Zaufanie

Poniżej baumanowski obraz kultury krótkotrwałych zobowiązań czyli „nie bądź frajer i nie ufaj”. A to w nawiązaniu do ostatnich utyskiwań z cyklu „Polacy są źli”, dziś: mają „niski poziom zaufania społecznego”. Oprócz utyskiwań, jakoś nikt nie pyta dlaczego tak się dzieje i nie szuka przyczyn w faktycznym braku wzajemności na linii obywatele-państwo oraz w  zaimportowanej przed ćwierćwieczem do nas kulturze krótkotrwałości. Medialne, odgórne apele o zaufanie i wzajemność (i które ja też w swojej naiwności piszę, wiem) pozostaną, założę się, bez echa, jeśli nie zmieni się rzeczywiście i głęboko społeczny system. Jeśli nie odbuduje się oddolnie poczucia wspólnoty czy pojęć „zobowiązania”/”nie godzi się”.

Jest jeszcze coś ważnego: zaufanie może pojawić się tylko w warunkach wolności. Gdy zaufanie jest wolnym wyborem, nadzieją, zobowiązaniem wobec samego/samej siebie, wolną zgodą na zranienie i arbitralnym podjęciem ryzyka. „Ograniczone zaufanie” to w zasadzie… handel i brak zaufania. Co za zaufanie, gdy ten Obcy spętany? Gdy ja muszę „zaufać”, żeby coś ważnego dostać? Zaufanie to zabawa wolnych ludzi. Może dlatego w świecie systemowego przymusu, braku wyboru, wybranych za nas ścieżek, korporacyjnego zamordyzmu to takie rzadkie zjawisko.

Bo co jest dziś w Systemie ważne? Więcej produkować i więcej tworzyć metafizycznych baniek marketingu i finansów, więcej iluzji i symulakrów, (co zapewnia miejsca pracy, więc nikt nie będzie z tym dyskutował, coś trzeba zrobić z odpadami z rynku pracy). Więcej konsumować, szybciej otwierać się na nowości, szybciej pozbywać się odpadów. Wyru..ać kogoś szybciej, żeby samemu nie dać się wyru…ać, bo w warunkach rozbuchanej konkurencji rucha..ą przecież wszyscy.  Sezonowe przeboje, gwałtowna zmiana przestrzeni, w której żyjemy, upadek „zaświatów” i „wielkich idei” -trzeba się oprzeć na Systemie, bo System nie ma konkurencji. Sam System promujący nietrwałość -paradoksalnie- wydaje się jedynie trwały, samonapędzający.

Tak jesteśmy zarządzani. Brak zaufania i przywiązania do czegokolwiek i kogokolwiek wydaje się dziś (jedyną?) skuteczną strategią przetrwania. Przerażająca, cyniczna socjotechnika. Choć ciągle ta sama: dziel i rządź.

W „Życiu na przemiał” Zygmunt Bauman zwraca uwagę na „odpady”, efekt kultury nie-zobowiązań:

„Nowe rodzaje lęku niweczą też zaufanie, wiążący warunek każdej formy ludzkiego współbycia. Już starożytny mędrzec Epikur pisał (w liście do Menoikeusa), że „wspiera nas nie tyle pomoc naszych przyjaciół, ile pewność tego, że przyjdą nam z pomocą”. Bez zaufania sieć więzów międzyludzkich ulega rozpadowi, przez co świat staje się miejscem jeszcze groźniejszym i jeszcze bardziej przerażającym. Obawy wzniecane przez „pograniczną” odmianę odpadów na ogół same się odtwarzają, same potwierdzają i same wyolbrzymiają.

Miejsce zaufania zajmuje powszechna podejrzliwość. Wszystkie więzy uznaje się za niepewne i niewiarygodne, wszędzie węszy się podstęp i pułapkę, dopóki nie znajdzie się dowód na to, że jest inaczej. Lecz w sytuacji braku zaufania samo pojęcie „dowodu”, nie mówiąc już nawet do dowodzie rozstrzygającym i ostatecznym, nie jest wcale jasne ani przekonujące. Jak miałby wyglądać naprawdę pewny i wiarygodny dowód? Nawet patrząc na niego, nie potrafilibyśmy go rozpoznać; nawet mając go przed oczami, nie uwierzylibyśmy, że jest faktycznie tym, za co chce uchodzić. Dlatego przyjęcie dowodu odwleka się w nieskończoność. Próby nawiązania i zacieśniania więzów zmieniają się w nieskończony ciąg eksperymentów. A jako czysto eksperymentalne, przyjęte jedynie na próbę, wciąż poddawane próbie i zawsze prowizoryczne („poczekajmy co będzie dalej”) międzyludzkie sojusze, zobowiązania i więzy  nie mają zbyt wielkiej szansy, aby okrzepnąć na tyle, by można je było uznać w pełni za wiarygodne. Zrodzone z podejrzliwości, same rodzą podejrzenia.

Zobowiązania (umowy o zatrudnieniu, akty małżeńskie, umowy dotyczące „wspólnego życia”) zawiera się z uwzględnieniem „klauzuli anulowania” i na podstawie jej wyrazistości ocenia się zawartość i atrakcyjność podjętych zobowiązań. Innymi słowy, zakłada się od początku, że ich ostatecznym miejscem przeznaczenia będzie, zgonie z naturalną, pożądaną koleją rzeczy, wysypisko odpadów. Zobowiązania, od chwili ich zaistnienia, postrzega się i traktuje jak potencjalne odpady. Dlatego też ich nietrwałość (łatwa rozkładalność) uchodzi za ich zaletę. Łatwo przy tym zapomnieć, że owych wiążących zobowiązań poszukiwało się, i poszukuje się nadal, przede wszystkim po to, aby poradzić sobie z przejmującą lękiem i paraliżującą zmysły kruchością ludzkiego istnienia…

Życie ludzkie, oddarte z zaufania i przesiąknięte podejrzliwością, pada łupem sprzeczności i wieloznaczności, z którymi nie umie sobie poradzić. Jego niepewny bieg znaczą kolejne rozczarowania i frustracje, i zawsze dociera ono do tego właśnie punktu, z którego chciało uciec, rozpoczynając swą podróż w nieznane. Życie  w ten sposób przeżywane pozostawia po sobie cały szereg chybionych i poniechanych związków – odpadów wytwarzanych w warunkach globalnego pogranicza, gdzie zaufanie jest znakiem naiwności, pułapką na niezaradnych i łatwowiernych”.

Zygmunt Bauman „Życie na przemiał” Wydawnictwo Literackie  Kraków 2004

Dodaj komentarz