jest- zobaczyć człowieka. Czy to możliwe, nie wiem. Wszyscy w sumie jesteśmy po amputacjach.

Źródła

Joanna Nikodemska i Agnieszka Fiedorowicz „Trzecia płeć”  FOCUS, nr 2/197, luty 2012
Susan Pinker, Paradoks płci, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2009
Bogdan Wojciszke, Psychologia miłości, GWP Gdańsk 1993

Dodaj komentarz