Zostać psychopatą – choć na chwilę

Odrzucić spojrzenie Innego? Krępujące więzy sumienia i skrupuły? Lęk? Nieprzyjemne pobudzenie psychiczne i fizjologiczne na widok czyjegoś bólu? Odsunąć ostrożność i wątpliwości? Zakorzenić się w poczuciu mocy? Traktować życie jak grę? Dla mnie kuszące, przyznam (choć takie życie wydawałoby mi się ubogie w ostatecznym rachunku). Okazało się także kuszące dla angielskiego psychologa Kevina Duttona, autora książki „Mądrość psychopatów”. Na tyle kuszące, że poddał się eksperymentalnemu „przeczesaniu neuronów” i czasowemu zablokowaniu ośrodków decyzji moralnych. Pisze o swoim doświadczeniu „bycia psychopatą” tak:

 

„…stawiam dzielnie czoło drugiej fazie eksperymentu, w której dostanę swoją drugą szansę – zostanę przerobiony na psychopatę. Obejrzę kolejną sesję mordów, jatek i rozlewów krwi, tylko tym razem z całkiem inną głową. A to dzięki TMS, które stosowali w swoich badaniach nad lojalnością Ahmed Karim i Liane Young. […]

-Efekty znikną w ciągu pół godziny – zapewnia Nick [dr Nick Cooper, ekspert TMS, Centre for Brain Science, University of Essex], prowadząc mnie do czegoś, co przypomina fotel dentystyczny z zagłówkiem, oparciami na ręce i pasami do unieruchamiania głowy – Wyobraź sobie, że TMS to elektromagnetyczny grzebień, który przeczesze w określonym kierunku neurony w twoim mózgu i zrobi ci tymczasową neurologiczną fryzurę. Która, jak każda nowa fryzura- jeśli nie będziesz o nią dbał – sama powróci do punktu wyjścia. […]

Nick sadza mnie na groźnie wyglądającym fotelu i klepie nieco zbyt protekcjonalnie po ramieniu. Kiedy kończy przywiązywanie i podłączanie do urządzeń, wyglądam jak Hannibal Lecter w salonie optycznym. Ustawia nad moją czaszką głowicę TMS, przypominającą uchwyt gigantycznych nożyczek, i włącza maszynę.

Od razu mam wrażenie, jakby jakiś sprytny człowieczek zaczął mi grzebać głęboko w głowie, posługując się młotkiem geologicznym. Nie jest to bolesne, ale jakoś nie chcę, żeby to był dopiero wstęp do mojej neurologicznej przemiany.

– Pole elektromagnetyczne przenika twój nerw trójdzielny, odpowiedzialny za czucie na twarzy i za niektóre funkcje motoryczne, takie jak gryzienie, żucie i przełykanie – wyjaśnia Nick – Zapewne odczuwasz to w zębach trzonowych, prawda?

– Aha- kiwam głową.

– Próbuję właśnie odszukać konkretny fragment twojej kory ruchowej, odpowiedzialny za ruch małego palca u prawej dłoni. Kiedy go znajdziemy, posłuży nam za swego rodzaju obóz-bazę i pozwoli wyznaczyć koordynaty tych obszarów mózgu, którymi naprawdę jesteśmy zainteresowani. Twoje ciało migdałowate i obszar odpowiedzialny za decyzje moralne.

– No to lepiej się pospiesz  – mówię – Bo jeszcze trochę, a uduszę cię własnymi rękami.

Nick się uśmiecha.

-A niech mnie – mówi – już działa.

Bierze się do pracy i po jakichś dwudziestu sekundach czuję, że bezwiednie poruszam małym palcem. Początkowo delikatnie. Potem coraz mocniej. Wkrótce mój palec kiwa się tak, jakby chciał się oderwać od ręki. Nie jest to najmilsze uczucie na świecie – siedzieć przywiązanym w fotelu, w źle oświetlonej sali, ze świadomością, że nie ma się kontroli nad własnym ciałem. Dość przerażające. Poniżające. Dezorientujące. I w dodatku ma się wrażenie, jakby cała wolna wola dostała środki uspokajające. Jedyna moja nadzieja w tym, że Nick nie jest w nastroju do żartów. Z tym całym sprzętem, jaki ma do dyspozycji, mógłby mi kazać robić gwiazdy po całym laboratorium.

– No dobra- mówi – Teraz już mamy umiejscowiony punkt wyjścia. Zaczynamy.

