Wojna różowo-niebieska pod flagą biało-czerwoną(1)

Kogo otrzymamy, gdy kilkuletniego chłopca przebierzemy w różową sukienkę i nakażemy mu zabawę lalkami? Dziewczynkę? Nie. Nabzdyczonego, wściekłego chłopczyka w różowej sukience.

Steven Pinker odwołując się do antropologii kulturowej, biologii i medycyny, wytacza argumenty przeciwko feminizmowi płci, zakładającemu, że wszystkie różnice między płciami – z wyjątkiem anatomicznych – są konstruktem społecznym i wynikiem oczekiwań otoczenia. Pisze:

„Spróbujmy wyobrazić sobie eksperyment, który przyniósłby ostateczne rozstrzygnięcie kwestii: biologia czy socjalizacja. Należałoby poddać niemowlę płci męskiej operacji zmiany płci, a następnie skłonić jego rodziców do tego, żeby wychowywali je jak dziewczynkę, innych ludzi zaś – żeby tak właśnie je traktowali. Jeśli płeć jest wytworem społecznym, to dziecko powinno mieć umysł normalnej dziewczynki. Jeśli jednak płeć jest uzależniona od hormonów wydzielanych w okresie płodowym, dziecko powinno czuć się jak chłopiec uwięziony w ciele dziewczynki. Być może trudno w to uwierzyć, ale taki eksperyment rzeczywiście został przeprowadzony – oczywiście nie z ciekawości naukowej, ale wskutek chorób i wypadków.  W jednym z badań  uczestniczyło dwudziestu pięciu chłopców, którzy urodzili się bez penisa (ta wada wrodzona nosi nazwę wynicowania kloaki) i których następnie poddano operacji chirurgicznej zmiany płci. Wszyscy byli wychowywani jako dziewczynki. U  w s z y s t k i c h  badanych dzieci ujawniały się typowo chłopięce wzorce agresywnych zabaw oraz charakterystyczne dla chłopców postawy i zainteresowania. Ponad połowa z nich oświadczyła spontanicznie, że uważa się za chłopców, przy czym jeden z nich uczynił to w wieku pięciu lat.

Powszechnie uznany jest też przypadek ośmiomiesięcznego chłopca, który stracił członek wskutek niewłaściwie przeprowadzonego zabiegu obrzezania (…). Rodzice chłopca zwrócili się o pomoc  do słynnego badacza płci Johna Moneya, który utrzymywał, że „natura jest polityczną strategią tych, którym zależy na utrzymaniu status quo w dziedzinie różnic międzypłciowych”. Za jego radą rodzice zdecydowali się na zabieg usunięcia chłopcu męskich narządów płciowych i stworzenia mu sztucznej pochwy, a potem wychowali go jak dziewczynkę, nie mówiąc mu o tym co się wydarzyło. Po raz pierwszy usłyszałem o tym przypadku, kiedy byłem jeszcze studentem, w latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Przedstawiono go wtedy jako dowód na to, że w chwili narodzin dzieci są „rodzaju nijakiego”, a ich płeć jest następstwem sposobu wychowywania. Autor artykułu, który ukazał się wówczas w dzienniku „New York Times”, donosił, że Brenda (dawniej Bruce) „żegluje bezpiecznie przez dzieciństwo jako prawdziwa dziewczynka”. Prawdę ukrywano aż do roku 1997, kiedy to ujawniono, że Brenda już we wczesnym dzieciństwie czuła, że jest chłopcem uwięzionym w dziewczęcym ciele (…). Zdzierała z siebie sukienki z falbankami, wolała bawić się pistoletami niż lalkami, a nawet upierała się, że będzie siusiać na stojąco. W wieku czternastu lat była tak zrozpaczona, że postanowiła żyć jako mężczyzna albo skończyć ze sobą, a wtedy ojciec powiedział jej wreszcie prawdę. Brenda przeszła kolejne operacje, przyjęła wreszcie męską tożsamość, a dzisiaj- już jako mężczyzna – jest szczęśliwa w małżeństwie z kobietą.”

