Las

Rzadko kiedy korzystam z artykułów taraka.pl. Z pajęczych tekstów Piotra Jaczewskiego o wiele częściej. Dziś chciałabym podzielić się kawałkiem fajnego tekstu Autora Szamanizm v Terapeutyzm http://www.taraka.pl/szamanizm_vs_terapeutyzm

„A ból jest prosty, wszystkie te podejścia [techniki oparte na metaforze-dop. mój, przykłady w tekście] uważam za nie fer w relacji z ludźmi. Cały Terapeutyzm  tu w postaci „Ty mi opowiedz o sobie, ja będę zadawać pytania. Ty się uzewnętrznij, ja będę kierował Twoim doświadczeniem” uważam za niezdrową nierównowagę w relacjach pt. silniejszy bije słabszego. Terapia ma się do prozy życia JAK Polityka  – można, co najwyżej szukać w niej mniejszego zła..  i metafora wydaje się być takim rozwiązaniem, gdzie w sprzyjających warunkach można znaleźć sytuację pt. „ty chwilowo jesteś słabszy, ja mam dobrą pozycję, ale spróbujmy swoich sił w sprycie, mądrości i humorze” – grać w otwarte karty, pozwalając drugiej stronie mieć karty przy orderach…

Przede wszystkim metafora otwiera drzwi do kolejnego wymiaru, pracy samodzielnej. A przy pozbyciu tego narcystycznego zainteresowania sobą „uaaa, ja mam problem…” „uaaa, ja się rozwijam” „uaaa, o! to się nazywa orgazm?!…” „ua, cały świat żyje moimi problemami i zwycięstwami, wadami i zaletami” otwiera drzwi do pracy wewnętrznej. Szamanizmu. Wchodzenia do świata wewnętrznego z wewnętrznych przyczyn i znajdowania tam rozwiązań wewnętrznych i/lub czasami czegoś istotnego dla świata zewnętrznego.

Ta praca wewnętrzna, celowe wchodzenie do świata wewnętrznego musi jednak odbywać się z powodów związanych ze światem wewnętrznym. Ta autoteliczność  szamanizmu, dodaje tutaj dodatkowe wymaganie: wiedzy i mądrości i sprytu czy wrażliwości emocjonalnej pozwalającej na wybieranie metafor wartych pracy. Bez tego mamy do czynienia z zacieraniem granicy pomiędzy jednym i drugim, światem zewnętrznym i wewnętrznym, metapotforra wgryza się w nas i sprawia, że zaczynamy służyć dyktaturom niczym sprzedajny polityk.

Tymczasem -działanie w świecie wewnętrznym, dla działania w świecie wewnętrznym- to bardzo podstawowa, warta ucieleśnienia, metafora życia:

Korzystam ze zmysłów. Jestem emocjonalnie zaangażowany w życie. Wczuwam się w nastrój, w atmosferę, w rytmy i całość doświadczenia. Zauważam drobne szczegóły, miewam ogólne intuicje, toleruję niejasności niedopowiedzenia oraz luki w świadomości. Myślę racjonalnie. Rozwiązuję Problemy, Tworzę. Rozróżniam JA i Inni. Przynależę. Pamiętam. Opowiadam znaczące historie. Działam. W świecie! W obu światach: wewnętrznym, zewnętrznym.

To jest coś, co warto pielęgnować, a co nie jest takie łatwe do uzyskania i utrzymania. Serio. To podstawowa prawda. Narodziny są dukkha, starzenie się jest dukkha, śmierć jest dukkha; rozpacz, lament, ból i napięcie są dukkha; powiązanie z niechcianym jest dukkhą; rozłąka z upragnionym jest dukkha; nieosiągnięcie pożądanego jest dukkha. Pokrótce, pięć znikających zespołów jest dukkha. I bez pielęgnowania owej prawdy życie jest ucieczką, świadomość złudzeniem, opowieści bzdurą, a myśli tworem demonicznych dyktatur. Zgroza i pradawne zło szczekające na ludzi myślących i usiłujących zachować człowieczeństwo, a odcinających się od dilerów memów jedynie słusznych. Metapotforra usiłuje wtedy nas zaczarować i zabić, subtelnie podcinając żyły nihilizmem, zalewając w trupa eternalizmem, wkręcając nas w dualistyczne mafijne biznesiki oraz pochwalając przekręty i kłamstwa  monizmu. „

Rozumiem to jako pielęgnowanie trzciny w sobie; leszczyny, mówiąc językiem Młynarskiego. Czegoś co jest swoiste a obce trendom, memom, maskom, pozom. Obszarów ciszy wewnątrz nas, choć nie cichej. Jako wejście do lasu, dżungli, kniei – pełnych znaczeń. Wydaje się pozornie, że to można zrobić na psychoterapii („rozwojowej” bo „medyczna” to coś innego). Że nie jest to sprzeczne. Mam inne zdanie: układ terapeutyczny niszczy wewnętrzną ciszę, zakłóca wewnętrzny dialog; dogina go do sztucznych uśmiechów, form, masek, fotela, konwencji, chusteczek na stoliku. W relacji terapeuta-klient nic przecież nie jest autentyczne. Sztuczna jest nasza opowieść (nikt nie jest w stanie wejść w ogrom nie tylko cudzego, ale i własnego doświadczenia), sztuczne jest współczucie za pieniądze, sztuczny układ nie-wzajemnej grzeczności, sztuczne – mające przynieść określony skutek – „techniki psychomanipulacji”. Sesja to karykatura Spotkania, choć tak samo bazująca na nieporozumieniu jak każde ludzkie spotkanie. Poza narcystycznego Bohatera, zniszczonego przez Złych Rodziców jest tak samo sztuczna jak poza (prawie) wszechwiedzącego terapeuty-Boga, terapeuty-Matko/Ojca. Co paradoksalne, uczciwsza niż psychoterapia „rozwojowa” jest tu psychoanaliza „kozetkowa” (ref doświadczenie własne analizy), gdy trzeba odwagi, by stanąć przed pustym ekranem zasiedlonym naszymi fantazjami i pragnieniami. I opowiedzieć o tym wszystkim narzuconym, obcym językiem analityka.

Strach się bać.

Ja szamanem w życiu nie będę, ale do lasu- cóż, warto wchodzić codziennie. Nawet jeśli straszy i się człowiek zawsze, cholera, gubi.

PS. Piszę z własnego (acz ograniczonego, fakt, doświadczenia. Ewentualne komentarze w stylu „idź na terapię, kretynko, to wtedy zobaczysz jak to jest NAPRAWDĘ” proszę zostawić gdzie indziej. Jest tyle innych blogów.

Dodaj komentarz