Mój palec przestaje się kiwać, kiedy Nick przesuwa swą upiorną neurologiczną różczkę nad moją głową. Muszę bezczynnie siedzieć i czekać, aż moja grzbietowo-boczna część kory przedczołowej i prawe skrzyżowanie skroniowo-ciemieniowe zostaną wyczesane elektromagnesem. TMS nie może przeniknąć dostatecznie głęboko do mózgu, by dosięgnąć bezpośrednio okolic odpowiedzialnych ze emocje i decyzje moralne. Ale pobudzając lub wygaszając rejony kory mózgowej, które mają połączenia z tymi obszarami można stymulować efekty właściwe dla głębszego, bardziej agresywnego wpływu.

Wkrótce zaczynam zauważać niewyraźną, ale wszechobecną i bardziej egzystencjalną zmianę. Przed eksperymentem byłem ciekaw, jak długo potrwa, nim zacznę coś odczuwać. Teraz znam odpowiedź: dziesięć do piętnastu minut. Zapewne tyle samo czasu trzeba, żeby większość ludzi zaszumiało w głowie po wypiciu piwa albo kieliszka wina.

Efekt jest bardzo podobny. Czuję swobodną, niefrasobliwą pewność siebie . Transcendentalne zwolnienie zahamowań. Rodzące się we mnie subiektywne poczucie moralności: dumną i dziwnie uduchowioną  świadomość, że kurde, kogo to wszystko obchodzi?

Ale jest jeden znaczący wyjątek. Jedna wyraźna i niewątpliwa różnica pomiędzy tym, co czuję, a skutkami alkoholu. Brakuje towarzyszącej temu ostatniemu ociężałości. Zachowuję czujność i uwagę – właściwie mam wrażenie, że one się wyostrzyły. Ogarnia mnie nieodparte wrażenie, że jestem bardziej świadom tego, co wokół. Jakby moje sumienie dostało dawkę moralnego rehypnolu, wszelkie niepokoje zostają utopione w kilku shotach przezczaszkowego magnetycznego Jacka Danielsa. Równocześnie całe moje jestestwo jakby zostało całkowicie oczyszczone przez światło. Moja dusza, czy jak tam to sobie nazywacie, zanurza się w duchowej zmywarce.

A więc to takie uczucie, być psychopatą, myślę sobie. Patrzeć oczami Gary’ego Gilmore’a. Iść przez życie z wiedzą, że bez względu na to, co powiem albo zrobię, wina, skrucha, żal, strach – wszystkie te znajome, codzienne sygnały ostrzegawcze, które normalnie zapalają się na mojej psychicznej tablicy kontrolnej- nie będą mi już dokuczać.

Nagle doznaję olśnienia. Mówimy o różnicach wynikających z płci, klasy, kolory skóry, inteligencji. I wiary. Ale najbardziej fundamentalna różnica pomiędzy jednym człowiekiem a drugim polega na obecności sumienia lub jego braku. Sumienie sprawia nam ból, kiedy wszystko wydaje się w porządku. Ale co będzie, jeśli stanie się twarde jak stary but? Jeśli będzie się miało tak wysoki próg bólu, że nawet nie drgnie, kiedy inni będą się wić w agonii?

[…]

Znów siadam w fotelu i podłączony do aparatury [urządzenie do monitoringu pracy serca, rejestrator EEG, sensor reakcji skóro-galwanicznej] oglądam rozgrywający się na ekranie horror: obrazy [sceny przemocy, amputacji, okaleczeń, tortur, egzekucji, wyjące syreny, biały szum aplikowane Autorowi przed transformacją w psychopatę] zmodyfikowano, żeby uniknąć efektu przyzwyczajenia. Tym razem jest zupełnie inaczej:

– Wiem, że temu facetowi przede mną zrobiło się niedobrze na widok tego wszystkiego – słyszę własny głos – Ale tym razem te widoki raczej wzbudzają mój  śmiech.

Linie i robaczki na ekranach potwierdzają moje wyznanie. Tam, gdzie wcześniej [przy badaniu bez wpływu TMS] mój mózg reagował tak mocno, że tylko cudem najnowszy rejestrator EEG nie buchnął płomieniami, po psychopatycznej przemianie jego aktywność znacznie słabła. Być może linia nie jest aż tak dystyngowanie symetryczna […] , ale z pewnością nastąpiła zmiana w pożądanym kierunku. Ani jednego nowojorskiego drapacza chmur w zasięgu wzroku.