Oto inne przesłanki podane przez Pinkera:
– postrzeganie we wszystkich kulturach kobiet i mężczyzn jako istot o odmiennej naturze oraz istnienie podziału pracy bazujacego na podziale między płciami: „kobiety mają większy udział w wychowywaniu dzieci, a mężczyźni w większym stopniu kontrolują sfery życia publicznego i politycznego (taki podział pracy powstał nawet w kulturze, w której wszyscy próbowali go wykorzenić – w izraelskim kibucu)”;

-psychiczne różnice między kobietami i mężczyznami dają się wydedukować na podstawie fizycznych różnic międzypłciowych, wynikających z doboru naturalnego i rozmiaru inwestycji w wychowanie potomstwa. Podobne różnice międzypłciowe występują u wielu innych naczelnych. Typ doboru naturalnego, w którym samce rywalizują o samice wybierające najlepszych samców wywnioskować można ze zróżnicowania DNA w ludzkich mitochondriach (które mężczyźni i kobiety dziedziczą po swoich matkach), które jest znacznie większe niż zróżnicowanie DNA w chromosomach Y (które mężczyźni dziedziczą po swoich ojcach);

-na rozwój ludzkiego mózgu w życiu płodowym, w pierwszych miesiącach życia jednostki i później  wpływają hormony. Męskie hormony płciowe korelują z poziomem libido, agresji, potrzebą dominacji, płynnością słowną czy myśleniem przestrzennym. Zdolności poznawcze kobiet zmieniają się wraz z fazami cyklu menstruacyjnego.

Ponadto stwierdzono, iż różnice w wychowaniu dziewczynek i chłopców (w społeczeństwie amerykańskim) nie są zbyt duże. A także: „różnice miedzy chłopcami a dziewczętami nie są też następstwem przyglądania się męskim zachowaniom ojców i kobiecym zachowaniom matek. Kiedy mały urwis ma dwie mamusie, jego zachowania nie są wcale mniej chłopięce niż wówczas, gdyby dorastał z mamą i tatą”.

Fragment konkluzji:

„… zdumiewający musiałby wydawać się fakt, że arbitralny przydział ról, dokonywany w  kolejnych epokach przez rozmaite ludzkie społeczeństwa, pokrywał się z przewidywaniami, jakie mógłby sformułować biolog z Marsa na podstawie znajomości naszej anatomii i rozmieszczenia genów. Wydawałoby się dziwne, że hormony, które czynią z nas osobniki płci męskiej i żeńskiej, kształtują w nas także typowo męskie i kobiece cechy psychiczne, przy czym oba te procesy zachodzą w decydującym stopniu we wczesnej fazie rozwoju mózgu, a później – już w mniejszym zakresie – w ciągu całego życia jednostki. Jeszcze bardziej musiałby nas dziwić fakt, że drugi z genetycznych mechanizmów różnicowania się płci (imprinting genomowy) również wyposaża nas w zdolności charakterystyczne dla mężczyzn i kobiet. Wreszcie, dwa podstawowe przewidywania konstrukcjonizmu społecznego – że u chłopców traktowanych jak dziewczynki wykształca się żeński umysł oraz że przyczyn różnic między chłopcami a dziewczętami należy upatrywać we sposobie, w jaki traktują ich rodzice – okazały się całkowicie chybione.

Oczywiście fakt, że źródła wielu różnic międzypłciowych tkwią w naszej biologii, nie oznacza, iż jedna z płci jest lepsza od drugiej, że owe różnice ujawniają się u wszystkich ludzi i we wszystkich sytuacjach, że dyskryminowanie jakiejś osoby z powodu jej płci jest uzasadnione ani że ludzi należy zmuszać do postępowania w sposób typowy dla ich płci. Owe różnice nie są jednak pozbawione znaczenia”.

Nikt przy zdrowych zmysłach będący nie podważa takich wartości jak równość i godność obu płci. Ani wagi indywidualnych postaw i wyborów, potrzeby udogodnień dla rodzin, walki z dyskryminacją, z przemocą czy ze słabością ekonomiczną kobiet wynikającą z niedocenienia ich predyspozycji i preferencji.  Dyskryminacja jest jednak tam, gdzie jednostka boryka się z niemerytorycznymi przeszkodami w swoich dążeniach; nie ma dyskryminacji a jest przemoc, gdy jednostce wmawia się, że powinna mieć określone dążenia, którymi ona sama nie jest zainteresowana.

Przypuszczam, że w praktyce ideologia „konstruowania płci” będzie równie skuteczna co zawracanie Wisły kijem a dla spokojnej dyskusji wokół idei równości płci wręcz szkodliwa (zauważam np. taki skrót poznawczy: co głosi Koścół Katolicki jest bzdurne, więc feministki płci krytykujące KK muszą mieć rację nawet jeśli jej nie mają z punktu widzenia nauki – nie mam tu na myśli tzw „nauki gender”). A na koniec filmik, który ponoć wpłynął na decyzję zamknięcia studiów genderowych w Norwegii. Dlaczego baby – mimo feministycznej propagandy, udogodnień i zdolności – nie chcą zostać masowo inżynierkami? (Tato, wybacz :)) No, właśnie…

Dodaj komentarz