Zdiagnozowano nam szczęście

Ogłoszono wyniki Diagnozy Społecznej 2015. Me(n)dia podjęły z zapałem myśl przewodnią: jesteśmy szczęśliwi! „W badaniu Diagnoza Społeczna 2015 ponad 80 proc. Polaków deklaruje szczęście”! „Rzeczpospolita jest szczęśliwa!” – wrzeszczą nagłówki. „Rekordowe 81,2 proc. z nas pozytywnie ocenia swoje życie. Co więcej, dochody przeciętnego gospodarstwa domowego w ciągu ostatnich 2 lat wzrosły o 314 zł i wynoszą 3450 zł”. Należałoby raczej powiedzieć: 81,2 procent respondentów odpowiedziało na pytania tak, że zinterpretowano to jako „szczęście”. Często nie wiemy bowiem, czytając bełkot dziennikarzyn, czy te 81,2 procent to szczęście deklarowane (np. odpowiedź na pytanie „oceniając swoje życie czy określiłaby Pani że jest bardzo szczęśliwa /dosyć szczęśliwa /niezbyt szczęśliwa / nieszczęśliwa) czy wyniki całości kwestionariusza odnoszącego się do wielu innych aspektów owego „szczęścia”. Bez względu na to, zastanawiam się jaki jest me(n)dialny przekaz dla Kowalskiego? Jeśli czujesz się nieszczęśliwy to: po pierwsze – nie masz żadnego powodu, po drugie – wszyscy dookoła ciebie są szczęśliwi, po trzecie- twoje zarobki rosną. Wniosek: nie zawracaj nam głowy, jest super. Fakt, świadczą o tym statystyki produkcji, emigracji i samobójstw.

Szczęście to potężne pojęcie, niesie ze sobą moc wyobrażeń i pragnień. Uważam, że poczucie szczęścia jest subiektywne, zmienne w czasie, niezależne od sztywnych definicji. Zależne od zmiennej, indywidualnej narracji czy nastroju. Ja – dziś tak sobie mówię, nie wiem jak będzie jutro- najszczęśliwsza byłam, gdy nie miałam nic a w związek dopiero wchodziłam. Gdy było mi głodno i chłodno, ale w ładnym stylu o siebie walczyłam. I miałam nadzieję. Piękno poruszało mnie nawet na cmentarzu, po pogrzebie kogoś bliskiego… Teraz nie mam już tego poczucia szczęścia co kiedyś- odeszło razem z iluzjami i przykurzyła je gorycz wieku średniego. Taki czas, od politycznego niezależny.

 „Diagnozy społeczne” to nówka w naszym życiu politycznym. Napiszę wprost: to narzędzie zarządzania masami, narzędzie propagandy, statystyczna miara nastrojów. I to miara ponadnarodowa, ponieważ rządzący odczuwają przymus przeglądania się w oczach Wielkiego Innego, Unii E. To ważny element zracjonalizowanego  zarządzania motłochem, sprawiający wrażenie, że dane zjawisko (tutaj: poczucie szczęścia) można jasno zdefiniować, wyodrębnić jego elementy składowe, przyszpilić intersubiektywizmem. Nazwać i określić jest wstępem do kontrolować i zaplanować.  Następuje wielka zmiana w naszym pojmowaniu Szczęścia: kiedyś utożsamiane z Losem, Dolą, Parkami, dobrze-aspektowanym wpływem Jowisza (Fortuna Maior), dziś opracowane naukowo i skojarzone z planowaniem… Oto współczesny człowiek usiłuje opisać racjonalnie swoje szaleństwo jak niegdyś szukał rozumowych dowodów na „istnienie Boga”. Ten grzech racjonalnego opisu popełnia trzeźwy psychologiczny nurt naukowy i – twierdząca że jest „humanistyczna” – psychoanaliza. Niestety, ulotnego poczucia szczęścia nie da się zdefiniować i zamienić na statystykę. Raczej w karykaturę. Lub manipulację pojęciem „szczęścia”.

Co się składa na to politycznie ujmowalne „szczęście” z „diagnozy społecznej”? Dla przykładu kwestionariusz z 2013 roku:

aktywność ekonomiczna członków gospodarstwa domowego

wyżywienie

zasobność materialna

warunki mieszkaniowe

kształcenie dzieci

korzystanie z pomocy społecznej

kultura i wypoczynek

ochrona zdrowia

sytuacja dochodowa i zarządzanie dochodami

komputer i internet

Nigdy bym o tym nie pomyślała, gdybym miała sama określić, czy moje życie jest szczęśliwe. Za to przepytywany przez ankietera Kowalski dostaje sugestię, co składa się na jego „szczęście”. Ma ponadto odpowiedzieć czy jego życie pogorszyło się/polepszyło/nie zmieniło w wyżej wymienionych obszarach. Brakuje odpowiedzi oczywistej: „trudno powiedzieć”. Na ile ludzie usiłują pozostać spójni i myślą „jeśli zadeklarowałem, że mam rodzinę, mieszkanie, furę i komórę to powinienem wpisać, że jestem szczęśliwy…” lub też pocieszają się w obliczu ankietera „mimo że teraz nie mam pracy to mam fajne dzieci i nie jest tak źle…” – nie wiadomo.