Podobnie jest z rytmem serca i reakcją skóry. Prawdę powiedziawszy, w przypadku tej ostatniej przebijam Andy’ego McNaba (żołnierz SAS, autor książek, psychopata) .

– Czy to już oficjalne? – pytam Nicka, kiedy oglądamy wyniki – Czy mogę zgodnie z prawdą twierdzić, że jestem bardziej cool niż Andy McNab?

Nick wzrusza ramionami.

– Pewnie tak – mówi – Przynajmniej chwilowo. Ale korzystaj, póki możesz. Masz jeszcze jakiś kwadrans. Góra.

Kręcę głową. Już mam wrażenie, ze magia się rozprasza. Elektromagnetyczne czary przestają działać. Czuję się na przykład znacznie bardziej żonaty niż jeszcze przed chwilą – i mam znacznie mniejszą ochotę podejść do asystentki Nicka i zaprosić ja na drinka. Zamiast tego idę z Nickiem do baru studenckiego i biję swój rekord w Gran Turismo (symulacja wyścigów samochodowych, gra wideo). I to jak biję! Po prostu zrównuję go z ziemią. Ale jakie to ma znaczenie? W końcu to tylko gra.

– Nie chciałbym teraz siedzieć z tobą w prawdziwym samochodzie – mówi Nick – Masz jak dla mnie zdecydowanie za duże jaja.

To wspaniałe uczucie. Może już nie takie jak wcześniej, kiedy byliśmy w laboratorium, niezupełnie tak samo – no nie wiem… niepodważalne. Ale nadal jest, to pewne. Życie wydaje mi się pełne możliwości, moje psychiczne horyzonty są dużo szersze. Dlaczego nie miałbym pojechać w ten weekend do Glasgow, na wieczór kawalerski kumpla  zamiast wlec się do Dublina, żeby pomóc żonie umieścić jej matkę w domu opieki? Dlaczego nie zrobić inaczej niż zwykle. I do diabła z tym, co sobie ludzie pomyślą. No bo co niby się stanie? W przyszłym roku o tej porze… Co ja mówię, w przyszłym tygodniu o tej porze nikt nie będzie o tym pamiętał. Do odważnych świat należy, no nie?

Biorę dwa funty ze stolika obok – napiwek dla kelnerki, ale przecież nikt o nim nie wie – i próbuję szczęścia na kolejnych automatach. Docieram do stu tysięcy dolarów w Milionerach. Przewalam niestety sprawę, bo nie decyduję się skorzystać z koła ratunkowego pół na pół. No bo jestem przecież pewien, że akcja American Psycho toczy si ę w Los Angeles i nonszalancko naciskam guzik, mimo obiekcji Nicka.

Okazuje się , że w Nowym Jorku.

– Myślałem, że przynajmniej na to potrafisz odpowiedzieć … – Nick się śmieje

Potem wszystko zaczyna się zmieniać… i to naprawdę szybko. Kolejna tura Gran Turismo to porażka. Błyskawicznie robię się ostrożniejszy i kończę wyścig na szarym końcu. I nie tylko to. Nagle zwracam uwagę na kamerę ochrony w rogu i myślę o napiwku, który sobie przywłaszczyłem. Na wszelki wypadek postanawiam go zwrócić.

Nick patrzy na zegarek. Wiem co teraz będzie – nie musiał mi mówić.

– Nadal jesteś bardziej cool nic McNab?

Uśmiecham się i wychylam piwo. Psychopaci. Nigdy nie zatrzymują się na dłużej. Gdy tylko impreza dobiega końca, przenoszą się na inną – niewiele myśli poświęcając przyszłości, a jeszcze mniej przeszłości. A ten, który przez dwadzieścia minut był mną, nie jest żadnym wyjątkiem. Zabawił się i załapał na darmowego drinka. A teraz, kiedy eksperyment przeszedł do historii, ruszył znów w drogę i zniknął z miasta.

Miejmy nadzieję, że pojechał daleko i nie zjawi się znienacka w barze hotelowym, gdzie mam się spotkać z Andym Mcnabem. Bo albo świetnie byśmy się ze sobą dogadali, albo wcale.

Jeśli mam być szczery, nie wiem, która możliwość przeraża mnie bardziej.

 

Kevin Dutton „Madrość psychopatów”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA SA 2015

Dodaj komentarz