Niewolnik

Losowi dziękuję, że są tacy dobrzy ludzie na świecie, którzy za innych odwalą brudną robotę. Wpis coacha Przemysłowa Bajno uchronił mnie przed niezjadliwą lekturą podręczników samorozwoju. Bo, faktycznie, po przejrzeniu kilku stwierdziłam, że wszystkie mówią o tym samym.

http://przemyslawbajno.pl/2012/10/tresc-wiekszosci-ksiazek-o-samorozwoju-czesc-1/
http://przemyslawbajno.pl/2012/10/tresc-wiekszosci-ksiazek-o-samorozwoju-czesc-2/
A mówią takie mądrości:
1. Ty tworzysz swoje życie
2. To Ty sprawiasz, że czujesz się tak jak się czujesz!
3. Żyj tu i teraz
4. Bądź wdzięczny za to co masz
5. Odnajdź swoją misję życiową
6. Udawaj dopóki to się nie stanie twoim życiem
7. Wykorzystuj prawo przyciągania
8. Ignoruj NEGATYWNYCH ludzi
9. Ustawiaj cele i dzienny plan pracy
10. Rozszerzaj swoją strefę komfortu!

Gdyby pracował dla mnie niewolnik (nie mam niewolnika i nie chcę, no ale gdyby…), chciałabym, żeby był to Pogrążony w Iluzjach Niewolnik. Żeby miał POCZUCIE wolności i sprawczości (nie wolność i sprawczość, oczywiście). Żeby nie pytał o „sytuację w kraju”. Żeby odwracał się obojętnie na widok zła i nie pytał o jego przyczyny. Żeby zawsze czuł się szczęśliwy i sam swoje iluzoryczne poczucie szczęścia podtrzymywał. Oczywiście, powinien żyć tu-i-teraz. Na co mu błądzenie myślami gdzieś w przeszłości, historyczna wiedza, wieczne niedokończone a nieodbyte dyskusje z nieobecnymi, głupie fantazje czy marzenia nierealne i lekkie jak sorbet malinowy? Ma być obowiązkowo wdzięczny – inni przecież mają gorzej. Niech nie patrzy w górę (niczym Prosiaczek z obawy przed podstępnym Jagularem), niech zawsze patrzy w dół. Niech się nie rozprasza na bzdury, na niezborność, bezczynność, na depresyjne myśli o „odkopaniu ziemi plugawej” i na ból istnienia. Szkoda jego czasu a mówiąc dokładniej: moich pieniędzy.

Jeśli już musi się czymś zająć, a praca jego głównym zajęciem przecież, niech „pracuje nad swoim rozwojem”, „podświadomością” lub z „ciałem”, swoim lub obcym. Kierat pracy jest dla niewolnika najkorzystniejszy, ja to-lepiej-wiem. Niech wyrabia w sobie nawyki. Niech wymyśli sobie „misję”- społecznie akceptowaną, co jasne. Najlepiej, żeby „pracował z pasją” a raczej z dostępnej pracy zrobił sobie „pasję„: żeby wyrabiał w sobie zdolność do endorfinowego „przepływu” (modnie z angielska floł), niszcząc wszelkie życiowe wątki poboczne i nie żądając gratyfikacji. Innej – ani pasji ani pracy mieć przecież nie będzie. Nie chcę głupawego pracownika Forda, nad którym trzeba stać z batem i zanęcać pięciodolarówką. Chcę samo-motywującego się pracownika od Tomasa Baty, podzielającego bezkrytycznie system wartości właściciela, jego przekonanie, że „buty Baty nigdy nie obcierają stóp” (gdy inne tak), pijącego napar z macierzanki zamiast piwa i nieustająco dążącego do świetlistego doskonalenia siebie jako Szewca, Dobroczyńcy Ludzkości.

Niech się niewolnik skupi na własnym tyłku, „swoich emocjach”, „swoich wartościach”, „swoich celach”, „swoich odczuciach”. Niech będzie samotny. Lepiej, żeby był przekonany o tym, że inni są „negatywni”. Po co mi grupa buntowników? Niech plastikowa maska mu wrośnie w twarz i niech przyjmuje spokojnie wędzidło, łykając przy tym czasem kosteczkę cukru. Mniam, pycha. No, i ważna jest dla niewolnika praktyka w chwilach wolnych: „podchodzenie (do) kobiet”, „przełamywanie się” i tego typu prace zastępcze, żeby utrzymać się w świętej sprawności.

Niech wierzy w magiczną sprawczość, zamieniając wszechpotężną losowość w swoje żałośnie śmieszne „poczucie mocy”. Niech jednak – świadomy swojej wiecznej niedoskonałości – nie śmie się wypowiadać na temat innych. Niech ignoruje to, co go boli. Niech nakłada sobie protezę zamiast nerwowo pytać, kto go pozbawił kończyn. Niech „codziennie ustala sobie co będzie robił jutro”. Niech planuje –„realnie i zintegrowanie„. Żadnych rozmemłanych fantazji! Tylko plany i podpunkty. Chciałabym też, żeby mój niewolnik był elastyczny, „otwarty na nowe wyzwania” nawet jeśli to zniszczy jego wrażliwość i potrzeby. Dla mojego dobra, niewolnik „rozszerza swoją strefę komfortu”. Najlepiej w nieskończoność.

Chciałabym, żeby był zunifikowanym homo res, samonapędzającym, samonaprawiającym, samobiczującym i samoogłupiającym się mechanizmem. Nie chcę żadnego homo sapiens. Niech nie myśli, nie cierpi i nie zadaje głupich pytań o świat.

Chciałabym, żeby mój niewolnik płodził, kształcił i trzymał w ryzach nowych niewolników, przekazując im niewolnicze wartości.

Tego bym chciała. Z takim niewolnikiem byłby spokój a dla mnie czysty zysk.

Tak mi się tylko pogdybało, pomarzyło. Pewnie dlatego, że jestem niezintegrowana i NEGATYWNA. Nie jestem cool, git i spoko. Przepraszam i przepraszam, że przepraszam.

Ale żeby mi tu nie było głupich skojarzeń… Zbieżność światłych zaleceń kołczów, psycho i specjalistów od „samorozwoju” z profilem mojego idealnego niewolnika jest całkowicie przypadkowa.

Dodaj komentarz