Kwestionariusz kończy się częścią indywidualną („kwestionariusz indywidualny” – życie osobiste, subiektywna ocena).  Ten dział kwestionariusza w roku 2013 obejmował 51 pytań. Przykład: „Jak silne jest Pani pragnienie życia? zaznacz na skali 1-10″. Padają  pytania o spory z małżonkiem, także na tle finansowym („czy mąż był zbyt rozrzutny?” Jak tutaj z konkubinatem?), o kłopoty z dziećmi (także kary finansowe za ich zachowanie), o poczucie bezpieczeństwa (chuligaństwo w miejscu zamieszkania, zatłoczenie), poczucie bycia kochaną (ciekawe, co odpowiadają partnerzy w związkach przemocowych?), ilość osób które określamy mianem „przyjaciół” (bo czy są faktycznymi przyjaciółmi nie wiadomo tak naprawdę), zdrowy tryb życia (palenie papierosów), uczestnictwo w życiu religijnym, politycznym, organizacjach i życiu lokalnym.

Ciekawe, że owo szczęśliwe życie osobiste ma zawierać także taki element jak pozytywne użeranie się z urzędami. Walka z administracją ma być ( i pewnie jest) nieszczęściem.

Odpowiedzi są w większości sformatowane. Brakuje pytań otwartych (jest oczywiście opcja „inne”). Odpowiedź poza systemową formatką, na przykład „pocałujcie mnie w dupę”,  nie jest odpowiedzią w ujęciu systemowym i nie wyraża „nieszczęścia” czy niezadowolenia.

„Statystycznie to my wszyscy leżymy”, mówi Alina Janowska grająca Ciotkę Anuli i Sąsiadkę w klasycznej komedii „Wojna Domowa” i  podsuwa – przeliczone po wywiadówce, na której była w imieniu Mamy Pawła – statystycznie mierne wyniki nauki klasy. „Ja nie mam żadnej dwójki !” -oburza się Paweł. „Wie pani, ja wolałabym wiedzieć co z Pawłem a nie statystycznie” podsuwa nieśmiało Mama Pawła (Irena Kwiatkowska). „A! z Pawłem? Nie, z Pawłem to wszystko w porządku, ale statystycznie… to my wszyscy leżymy.”

Kowalski woli wiedzieć co z Kowalskim. Diagnoza społeczna nie mówi o Kowalskim. Mówi raczej o tym, co rządzący wkładają do tabelek jako elementy „szczęścia Kowalskiego”. Diagnoza obnaża pojęcie „szczęścia” w ujęciu politycznym, prześwietla wiodący rządowy projekt. Kowalski – homo sapiens skazany ewolucyjnie na widzenie raczej problemów niż sukcesów – wyczuwając pęknięcie między „rządowym projektem” a swoim życiem i otoczeniem irytuje się- vide komentarze. Lub też zgodnie z duchem epoki,  pod karcącym wzrokiem Organizacyjnego Innego, posłusznie zamienia także swoje życie w „projekt”, w którym szczęście zależy od posiadania dostępu do internetu i da się określić między bardzo/dość/niezbyt a wcale. A tu „życie straszniejsze i piękniejsze jeszcze jest”, cytując innego klasyka. Jest poza projektem, kontrolą, szczęściem, bogactwem, zdrowiem, rodziną i dostępem do technologii. I nie da zaznaczyć się na skali stenowej.

Mam nadzieję, że – gdy będę już odchodzić w stronę światła – nikt ze skrzydłami (ani błoniastymi  ani ptasimi) mi nie zawróci głowy i nie zatrzyma z formularzem „Czy oceniasz swoje życie jako: okropne/ wspaniałe? Zaznacz na skali od 1-10. Serdecznie dziękuję za poświęcony mi czas”. Takie zaświaty to ja pieprzę. Moja ocena, sformułowana pod wpływem chwili, przecież nie ma żadnego znaczenia. Szczęściem jest życie samo, rozlewające się – o paradoksie- poza poczucie szczęścia.

Źródła

http://natemat.pl/154881,narod-szczesliwosci-diagnoza-spoleczna-2015-ponad-80-polakow-mowi-jestem-szczesliwy

http://finanse.wp.pl/kat,1033781,title,Diagnoza-Spoleczna-2015-Rzeczpospolita-jest-szczesliwa,wid,17849177,wiadomosc.html

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Diagnoza-Spoleczna-2015-ponad-80-proc-Polakow-zadowolonych-z-zycia-Najwyzszy-wynik-od-2000-r,wid,17850788,wiadomosc.html?ticaid=11599d&_ticrsn=3

Dodaj komentarz