Samorozwój – dobro najwyższe?

Milutko łechta nasze ego kultura indywidualnego „samorozwoju”, okrywając zapomnieniem fakt, że obok praw mamy obowiązki, nie jesteśmy samotnymi wyspami a nasze postępowanie nie zawsze jest słuszne. Poniżej przytaczam fragment krytyki psychologii Self, psychologii humanistycznej (Jung, Fromm, Rogers, Maslow, May), który to nurt stawia na piedestale „samorealizację” jako bezwzględną kategorię etyczną. Autor tej krytyki zauważa również, że psycholodzy i terapeuci rozpowszechniają swoje systemy wartości i życiowe filozofie fałszywie jako „psychologię” czyli zasady zweryfikowane naukowo. O psychologii Autor pisze bez ogródek: „jest obecnie bardziej emocjonalna niż naukowa, stanowi raczej problem współczesnego życia niż rozwiązywanie jego problemów”. Mimo że w odniesieniu do chrześcijaństwa i kultury amerykańskiej książka trafnie obrazuje kulturowe uwikłanie w (pop) psychologię, pomoc psychologiczną i psychobiznes. (a swoją drogą: czy jesteśmy sobie w stanie wyobrazić naszą kulturę bez żadnej formy pomocy psychologicznej?)

Paul. C. Vitz, Psychologia jako religia:

Browning (Don.S Browning, Religious thought and the modern psychologies, Philadelphia 1987) dokonał celnej krytyki psychologii humanistycznej, a jeden aspekt jest tu szczególnie ważny. Zauważa on, że zarówno Rogers, jak i Maslow czynią z opisowego pojęcia samoaktualizacji [samorozwoju, samorealizacji] kategorię moralną. Gładko przechodzą od opisu, czym jest samoaktualizacja, do sugestii, że samoaktualizacja jest dobra, że powinno się do niej dążyć i w niej upatrywać rozwiązania wszelkich naszych dylematów moralnych. Rogers dowodzi, że ktokolwiek polega na samoaktualizacji, przekona się, iż „jest ona odpowiednim sposobem odkrywania najbardziej zadowalających sposobów zachowania w każdej sytuacji„. W późniejszej pracy pisze, że ci, którzy zaufają swojej tendencji aktualizacyjnej, poznają, iż „robienie tego, co „odczuwa się jako słuszne” okazuje się kompetentnym i godnym zaufania przewodnikiem prowadzącym do zachowania, które jest w pełni satysfakcjonujące”. Innymi słowy, urzeczywistnianie siebie jest przewodnikiem przy podejmowaniu przez nas decyzji moralnych.

Maslow dokonuje takiego samego skoku od opisu samoaktualizacji do zalecania jej jako uniwersalnej zasady i drogowskazu dla postępowania moralnego. Na pytanie: Co jest dobre? Maslow odpowiada – „aktualizacja”, a „złe” jest wszystko to, co przeszkadza lub niweczy ze swojej istoty samoaktualizującą się naturę człowieczeństwa.

W takim podejściu tkwią istotne problemy. Pierwszy z nich dotyczy założenia pozbawionego jakiegokolwiek niezależnego uzasadnienia, że samoaktualizacja jest dobra. Drugi problem- to że samoaktualizacja jest niezawodnym drogowskazem co do wszystkich lub prawie wszystkich decyzji moralnych. I znów Rogers i Maslow nie dostarczają żadnego przekonującego dowodu na poparcie tych założeń. Ostateczny i podstawowy problem wiąże się z tym, iż ci teoretycy zakładają, że samoaktualizacja różnych ludzi może być osiągana bez wzajemnych konfliktów, że będzie istnieć między nimi doskonała harmonia. Browning tak podsumowuje to zdumiewająco naiwne stanowisko:

„Owi etyczni egoiści [np. Rogers i Maslow] zakładają istnienie jakiejś pierwotnie ustanowionej harmonii na świecie, która przejawia się w tym […] że zasadniczo urzeczywistnianie wszelkiego rodzaju potencjonalności jest wzajemnie komplementarne oraz że różniące się między sobą potencjalności nigdy nie mogą właściwie pozostawać w konflikcie”.

Ostatni a zarazem poważny problem natury filozoficznej, jakim się tu zajmiemy, dotyczy powszechnej tendencji selfizmu do przedstawiania siebie jako zarazem nauki i stanowiska etycznego. Po pierwsze, nie do utrzymania jest pogląd, że selfizm jest nauką, przy dowolnym użytecznym rozumieniu terminu „nauka”, ponieważ definicje proponowane przez humanistów w żaden sposób nie pozwalają na odróżnienie psychologii i psychoterapii od religii, literatury, ideologii politycznej i etyki. Jednak zachowując nazwę „psychologia” dla dyscypliny, która przez dziesięciolecia traktowana była jako nauka, pozwalając, aby psychologowie (to jest eksperci) uczyli teorii „ja” na niezliczonych kursach uniwersyteckich, i przez mgliste ukazanie sposobów, jakimi teoria „ja” mogłaby być sprawdzona- selfizm w niewłaściwy sposób korzystał z prestiżu i ogólnie uznawanych specyficznych prawd, przypisywanych każdej nauce.

Pokrewną słabością jest skłonność selfistów do sugerowania, że psychologia jako nauka poniekąd zweryfikowała wartości świeckiego humanizmu, z jakimi spotykamy się w teorii „ja”. Wielu zwolenników selfizmu ma wyraźną świadomość etycznego charakteru tego systemu. W sposób przekonujący argumentują, że nie można prowadzić terapii pozbawionej wartości. Z poglądem tym zgadza się obecnie większość myślących ludzi. No, ale jak tu udowodnić podstawową  dobroć „ja”, moralną wartość samoaktualizacji, doświadczenia tu i teraz czy stawania się twórczym „ja”? Oczywiście, takie wartości nie zostały zweryfikowane w sposób naukowy. Co więcej, obecnie nie ma przesłanek pozwalających sądzić, że nauka może potwierdzić jakiekolwiek wartości. Jednak aura autorytetu, jaki psychologia czerpie ze swojego statusu naukowego, nierzadko wykorzystywana jest przez osoby uczące selfizmu do przedstawiania jego koncepcji i wartości jako mających status (bądź bliskich) prawdy naukowej.

Paul. C. Vitz, Psychologia jako religia. Kult samouwielbienia. Logos 2002

Dodaj komentarz